Ratchet & Clank - recenzja. Remake niemal idealny

Strona głównaRatchet & Clank - recenzja. Remake niemal idealny
16.04.2016 08:00
Ratchet & Clank - recenzja. Remake niemal idealny
Paweł Olszewski
Paweł Olszewski

Insomniac Games może robić różne rzeczy, ale najlepiej i tak wychodzą im gry z serii Ratchet & Clank.

Seria Resistance nie była zła, ale z drugiej strony, gdyby była naprawdę dobra, to na PS4 już dawno zobaczylibyśmy kolejne części. Ekskluzywny dla odmiany na Xboksa One Sunset Overdrive też świata nie zwojował. Podobnie jak trochę wcześniej Fuse. Zobaczymy jak będzie z Song of the Deep i Edge of Nowhere na Oculus Rifta, który zapowiada się dobrze, ale kierowany jest do VR-owej niszy. Co więc zostaje? To co zawsze, Ratchet & Clank.Jeżeli spodziewaliście się rewolucji, innowacyjnych mechanik i Bóg wie czego jeszcze, to nic takiego tutaj nie znajdziecie, można się rozejść. Z drugiej strony, nikt tego nie zapowiadał. Insomniac od początku mówiło o remake'u, a Sony o grze towarzyszącej nadchodzącemu filmowi animowanemu. Wszystko wskazywało więc na klasycznie odgrzany kotlecik. Nawet niższa niż za inne pudełkowe nowości cena. Tymczasem dostaliśmy dużą, zupełnie nową i niespodziewanie świeżą grę.

Ratchet & Clank nie jest typowym remake'iem klasyka w stylu odświeżonych Gearsów czy Halo. Owszem, znajdują się tutaj znane wcześniej postacie i poziomy czy całe sceny, ale w nieco innym kontekście i narracji. Najważniejsze jest bowiem to, że cała gra to opowieść snuta przez kapitana Qwarka. Działa to podobnie jak w Call of Juarez: Gunslinger, nasze poczynania w czasie rzeczywistym są więc komentowane przez zielonego superbohatera. Efekt końcowy jest świetny, bo gdy skierujemy swoje kroki w stronę konkretnego miejsca pojawia się nagle głos "z nieba" mówiący coś w stylu "I wtedy Ratchet postanowił pójść tu i tu". Albo gdy pod wodą zaczyna brakować nam powietrza słyszymy „Ratchet mimo najlepszych chęci nie był w stanie oddychać pod wodą”. Czasem głos ten trochę koloryzuje, choć tutaj mógłby się akurat bardziej postarać, nie wykorzystano potencjału niewiarygodnego narratora.

