Zastanawiające jest też to, że przygotowano mu dosyć mało kwestii. O ile na początku na bieżąco komentuje nasze poczynania, tak z czasem staje się coraz bardziej leniwy. Do tego stopnia, że w pewnym momencie zupełnie o nim zapomniałem i nieźle się zdziwiłem, jak nagle znów się odezwał. Element ten można było zrobić lepiej, ale fajnie, że w ogóle go zrobiono, bo świetnie pasuje do tego typu gier. Nie tylko platformówek, ale właśnie remake'ów odświeżających znane już historie.Znane, choć tak z ręką na sercu, od 2002 roku minęło tyle czasu, gier i generacji konsol, że zupełnie zapomniałem, o co w Ratchecie chodziło i jak właściwie wyglądał. Pozostały tylko mgliste wspomnienia świetnej przygody. Wspomnienia, które teraz wracają.Ratchet & Clank bawi tak jak przed laty. Klasyczna dla serii mechanika nie zaskakuje, cieszy jednak pomysłowe jej wykorzystanie, czyli przeplatanie głównej przygody poświęconymi Clankowi poziomami z zagadkami logicznymi. Cieszy rozwalanie setek skrzyń i zbieranie tysięcy śrubek, a także zamienianie wrogów w owce czy atakowanie ich dyskotekową kulą. Jest tu wszystko, za co pokochaliśmy serię, włącznie z długim czasem gry i wysokim poziomem trudności. Podczas gdy poprzednią odsłonę serii, Nexusa na PS3, dosłownie przebiegłem, tak najnowszego Ratchet & Clanka ogrywałem dwa razy dłużej, dobre kilkanaście godzin, powtarzając nawet walki z bossami. Ogromne zaskoczenie, zdecydowanie niezamykające się w dwóch wieczorach, zwłaszcza jak chce się zebrać wszystkie 28 złotych śrub. Nie ma szans, że znajdziemy je przy pierwszym podejściu. Często zdobywając nowy sprzęt trzeba się cofnąć do starszych miejscówek, gdzie czekają nieodkryte (bo nie mieliśmy jeszcze np. opcji fruwania albo butów z magnesami) rejony. Punkt dla Insomniac za zachętę do eksploracji. Chociaż nawet bez tego wszystkie planety aż chce się po prostu zwiedzać.W recenzji znajdują się screeny z gry. Ten wyżej pochodzi natomiast z animowanego filmu. Ratchet & Clank na konsoli wygląda tak samo jak w kinie. Jeżeli oglądając animacje Pixara i inne tego typu produkcje zastanawiałeś się, kiedy tak będą wyglądać gry, odpowiedź brzmi: w 2016 roku. Już poprzednia gra z serii, Nexus na PS3 podwyższył poprzeczkę, Ratchet na PS4 to jednak prawdziwa graficzna perełka.Są piękne, zróżnicowane i dopracowane. Niektóre przypominają parodię "Piątego elementu", inne "Gwiezdnych wojen". Sporo tam jednak autorskich pomysłów, zarówno tych z 2002 roku, ale w full HD i z nowymi efektami graficznymi, jak i zupełnie nowych. Jak mówiłem, Ratchet & Clank nie jest typowym remake'iem i znalazło się tam miejsce na świeże miejscówki. Stare są za to bronie (przynajmniej większość, świeży jest np. Pixelator), ale one chyba nigdy się nie znudzą.Ważne jest to, że są one nie tylko fajne, ale też potrzebne i właściwie każda dobrze się sprawdza w konfrontacji z danym typem wrogów. Każdą też można ulepszać, do tego mamy też klasyczne dla serii autoupgrade’y. Im częściej używamy danej pukawki, tym szybciej podbijają się jej statystyki. Działa to jak zwykle, bardzo dobrze, ale pod warunkiem, że nie zaczniemy wdawać się w szczegóły. Bo wtedy okaże się, że ulepszona na 100% podstawowa broń zadaje takie same obrażenia jak dostępna pod koniec gry i teoretycznie najmocniejsza wyrzutnia rakiet. Taki urok Ratcheta.