"Gwałt w grze". Echa kontrowersyjnego reportażu

"Gwałt w grze". Echa kontrowersyjnego reportażu
marcindmjqtx

28.03.2014 13:54, aktual.: 15.01.2016 15:40

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Czy gwałt na postaci w trakcie sesji RPG jest w porządku, czy to przekroczenie granicy w kreowaniu fantazyjnego świata?

Sporo szumu w gronie fanów RPG (i nie tylko) wywołał reportaż "Dużego Formatu" pt. "Gwałt w grze". l Traktuje o zjawisku gwałcenia postaci kobiecych w trakcie sesji RPG - czyli gwałcie werbalnym, wynikającym z tego, jak Mistrz Gry prowadzi rozgrywkę. Autorka, Małgorzata Łojkowska, przytacza historię 16-latki, która po takim incydencie długo nie mogła dojść do siebie. Ale przywołuje też historie innych "gwałconych" uczestniczek erpegowych sesji, na których podobne historie nie robiły wrażenia.

Temat tekstu jest zapewne atrakcyjny i świeży dla czytelnika „DF”, bo molestowanie seksualne w miejscu pracy nie robi już na nikim wrażenia. Na doniesienia o gwałtach w innym środowisku również się uodporniliśmy. Co innego RPG. Nie dość, że to gromada dziwaków - zdaje się myśleć autorka - to jeszcze robi takie obrzydliwe rzeczy.

Granica odgrywania roli Trudno mi podzielać oburzenie wynikające z braku wiedzy. Kosmita, który nagle znalazłby się na Ziemi, musiałby wyciągnąć niesamowicie przykre wnioski z oglądania filmów ze scenami gwałtu. Spróbujmy spojrzeć z jego perspektywy - przy zerowej wiedzy o świecie. Tak odgrywane sceny muszą mu się wydawać realistyczne, w końcu są zagrane ciałem. Jakież traumy musi przechodzić aktorka biorąca w nich udział. A taki Heath Ledger najpierw był homoseksualistą w "Tajemnicy Brokeback Mountain", później psychopatą w "Batmanie", a potem popełnił samobójstwo. Ciąg przyczynowo-skutkowy jest oczywisty. Gdzieś w alternatywnym wymiarze alternatywna reporterka "Dużego Formatu" zapewne napisała o tym tekst.

Sesja RPG to pewna forma domowego teatru, co zresztą sugeruje nazwa. Polega na odgrywaniu ról. Im większe zaangażowanie, tym lepiej, a sesja bardziej udana. Gwałt w trakcie sesji RPG może nie być do końca zdrowym zjawiskiem, a już na pewno nie jest zdrowy wtedy, gdy dochodzi do niego wbrew woli uczestniczki. Na dodatek niepełnoletniej. Może sugerować jakieś problemy gwałcącego uczestnika na tle seksualnym. Ale to nie o ewentualnym dewiancie jest ten tekst, tylko o gwałcie w RPG-u. Flagowym przykładem 16-letnia dziewczyna, która najwyraźniej nie powinna brać udział w podobnych wydarzeniach. Bo jak nie gwałt, to brutalna śmierć, dekapitacja zwierzaka albo ściągnięcie skóry na żywca. Przecież i takie rzeczy mogą się wydarzyć w trakcie sesji.

Krótka wideorelacja z Pyrkonu 2013 Nie pomijając treści, która może otwierać oczy i być może zaowocuje większą wrażliwością mistrzów gry, nie można zapominać o formie. "Duży Format" o grach RPG nigdy się nie zająknął. Aż do teraz, gdy podchodzi do tematu w niespodziewanie tabloidowym stylu. Skojarzenia z medialnymi doniesieniami "Zabił przez grę" są jak najbardziej na miejscu. Ale magazyn reporterów do tej pory nie szedł pod rękę z brukowcami.

Fandom podzielony Na jednowymiarowość zwrócił uwagę oburzony tekstem znany pisarz Jakub Ćwiek. W liście do szefa "Dużego Formatu" Mariusza Szczygła napisał m.in.:

Dość powiedzieć, że uczestniczyłem w sesji, gdy każdy gracz wcielał się w postać kaleką i zmagał nie tylko z fabułą, ale też z codziennymi problemami napotykającymi osoby niepełnosprawne. Jak z książką, Panie Redaktorze, przy pomocy RPG można pokazać wiele, można go użyć do dobrego i złego, opowiedzieć historię dla zaspokojenia najniższych instynktów, jak również taką, która skłoni do refleksji. Czy puściłby Pan tekst o pedofilii w literaturze - w oparciu o "Lolitę" Nabokova i na przykład "Opowieść o smutnych dziwkach" Márqueza - wiedząc, że być może będzie to jedyny tekst na temat literatury, jaki przeczytają Pańscy (w sensie prowadzonego przez Pana pisma) czytelnicy? Inaczej do tematu podchodzi publicysta Michał Radomił Wiśniewski. W liście otwartym dziękuje redakcji za tekst i pisze:

