Jestem jednym z tych dziwnych ludzi, którym pierwszy Homefront przypadł do gustu. Jasne, nie była to wybitna gra, a w kwestii gameplayu garściami czerpała z serii Call of Duty, jednak sam pomysł udanej inwazji Korei Północnej na Stany Zjednoczone był dla mnie na tyle absurdalny, że aż fajny. Szczególnie, że bardzo lubię klimaty związane z alternatywną historią, a w związku z faktem, że niedawno skończyłem oglądać serial „Man in the High Castle”, na pokaz jechałem przepełniony optymizmem. Szkoda, że trochę się rozczarowałem.Najeźdźców nie udało się pokonać i całe Stany Zjednoczone znajdują się pod butem komunistycznego reżimu. Warto dodać, że druga część nawiązuje do jedynki tylko w tym temacie, bo to jednak zupełnie inna gra. Twórcy z Dambuster Studios postanowili dorobić do całości jakąś głębszą historię, której brak był jednym z zarzutów wobec pierwszego Homefronta. Fajnie, że Korea Północna i okupacja, ale dlaczego oni tam są?Niestety, tutaj scenarzyści poszli po linii najmniejszego oporu. Po prostu w pewnym momencie po II Wojnie Światowej północnokoreańscy inżynierowie dokonali przełomu technologicznego i właśnie to państwo stało się światową potęgą. Wiecie, to w Korei Północnej urodził się Steve Jobs, który również w tym kraju stworzył pierwszego iPhone’a, a komuniści zdominowali rynek broni i technologii w ogóle, za co odpowiada korporacja APEX. Później było już standardowo – kryzys w Stanach, bezrobocie, głód, wojny, aż nagle któryś z Koreańczyków nacisnął guzik i wyłączył całą technologię, którą oczywiście Amerykanie kupili od „Wujka Kima”. Okazało się bowiem, że wszystko było sprytnie przemyślanym planem wzorowanym na koniu trojańskim. Na początku siły KPA pojawiły się na terytorium USA z pomocą humanitarną, by w końcu przejść do pełnoprawnej okupacji. Nic nadzwyczajnego.Homefront: The Revolution to sequel gry THQ, ale od innych twórców i... wydawcy. Marka w międzyczasie została sprzedana, i to dwukrotnie. Za grą stoi więc długa i skomplikowana historia.Niczym nadzwyczajnym nie jest też grafika. Oczy co prawda nie bolą od patrzenia, ale gra naprawdę wygląda, jakby była robiona na poprzednią generację sprzętu. Niskiej jakości tekstury, powtarzające się modele budynków, statyczne tła czy brak jakichkolwiek śladów zniszczeń mogły przejść parę lat temu, jednak dzisiaj oczekuję od oprawy czegoś więcej. Z drugiej strony, Homefront: The Revolution powstawał przez ostatnich pięć lat, zatem nic dziwnego, że faktycznie tak wygląda. Twórcy zarzekają się, że finalna wersja będzie prezentowała się o niebo lepiej, ale mam co do tego poważne wątpliwości, skoro premiera już za niecałe dwa miesiące. Zostawmy jednak grafikę, w końcu nie szata zdobi i tak dalej. Jak w The Revolution się gra?