W czasie panelowej debaty na konferencji Southwest Interactive Peter nakreślił swoją wizję przyszłości gier. A ta jest dość brutalna - gry kosztujące po 50 dolarów (czyli produkcje wysokobudżetowe na PC i konsole) czeka powolny koniec, ponieważ model biznesowy firm produkujących takie kosztowne tytuł zaczyna się wypalać. W przeciwieństwie do gier społecznościowych lub mobilnych, których rynek ciągle wzrasta.
Vesterbacka stwierdził także, że to właśnie w tych produkcjach, z pozoru mało znaczących, kryje się teraz potencjał innowacyjności w tej branży, bo małe firmy je produkujące szybciej są wstanie stworzyć i wydać nową zawartość. Mimo tych zalet Peter Vesterbacka przyznał, że nie ma jeszcze wypracowanego modelu biznesowego dla "małych" produkcji. Wierzy jednak, że skoro są one tak popularne (100 mln ściągnięć Angry Birds), to na pewno jakaś okazja do zarobku się stworzy.
Na koniec Vesterbacka stwierdził, że jest znużony określeniem "casualowe gry". Podkreślił, że nie ma czegoś takiego jak "casualowe filmy" i że osoba grająca w Angry Birds może być równie mocno zaangażowana, a nawet uzależniona, co typowi gracze. Ponoć widział nawet, jak z powodu frustracji w wyniku niemożności przejścia gry niektórzy rzucali telefonami.
Piramida gier?
Można uznać przewidywania Petera Vesterbacki za zbyt jednoznaczne i (dla niego) nazbyt optymistyczne. Trudno sobie wyobrazić, żeby nagle wysokobudżetowe produkcji miały po prostu zniknąć, szczególnie że nadchodzi nowa generacja konsol, w PCtach już siedzą potężne podzespoły, a i samo Apple zaczyna się chwalić potęgą iPada 2 sugerując, że można tę moc wykorzystać w ciekawy (i drogi) sposób. Mimo to poruszył ważny problem - jak bardzo opłacać się będzie produkcja drogich gier wielkim wydawcom?
W końcu wielkie pieniądze leżą też na Facebooku i mobilnych urządzeniach i sięgniecie po nie nie jest bardzo kosztowne. A przynajmniej nie tak bardzo jak będzie wyprodukowanie wysokobudżetowej gry następnej (tak, następnej) generacji w przyszłości. Jeśli już teraz niektóre tytuły kosztowały 100 mln dolarów, to za parę lat koszty jeszcze bardziej wzrosną, a nie wszystkie są skazane na sukces takich rozmiarów jak ten, który odniósł Black Ops czy GTA IV.
Co więc może nas czekać? Być może będziemy świadkiem tworzenia "growych piramid". Wydawcy będą publikowali 1-2 wielkie, wysokobudżetowe hity w roku, aby wyrobić sobie renomę tych najlepszych, niemniej prawdziwą kasę będą zarabiać na mniejszych produkcjach na iPada, iPhone'a czy (na najniższym poziomie) Facebooka, które będą "jechały" na sławie większych produkcji. Już teraz działania EA można by wziąć za początek budowania takiej piramidy. Może też gry czeka inna przyszłość, niemniej wydaje się, że niedługo wysokobudżetowe produkcje mogą powstawać mniej obficie niż dzisiaj. Dlatego grajcie, grajcie dopóki macie w co. No chyba, że już teraz iPhone i Facebook pochłonęły Was bez reszty.
Paweł Płaza
Źródło: Venturebeat.com