Rambo na mostku kapitańskim. Graliśmy w World of Warships

Strona głównaRambo na mostku kapitańskim. Graliśmy w World of Warships
30.03.2015 13:54
Rambo na mostku kapitańskim. Graliśmy w World of Warships
marcindmjqtx
marcindmjqtx

Ze studiem Wargaming.net gracze walczyli już na ziemi w World of Tanks i w powietrzu w World of Warplanes. Teraz producent zabiera ich na morze, oferując sieciową bitwę pomiędzy okrętami z okresu II wojny światowej.

bEiYLdCJ

Wargaming przyzwyczaił już rynek do tego, że potrafi robić osadzone w wojennych klimatach sieciowe gry, które trafiają w gusta rzeszy graczy na całym świecie. Potwierdzeniem tego jest przede wszystkim sukces World of Tanks.

Podążając za powodzeniem poprzednich produkcji i poszukując nowych sposobów pozyskiwania graczy, Wargaming wziął się za ostatni obszar, na którym podczas II wojny światowej toczyły się zmagania o zwycięstwo - morza i oceany. Zaproponował więc World of Warships.

Na dobrze znanych wodach Gracze otrzaskani z poprzednimi tytułami Wargaming nie będą zaskoczeni ani schematem rozgrywki w World of Warships, ani interfejsem gry. Mamy do czynienia z grą sieciową, w której naszym zadaniem jest dowodzenie wybranym okrętem wojennym. Celem gracza jest wypełnienie bieżącej misji, a także wyeliminowanie (do spółki z sojusznikami) jednostek wroga.

Worlds of Warships

Każdą rozgrywkę gracz rozpoczyna w porcie, gdzie do jego dyspozycji są różne typy okrętów wojennych - niszczyciele, krążowniki, pancerniki oraz lotniskowce. W zależności od wybranej strony konfliktu (w obecnej, testowej fazie WoWS jedyny dostępny teatr wojenny to Pacyfik oraz operujące na nim floty japońska i amerykańska) do wyboru są klasy okrętów właściwe historycznie dla danej strony. W miarę postępów w grze i wypełniania kolejnych zadań wachlarz dostępnych jednostek jest coraz szerszy.

Po wybraniu konkretnej jednostki gracz uruchamia silniki i wyrusza ze swoją misją. Zadania, które przed nim czekają, mogą być różne - na przykład atak na zgrupowanie okrętów nieprzyjaciela czy ochrona własnego konwoju. Sterowanie wybranym okrętem jest proste i nie nastręczy kłopotów nawet kompletnym debiutantom w podobnych rozgrywkach. Trzeba przyznać, że twórcy WoWS zadbali o podstawowe cechy mechaniki jednostek - dzięki temu niszczyciele są bardziej manewrowe i szybsze, niż na przykład pancerniki, nie mówiąc już o lotniskowcach. Okręty różnią się też pomiędzy sobą siłą ognia oraz odpornością na uszkodzenia.

Mięsem rozgrywki w WoWS są oczywiście bezpośrednie starcia pomiędzy jednostkami japońskimi i amerykańskimi, i pod tym względem gra z pewnością spełni oczekiwania amatorów szybkiej akcji i celnego strzelania. W dodatku pod względem graficznym gra cieszy oko i dostarcza przyjemnych wrażeń podczas toczenia morskich pojedynków.

Worlds of Warships

Pojedynek rewolwerowców W zapowiedzi próbnej wersji WoWS producent zapewnia, że oddaje w ręce użytkowników grę wymagających od nich nie tylko zręczności, lecz także umiejętności taktycznych. Jeżeli tak, to trzeba zaznaczyć, że elementy taktyki są tutaj dawkowane niezwykle ostrożnie, zapewne dlatego, by nie odstraszyć graczy stopniem skomplikowania rozgrywki. W konsekwencji WoWS z pewnością nie przywiąże do siebie amatorów na przykład morsko-wojennych symulatorów w rodzaju serii Silent Hunter.

Zastanawiające jest to, że oddając w ręce graczy WoWS Wargaming ostentacyjnie pominął obecność w grze broni podwodnej. Być może dlatego, że obecnie mamy do czynienia z niepełną wersją tytułu, ograniczoną jedynie do obszaru Pacyfiku. Trudno jednak uznać to za wystarczający motyw, bowiem podczas dalekowschodnich zmagań japońsko-amerykańskich okręty podwodne znajdowały się na wyposażeniu zarówno jednej, jak i drugiej strony. Potencjalna możliwość ich pojawienia się w rejonie operowania okrętów nawodnych miała między innymi spory wpływ na stosowaną przez nie taktykę i model prowadzenia operacji. Firma tłumaczy, że łodzie podwodne są bezbronne i to główny powód, dla których nie ma ich w grze. Szkoda, bo wygląda na to, że Wargaming traktuje historyczne tło WoWS bardziej niż wybiórczo, ograniczając tytuł jedynie do efektowanej strzelanki sieciowej ubranej w skrojony naprędce strój z epoki ostatniej wojny światowej.

Worlds of Warships

Z serią, do której należy WoWS, jest trochę tak, jak z filmami o wojnie w Wietnamie. Można w jej świecie nakręcić „Pluton”, ale można też nakręcić „Rambo”. Czy to oznacza, że jeden z tych filmów jest lepszy od drugiego? Nie, po prostu każdy z nich jest przeznaczony dla innego widza. WoWS to dynamiczna gra sieciowa, która z pewnością może zdobyć wielu zwolenników, podobnie jak wcześniej World of Tanks i World of Warplanes. Choć momentami trudno pozbyć się wrażenia, że gdyby w czasach II wojny na Pacyfiku admirałowie Nimitz i Yamamoto prowadzili walki według modelu zaoferowanego przez WoWS, to już po kilku miesiącach zmagania morskie na tym teatrze działań umarłyby śmiercią naturalną. A obaj dowódcy na pytanie dlaczego nie prowadzą dalszej kampanii musieliby odpowiedzieć swoim przełożonym słowami, które niegdyś usłyszał Napoleon Bonaparte: Po pierwsze: nie mamy armat

Paweł Szpecht

327144720072464426