Niestety to, co budziło mój największy entuzjazm - tornada i inne klęski żywiołowe nie będą losowo poruszać się po mapie, do której jeszcze wrócimy. Będą one na sztywno przypisane do poszczególnych wyścigów. A szkoda, bo naprawdę dodałoby to dużo uroku temu tytułowi i zrobiło z niego jeszcze bardziej zręcznościowe wyścigi. Nie będzie również cyklu dnia i nocy (dostarczony dokument, o dziwo, twierdzi coś przeciwnego). Tak samo, jak z żywiołami, trasy będą miały specjalne oznaczenia informujące nas o porze, w jakiej będą się rozgrywać. Na szczęście pogoda, ta nieekstremalna, jest już losowa. Przynajmniej podczas naszej krótkiej prezentacji zaczął padać wirtualny deszcz. No właśnie, wróćmy do tej mapy. Podczas pokazu dowiedzieliśmy się, że ta z Test Drive Unlimited była 9 razy większa od tej z Burnouta Paradise, zaś ta z Fuel ma być 9 razy większa od tej z TDU. Wychodzi na to, że Paradise City jest 81 razy mniejsze od terenu, który planuje nam dać do zabawy Codemasters. Przejechanie całości ma zająć 6-7 godzin i ma to być 14 tysięcy kilometrów kwadratowych. Brzmi imponująco, ale czy jest to potrzebne? Co prawda gra jest reklamowana jako tytuł mający coś wspólnego z MMO, ale na raz może tam jeździć wyłącznie 16 osób. Parafrazując podtytuł słynnej serii można napisać "W Fuel nikt nie usłyszy twego krzyku". Możemy, co prawda, co jakiś czas zobaczyć duszka innego gracza, ale mimo to mamy przed sobą naprawdę ogromny i pusty teren.