Dla wielu gigantycznym dodatkiem będą nowe nawierzchnie. Długi staż w gatunku podpowiada, że takie łapanie kilku srok za ogon nie zawsze przynosi spodziewane efekty. O ile wydarzenia rallycrossowe udały się Slightly Mad nad wyraz dobrze, prezentując poziom bliski ostatnim tytułom Codemasters, tak tory na lodzie traktuję zaledwie jako ciekawostkę. Zabrakło dla nich miejsca w głównej karierze i szybko spadły na niechlubną pozycję pola do eksperymentów. "Hej, zobaczmy, jak Lamborghini ciśnie po lodzie!" rzucone do wyścigowego kumpla. Jeżeli klimaty "zimowe", to po prostu taka pora roku na klasycznym torze. Opady śniegu trochę inaczej wpływają na model jazdy. Choć nie liczcie na tak efektowne widowisko, jak w przypadku deszczu.W ogóle "efektowność" Project Cars to kwestia sporna. Łatka prawdziwej symulacji wymaga sporych uproszczeń wizualnych. Szkoda, że nie dają one w zamian stałych sześćdziesięciu klatek na sekundę, a całość lubi wyraźnie chrupnąć (głównie przy zmianach warunków atmosferycznych). Diabeł tkwi w szczegółach - jak fantastycznych modelach samochodów, jakie oczywiście obejrzycie od środka, albo nocnej mgle, przy której jakakolwiek mgła w innych wyścigach wydaje się zaledwie marnym filtrem. Ale powierzchnią dziecko Slightly Mad Studios nikogo nie zachwyci. Dźwięk, jak się zapewne domyślacie, będzie orgazmiczny dla wariatów powtarzających kilka razy do roku wszystkie sezony "Top Gear". Ja musiałem po jakimś czasie ożywić intensywne sesje do recenzji gitarowym brzmieniem. Tego mnie nauczyło Gran Turismo, niestety, lata temu.Zbliżamy się do mety, więc muszę coś wyjaśnić. Przy całym szacunku do "naszej" recenzji pierwowzoru, nie byłem nim zachwycony. Wymagał specyficznej filozofii grania, był sztuką dla sztuki. Trzeba to lubić - pozycję, której podstawowym sensem jest układanie do upadłego własnych wariantów wyścigów. U mnie entuzjazm po jakimś czasie gaśnie i uważam, że powinniście przeczytać to wynurzenie napisane wprost. Żeby móc porównać siebie jako gracza do recenzenta jako gracza. Szczęśliwie - "dwójka" ma pierwsze namiastki prawdziwego, growego mięska, coś, do czego chciałbym wrócić, gdy opadnie kurz sezonu i ogram konkurencyjne szlagiery. Taki jestem, potrzebuję właśnie takiej mobilizacji.Niestety, trochę wbrew logice - nie powinno się od Project Cars oczekiwać kompletnego produktu. Poczułem to dobitnie. Przy tych zmianach pogody, jak już wiecie. Przy przeciwnikach w trakcie deszczu, bo oni chyba go w ogóle nie czują. Przy przeciwnikach bez deszczu, ponieważ kary, które dotyczą gracza, mają w poważaniu. Przy kolizjach, bo pierwszy zakręt wyścigu to cyrk na kółkach. Przy wyścigu, który ustawiłem sam dla frajdy, a w którym z jakiegoś powodu pobocze trasy władowało się z przezroczystą teksturą, prezentującą otchłań deweloperskiego limbo i teoretycznie oddzielone wzniesieniami drogi. Przy koszmarnie długich loadingach, częstych i gęstych, zwłaszcza w początkowych godzinach zabawy, gdy co chwilę wychodzi się do menu, gdyż "coś jeszcze nie styka". Wiem, że gra będzie nadal szlifowana, podobnie jak jej poprzedniczka, tylko że obecna cena nadchodzących powoli szlifów wcale nie uwzględnia.