Lwią część poświęconego Pokémonom czasu spędzicie na buszowaniu w wysokiej trawie. Nikogo nie powinno to szokować. Wszelkie "lochy" (najczęściej jaskinie) to zaledwie cienie swoich przodków z pierwszych generacji, dlatego pękają niczym opakowania z zupką chińską pod koniec miesiąca. Mały zgrzyt, owszem, niemniej skoro seria i tak słynie z wielogodzinnego grindingu - nie przez poziom trudności, ale z chęci wyciśnięcia ostatnich soków ze wszystkich podopiecznych - najwyraźniej małą różnicę w Game Freak robiło, gdzie będziecie kręcić się w kółko. Ja mam przeciwnie, bo nie chciałbym, żebyście ziewali. A możecie. Bo jeżeli myślicie, że ten podstawowy rdzeń rozgrywki wyleciał daleko od czasów Red i Blue, to macie za dużo czasu na przemyślenia i powinniście wziąć się do jakiejś roboty.A skoro już o zgrzytach czy ziewnięciach było, warto wątek pociągnąć. Bo wbrew temu, co piszą zachodnie portale, wcale nie jest tak absolutnie perfekcyjnie. Przede wszystkim - minie wiele tarcz zegara, nim tak naprawdę przejmiecie kontrolę nad swoim losem. Ograniczenia, samouczki, barykady na drogach (niewielkiego świata, przypominam) i tona przerywników filmowych to lekkie faux pas w czasach, gdy najpierw hasa się dla frajdy pięć godzin, a potem zaczyna zadawać jakiekolwiek pytania. Jeżeli na dodatek, podobnie jak niżej podpisany, po furiatycznych wakacjach zrobiliście sobie rzeczywiście mały powrót do przeszłości i wszystko, czego próbują Was tutaj "nauczyć", pamiętacie zbyt dobrze, to początek może okazać się prawdziwą katorgą. Szczęśliwie - przynajmniej walki można odcedzić z większości animacji i w późniejszych, bardziej schematycznych etapach zabawy znacząco je skrócić.Za równie chybiony pomysł uważam cały "scenariusz" nowych Poksów. Bo dużo postaci i próba zmontowania fabularnego rusztowania całej przygody oznaczają kupę dialogów do przeklikania. Gdyby zaangażowano tłumaczy od ostatniego Paper Mario, mogłoby się to udać. Ale Pikachu nie miał tyle szczęścia. Pozostaje zatem ratowanie się umiejętnościami z dawnych "olimpiadek" i naparzenie przycisku z prędkością światła. Odnoszę wrażenie, że bohaterowie Sun/Moon zostali stworzeni wyłącznie pod przyszłe Amiibo lub gościnne występy w Smash Bros. Zwłaszcza nasz nieszczęsny rywal, Hau - ten gdyby mógł, to pocałowałby bohatera za spranie jego Pokémonów. Albo Lillie, która... już została zapowiedziana w popularnej bijatyce Nintendo.