Tymczasem wiele moich znajomych, które od lat są częścią fandomu, czy to fantastycznego, czy to gier role-playing, po publikacji tego tekstu zaczęło opowiadać o tym, że w przeszłości wiele razy spotkała je krzywda. Różna. Obleśne uwagi. Obmacywanie. Wirtualne gwałty na sesjach. Brzydzi mnie reakcja wielu fanów na ten tekst. Brzydzą mnie osoby, które za najważniejszy problem uznały wizerunek pijarowy fandomu. Brzydzą mnie osoby, które w kilometrowych facebookowych dyskusjach dowodzą, że nigdy nie spotkały się z problemem, więc on nie istnieje. Brzydzą mnie ci, którzy mówią, że owszem, istnieje, ale to przecież nie problem, bo „takie jest życie” albo „jak się nie podoba to wyjdź”. Brzydzą mnie ludzie, którzy mają dobre rady dla ofiar wirtualnych gwałtów, które brzmią szokująco identycznie jak „dobre rady” dla ofiar gwałtów prawdziwych. Z komentarzy pod listem szczególnie celnie punktuje Joanna Szturemska: - Nie, proszę Pana. Myli się Pan. Ci ludzie [doświadczeni np. przez gwałty w sesjach RPG - wyj. red.] będą mieli problem w każdej dziedzinie życia. I nie jest winą kierowcy autobusu, że się nie zatrzymał gdy bali się o to poprosić. Nie jest winą mg, że nie zareagował, kiedy nie powiedzieli że jest to potrzebne. Tacy ludzie potrzebują pomocy specjalistów a nie mistrzów gry. A Pan, Panie Michale, i ludzie Panu podobni, utwierdzają tych ludzi w przekonaniu, że świat przyjmie na siebie odpowiedzialność za ich problemy. Nikt tego nie zrobi, i empatia nie ma tu nic do rzeczy.

Mamy więc ludzi, których trzeba chronić przed samymi sobą (uczestniczki) i tych, przed którymi innych trzeba chronić (perwersyjni mistrzowie gry). Czyli w obu przypadkach absolutny margines, o którym najwyraźniej mówi się niewiele lub zamiata pod dywan. Jednak zrównywanie werbalnego gwałtu z gwałtem faktycznym jest absolutnym nadużyciem i wręcz potwarzą dla osób, które miały nieszczęście zetknąć się z tym drugim. To mniej więcej tak, jakby skaleczenie porównywać do dożywotniego paraliżu.

Zjawisko z jednym wymiarem Z erpegowym gwałtem nigdy nie spotkał się Tomasz Kreczmar, wieloletni erpegowiec i dawny redaktor naczelny „Magii i Miecza”. Problem uważa za marginalny. - W typie rozgrywki, który ja od lat ze znajomymi preferuję, gra ma nas bawić, a nie budować jakieś napięcie, skłaniać do przeżywania cierpienia. Wolimy high fantasy, horror czy s-f, nie zaś popularne w niektórych kręgach World of Darkness, w którym psychiczne doświadczanie jest dla wielu megaważne. Uważa, że dobrze się stało, że o problemie napisano, choć szkoda, że uniknięto szerszej perspektywy. - W efekcie ten artykuł dla wielu osób nieznających gier fabularnych będzie pierwszym zderzeniem z tą tematyką. A zabrakło choćby zauważenia, że to tylko gra i mogę z niej w każdym momencie wyjść, odłączyć się - jak zamykam książkę. Zabrakło dodania, że w sumie RPG nie są dla wszystkich.

Mnie uderza wybiórczość autorki. Bo że autorzy "Dużego Formatu" potrafią pisać o nowych dla swojego czytelnika tematach, to wiem. W reportażu o World of Tanks można było napisać o wpływie aparatu rządowego na białoruskie studio Wargaming, o tym, że w grze odbył się "Weekend Klimenta Woroszyłowa", czyli radzieckiego oficera, który jest jednym z katyńskich ludobójców, że promuje komunizm jego symbolami, rzekomo w celu "urealnienia" gry, a jednak unika symboli nazistowskich. O większości w tych spraw Vadim Makarenko wspomniał, ale wyłącznie przy okazji większej opowieści o białoruskim studiu, które podbija świat. Da się pisać o kontrowersjach dotyczących zagadnień nowych dla czytelnika "DF" bez szkody dla rzetelności materiału. Fakt, że reportaż ilustruje obrazek z komputerowej gry RPG, kompletnie niezwiązany z tematem, również wystawia kiepskie świadectwo.

Jednowymiarowy obraz gier fabularnych według "Dużego Formatu" na pewno dobrej reklamy ich fanom nie robi. Jeśli zwróci uwagę na problem w fandomie i przełoży się to na większy komfort uczestniczek, będziemy mogli mówić o pewnym pożytku. Przynajmniej do czasu, gdy towarzystwa opieki nad zwierzętami nie zainteresują się ginącymi w trakcie sesji niedźwiedziami polarnymi, a grupy AA nie zwrócą uwagi, że wiele fikcyjnych postaci to alkoholicy. Bo przecież gra to dokładnie to samo co życie, prawda?

Marcin Kosman

Obraz
Źródło artykułu:Polygamia.pl
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)