Asia: Nie wiedziałam z początku, z czym to się je. Było też nieco dziwnie, nietypowo. Bo ani to klasyczne visual novel, ani tym bardziej przygodówka. Ale wciągnęło mnie bardzo. Miałam też wrażenie, że trzeba się mocno skupić na dialogach, że gra nic nie ułatwia. Jeśli umknie mi jakiś istotny element, podpowiedź, wskazówka, to sorry.Adam: Ja jestem tutaj nieco bardziej doświadczony, bo z konceptem Circularów - małych, samodzielnych produkcji science-fiction korzystających z zaplecza tradycyjnych tekstówek - spotkałem się wcześniej, ogrywając do eSzperacza Subsurface. I rzeczywiście: tym razem umiejetność analizy oraz wyciągania odpowiednich wniosków z prowadzonych rozmów jest kluczowa. Zabrakło za to delikatnych zagadek, jedna jaskółka wiosny nie czyni. Czy zechciałabyś przybliżyć czytelnikom, jakie podłoże fabularne tutaj rozrysowano?Asia: W dużym skrócie i żeby za wiele nie zdradzić - w dalekiej przyszłości ludzkość cierpi na skutek tajemniczej zarazy. Grozi jej wyginięcie. Tymczasem na łodzi objętej kwarantanną, na której grupa naukowców próbuje opracować lek na chorobę, ląduje obcy statek. Obecni na pokładzie naukowcy i ochrona próbują dowiedzieć się, kim on jest i jakie są jego zamiary.Adam: Przez „jego” rozumiemy tutaj Gabriela, czyli pierwszego wizytatora spoza naszej planety. Postać napisaną dość niejednoznacznie, ponieważ to od naszych dialogów zależeć będzie przebieg następnej doby na pokładzie statku. Wcielamy się w kilka postaci i poprzez kolejne konwersacje próbujemy ustalić prawdziwy powód niespodziewanej "inwazji". I tutaj ogromne brawa dla pana Bithella, gdyż w maksymalnie trzygodzinnej przygodzie udało mu się zawrzeć iluzję tak wielu rozgałęzień narracyjnych, że David Cage powinien skrzętnie wszystko notować. Staramy się nie psuć za wiele, ale muszę zapytać: jakie wrażenie na Tobie zrobił Gabriel? Jakie emocje budził?Asia: To skomplikowane, bo mam wrażenie, że trochę mogliśmy kształtować jego podejście do ludzi i od moich wyborów zależało, czy był przyjaźnie nastawiony, czy nie. Był niepokojący, ale też zaskakująco ludzki. Cieszę się, że Bithell nie starał się oddać obcej nam psychiki, że nie silił się na zrobienie z niego istoty kierującej się jakimiś absurdalnymi motywami. Gabriel wyglądał jak połączenie insekta z Garrusem, ale był bardzo autentyczny. Chociaż muszę przyznać, że do końca nie jestem przekonana, czy wszystko, co mi powiedział, było prawdą.