Zastanawiające jest też to, że przygotowano mu dosyć mało kwestii. O ile na początku na bieżąco komentuje nasze poczynania, tak z czasem staje się coraz bardziej leniwy. Do tego stopnia, że w pewnym momencie zupełnie o nim zapomniałem i nieźle się zdziwiłem, jak nagle znów się odezwał. Element ten można było zrobić lepiej, ale fajnie, że w ogóle go zrobiono, bo świetnie pasuje do tego typu gier. Nie tylko platformówek, ale właśnie remake'ów odświeżających znane już historie.Znane, choć tak z ręką na sercu, od 2002 roku minęło tyle czasu, gier i generacji konsol, że zupełnie zapomniałem, o co w Ratchecie chodziło i jak właściwie wyglądał. Pozostały tylko mgliste wspomnienia świetnej przygody. Wspomnienia, które teraz wracają.Ratchet & Clank bawi tak jak przed laty. Klasyczna dla serii mechanika nie zaskakuje, cieszy jednak pomysłowe jej wykorzystanie, czyli przeplatanie głównej przygody poświęconymi Clankowi poziomami z zagadkami logicznymi. Cieszy rozwalanie setek skrzyń i zbieranie tysięcy śrubek, a także zamienianie wrogów w owce czy atakowanie ich dyskotekową kulą. Jest tu wszystko, za co pokochaliśmy serię, włącznie z długim czasem gry i wysokim poziomem trudności. Podczas gdy poprzednią odsłonę serii, Nexusa na PS3, dosłownie przebiegłem, tak najnowszego Ratchet & Clanka ogrywałem dwa razy dłużej, dobre kilkanaście godzin, powtarzając nawet walki z bossami. Ogromne zaskoczenie, zdecydowanie niezamykające się w dwóch wieczorach, zwłaszcza jak chce się zebrać wszystkie 28 złotych śrub. Nie ma szans, że znajdziemy je przy pierwszym podejściu. Często zdobywając nowy sprzęt trzeba się cofnąć do starszych miejscówek, gdzie czekają nieodkryte (bo nie mieliśmy jeszcze np. opcji fruwania albo butów z magnesami) rejony. Punkt dla Insomniac za zachętę do eksploracji. Chociaż nawet bez tego wszystkie planety aż chce się po prostu zwiedzać.W recenzji znajdują się screeny z gry. Ten wyżej pochodzi natomiast z animowanego filmu. Ratchet & Clank na konsoli wygląda tak samo jak w kinie. Jeżeli oglądając animacje Pixara i inne tego typu produkcje zastanawiałeś się, kiedy tak będą wyglądać gry, odpowiedź brzmi: w 2016 roku. Już poprzednia gra z serii, Nexus na PS3 podwyższył poprzeczkę, Ratchet na PS4 to jednak prawdziwa graficzna perełka.Są piękne, zróżnicowane i dopracowane. Niektóre przypominają parodię "Piątego elementu", inne "Gwiezdnych wojen". Sporo tam jednak autorskich pomysłów, zarówno tych z 2002 roku, ale w full HD i z nowymi efektami graficznymi, jak i zupełnie nowych. Jak mówiłem, Ratchet & Clank nie jest typowym remake'iem i znalazło się tam miejsce na świeże miejscówki. Stare są za to bronie (przynajmniej większość, świeży jest np. Pixelator), ale one chyba nigdy się nie znudzą.Ważne jest to, że są one nie tylko fajne, ale też potrzebne i właściwie każda dobrze się sprawdza w konfrontacji z danym typem wrogów. Każdą też można ulepszać, do tego mamy też klasyczne dla serii autoupgrade’y. Im częściej używamy danej pukawki, tym szybciej podbijają się jej statystyki. Działa to jak zwykle, bardzo dobrze, ale pod warunkiem, że nie zaczniemy wdawać się w szczegóły. Bo wtedy okaże się, że ulepszona na 100% podstawowa broń zadaje takie same obrażenia jak dostępna pod koniec gry i teoretycznie najmocniejsza wyrzutnia rakiet. Taki urok Ratcheta.

Ratchet & Clank nominalnie to platformówka, praktycznie jest jednak grą akcji. Obok skakania i strzelania jest tu też sporo fruwania przy użyciu jetpacka, pływania czy nawet latania - zarówno na desce grawitacyjnej jak i naszym statkiem. W grze upchnięto tyle pomysłów i mechanik, że spokojnie starczyłoby ich na dwa razy dłuższą przygodę. Czasem wręcz miałem wrażenie, że różne rozwiązania wzajemnie się kanibalizują. Ledwo odblokowałem tradycyjne dla Clanka „śmigiełka”, a już miałem plecak odrzutowy.Wspominałem o wygadanym Qwarku, ale reszta towarzystwa też oczywiście daje radę. Generalnie gra ocieka humorem, bawią nawet kwestie zupełnie drugo i trzecioplanowych bohaterów. Handlarz bronią cieszący się po naszych zakupach na możliwość "spełnienia targetów" to tylko mały wycinek tego, co oferuje gra. Żarty naprawdę śmieszą, a do tego dobrze brzmią po polsku. Gdybym miał się do czegoś przyczepić w dubbingu, to trochę zbyt sztywnego Clanka. Angielski odpowiednik jest powściągliwy, kojarzący się trochę z brytyjskim dżentelmenem. Polska wersja jest natomiast po prostu drętwa. Cała reszta, z Sebastianem Cybulskim w roli Ratcheta, wypada jednak zaskakująco dobrze, lepiej nawet od Wojciecha Malajkata sprzed kilku lat. Ekipa odpowiedzialna za dubbing dostaje ode mnie złotą śrubę - to najlepsza lokalizacja Sony od czasów pierwszego inFamous i serii Uncharted.Gdyby Ratchet & Clank w takiej formie wychodził co roku, to mielibyśmy go dość, trochę jak Call of Duty czy gier serii Lego. Jako nowe otwarcie na nowej generacji konsol Sony, po tak długiej przerwie (bo zakładam, że Nexusa sporo z was ominęło), wypada jednak rewelacyjnie. Starszym graczom przypomni złotą erę PS2, a dzieciaków, których w czasach PS2 nie było jeszcze na świecie, gładko wprowadzi w klimat nadchodzącego filmu.

Platformy: PS4

Producent: Insomniac Games

Wydawca: SCE

Dystrybutor: SCEP

Data premiery: 20.04.2016 r.

PEGI: 7

Grę do recenzji dostaliśmy od wydawcy. Testowaliśmy wersję na PS4. Screeny pochodzą od redakcji.

Paweł Olszewski

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (18)