Wynika to z faktu, że do obliczeń związanych z odkrywaniem bloków wykorzystywane są jednostki logiczno-arytmetyczne (ALU), czyli części procesora odpowiedzialne za wykonywanie prostych operacji na liczbach całkowitych. Jeden rdzeń CPU może w ten sposób wykonać cztery 32-bitowe instrukcje (przy wykorzystaniu 128-bitowego SSE) lub osiem przy 256 bitach AVX w jednym cyklu zegara. W tym samym czasie Radeon HD 5970 wykona 3200 takich instrukcji wykorzystując swoje shadery, czyli właśnie jednostki ALU. Prosta matematyka mówi zatem, że nawet przy dzisiejszych 16-rdzeniowych procesorach Intela, wykorzystanie kilkuletniej karty graficznej ma większy sens.Tylko czy na pewno? Policzmy. Załóżmy, że wykorzystamy wspomnianego już Radeona 5970, którego kupimy na Allegro za 289 złotych. Z tej strony spisujemy jego specyfikację "wydobywczą" i potrzebujemy jeszcze kosztu kilowatogodziny w Polsce, który wynosi 55 groszy (wartość uśredniona). Przeliczamy to wszystko na dolary i wychodzi, że nie tylko nic nie zarobimy, ale też nie wyjdziemy nawet na zero. I to nawet zakładając, że karta nie będzie pobierała maksymalnej ilości prądu. Mało tego, okazuje się, że zaprzęgnięcie do pracy GTX-a 1080Ti też nie przyniesie zysku. Przynajmniej nie w przypadku bitcoina.Dlatego osoby myślące dziś poważnie o „wydobywaniu” bitcoina kupują tak zwane ASIC – Application Specific Integrated Circuit, układy scalone zaprojektowane do pełnienia jednej, ściśle określonej funkcji. ASIC-i kosztują od około stu do kilku tysięcy dolarów. Przykładowo jeden z mocniejszych na rynku, Antminer S9, to wydatek około 2200 – 2500 dolarów na Amazonie i zacznie się zwracać dopiero po kilkunastu miesiącach od zakupu.Wiemy już, że „wydobywanie” bitcoina z pomocą kart graficznych nie ma większego sensu, jednak są inne kryptowaluty, jak ethereum i zcash, które są odporne na ASIC-i. Za to świetnie „kopie się” je używając GPU; tutaj pojawia się problem, jaki „górnicy” stwarzają dla graczy.W czerwcu tego roku kurs ethereum najpierw skoczył do 300 dolarów, by chwilę później osiągnąć wartość 400 dolarów, co było rekordem dla tej kryptowaluty. To spowodowało zwiększone zapotrzebowanie na „koparki”, bo każdy chciał się załapać na łatwy zysk. Tym bardziej, że takiego ethereum można używać do kupowania dużo droższego bitcoina. Normalnie nie byłoby w tym nic złego, a producenci sprzętu cieszyliby się z dodatkowej sprzedaży, jednak w tym konkretnym przypadku „gorączka złota” przyłapała ich zupełnie nieprzygotowanych.W sklepach zaczęło brakować mocnych grafik, tak poszukiwanych przez graczy, a każda dostawa była rozchwytywana w ciągu kilku godzin. W samej tylko Rosji ludzie potrafili kupować po kilkaset egzemplarzy, żeby zaprząc je do pracy. Jak zareagował na to rynek? Dokładnie tak, jak można było się spodziewać - koszty sprzętu poszły w górę o kilkadziesiąt procent. We wspomnianej już Rosji było to dla przykładu 80%. GTX 1060, którego normalna cena oscylowała wokół 200 - 250 dolarów w zależności od wersji i producenta, nagle kosztowała niemal 300 i to za najtańszy, 6-gigabajtowy model. GTX 1070 podchodził pod 500 dolarów, jednak najbardziej odczuli to klienci AMD. Otóż okazuje się, że „czerwone” grafiki lepiej sprawdzają się przy „wydobyciu” niż te od Nvidii, a jednocześnie są tańsze.Weźmy takiego Radeona RX 480, którego sugerowana cena detaliczna w dniu ogłoszenia wynosiła 199 dolarów. Jeszcze miesiąc temu amerykańskie sklepy internetowe sprzedawały je nawet za 640 dolarów. Podobnie sprawa wyglądała z nowszymi kartami RX 580 i 570. Modele, których SRP wynosiło odpowiednio 229 i 169 dolarów nagle podrożały do 600 i więcej. A ludzie ciągle je kupowali.Jak boleśnie przekonali się akcjonariusze CI Games - nic nie trwa wiecznie. Podczas gdy bitcoin stabilnie rośnie od lat, tak po początkowych wzrostach kurs ethereum zaczął pikować. Nagle z 400 dolarów zrobiło się nieco ponad sto, a obecnie cena za jedną monetę wynosi około 240 dolarów. Powód takiego stanu rzeczy jest prosty. W przypadku ethereum mają zastosowanie te same zasady, co w bitcoinie - im więcej osób „kopie”, tym wyższy poziom trudności kolejnych „bloków”. Innymi słowy: nagle okazało się, że stopa zwrotu nie jest już tak korzystna, jak jeszcze przed miesiącem.Jednak tragedia „górników” okazała się korzyścią dla graczy. Rynek zalała fala używanych (i mocnych) kart graficznych w sensownych cenach w związku z faktem, że ich dotychczasowi użytkownicy chcieli odrobić przynajmniej część strat. Mało tego, ceny nieużywanych modeli też zaczęły spadać, choć ponad 300 dolców za 8-gigabajtowego RX-a 580 to nadal spora przesada.Pytanie też, jak długo obecny stan rzeczy się utrzyma, bo mimo spadków ethereum powoli odrabia straty. Do poziomu z „boomu” jeszcze daleko, ale w przypadku kryptowalut strasznie trudno przewidzieć jakiekolwiek zachowania. Równie dobrze jutro możemy obudzić się z kursem 500 dolarów. I kolejnymi problemami z dostępnością i cenami kart graficznych.Wiecie, czego brakowało najbardziej podczas gorączki złota w Klondike? Wbrew pozorom nie drewna służącego do ogrzewania gruntu, w efekcie czego dało się w nim kopać. Sprzętu wydobywczego też było pod dostatkiem, podobnie jak siły roboczej.Najtrudniej było z psami, które zaprzęgnięte do sań stawały się najefektywniejszym środkiem transportu ludzi i wydobytego złota.W przypadku dzisiejszej gorączki, w której złoto zastąpiły kryptowaluty, można dostrzec pewną analogię. Każdy chce się wzbogacić, każdy masowo kupuje karty graficzne, które - wydawałoby się - mają bardzo mało wspólnego z "kopaniem" wirtualnych pieniędzy. Wszak służą one do wyświetlania, jak sama nazwa wskazuje, grafiki. Teraz pytanie, czy producenci sprzętu nadążą za zapotrzebowaniem? A może lepiej podzielić tę branżę i zacząć tworzyć wyspecjalizowane modele?Tak naprawdę już się to dzieje, bo zarówno AMD, jak i Nvidia zamierzają wprowadzić karty przeznaczone tylko do "miningu". Z lepszym, wytrzymalszym i odpornym na kurz chłodzeniem oraz pozbawione elementów typowych dla growych modeli, jak gniazd HDMI czy DVI. Według zapewnień producentów mają one mieć większą wydajność przy "wydobyciu" w porównaniu z odpowiednikami dedykowanymi graczom. Zatem całkiem możliwe, że niebawem sytuacja się ustabilizuje.