W istocie tak właśnie jest. Kara, która zajmuje się domem i ze stoickim spokojem znosi wybuchy Todda oraz jest rozdarta między przymusem słuchania go oraz ochrony Alice to stara jak świat historia. Każdy taką słyszał. Matka-ofiara przemocy i ofiara własnego posłuszeństwa, w której kawałek po kawałku coś się przełamuje. Możemy zatem całkowicie zignorować wątek androida, w którym budzi się uczucie do człowieka i skupić się na wątku ludzkim i boleśnie aktualnym. Mam tylko nadzieję, że historia Todda nie będzie się ograniczała do roli potwora, który prześladuje Karę. Adam zresztą nie postrzega go jako czarnego charakteru.Charakter Todda zależy od punktu widzenia. Oczywiście, dla Kary to potwór. Ale jest powód, dla którego Todd jest tym, kim się stał. Należy on do tej warstwy społeczeństwa, która straciła pracę, ponieważ została zastąpiona przez roboty. Utracił zdolność utrzymywania rodziny. Desperacko szuka aprobaty u swojej córki i jednocześnie wie, że nie ma na to szans. Dodatkowo cierpi na depresję i jest uzależniony od narkotyków.I kolejna sprawa obecna w epizodach poświęconych Karze, na której rozwinięcie liczę – siła robocza, która przyszła z zewnątrz (poniekąd) i spowodowała, że tysiące ludzi wylądowało na bruku. Ten sam wątek pojawia się w jednej z pierwszych scen Markusa, kiedy obserwujemy demonstrację ludzi niezadowolonych z tego, że zostali zastąpieni na swych stanowiskach przez androidy. Sami sobie musicie odpowiedzieć na pytanie, jak bardzo jest to aktualne i jak bardzo trudne do jednoznacznej oceny.Zwłaszcza że mówimy o maszynach. O tworach rąk ludzkich, które miały przecież ułatwić życie. Marcus opiekuje się sparaliżowanym artystą, Calem. Kara jest pomocą domową, bez której Todd, bujający się od jednego kryzysu do drugiego, nie dałby sobie rady. Zresztą, nasze pierwsze zadanie to posprzątanie domu po długiej nieobecności. Connor z kolei... o, to jest zupełnie inna bajka. Ale jeszcze do niego wrócę.Zafascynowały mnie te fragmenty historii, w których widać budzenie się pewnego typu inteligencji u androidów. A mianowicie – inteligencji odpowiedzialnej za tworzenie. Kwestia ta została poruszona w wątku Marcusa, którego podopieczny prosi o namalowanie obrazu. Potem, zainspirowana tą sceną, zapytałam Adama wprost – czy androidy marzą i mają duszę? Czy w grze jest w ogóle miejsce na takie metafizyczne rozważania?Jest miejsce, ale naszym zadaniem nie jest udzielenie odpowiedzi na tego typu pytania. Czy androidy mają dusze – to pytanie, na które muszą odpowiedzieć sami gracze. Jest scena, w której Cal prosi Marcusa o namalowanie obrazu. Z początku android maluje jakiś przedmiot, który znajduje się w pracowni, ale Cal twierdzi, że to nie jest sztuka, że sztuką jest namalowanie tego, czego się nie widzi. I w tym momencie to gracz musi podjąć decyzję, czy Marcus doświadcza czegoś, co można nazwać wolną wolą.I tak właśnie było. Ja oczywiście, jak przystało na humanistę i naiwnego idealistę, dokonując szeregu wyborów określiłam Marcusa jako wrażliwego buntownika. Ale – i to jest w tej grze genialne – mogłam zrobić z niego kogoś całkowicie innego. Ilość opcji wyboru prezentowana na drzewku możliwości za każdym razem powodowała, że miałam okazję rozegrać cały epizod jeszcze raz, z czystej ciekawości.