Pillars of Eternity 2: Deadfire to gra, która non stop pozwala odbiorcy mówić jego własnym głosem. I cały czas go słucha.Wszedłem do sklepu kartografa, bo chciałem zobaczyć, czy da się kupić mapy, mogące pomóc w pogoni. Nie, oczywiście, zamiast tego kolejny cykl zadań do wypełnienia. Zawsze się tak kończy. Człowiek nie może się ruszyć 50 metrów, żeby nie wpaść w jakąś niesamowitą przygodę na 10 godzin. Kartograf wysłał mnie na odkrywanie niezbadanych wysp. Profit jest z tego taki, że dostaje się pieniądze. No dobra, nie tylko, można sobie jeszcze taką wyspę później dowolnie nazwać. Chodzenie po lądzie, podobnie jak pływanie statkiem, to taka zabawa w podróżowanie metodą “palcem po mapie” w rodzaju chociażby Fallouta 2. Dość proste, ale wciąż efektywne w demonstrowaniu skali świata. Kiedy coś znajdziemy, dostajemy albo sekwencję tekstową albo możliwość pochodzenia już po normalnej lokacji. I tak na wyspie, którą przemierzałem, panowała jakaś dziwna mgła. Opadła dopiero wtedy, gdy przypadkowo znalazłem amulet z czerwonym kamieniem.Jego znaczenie poznałem dopiero opuszczając znajdujące się na wyspie ruiny starożytnej świątyni. Były one w ostatnich miesiącach świadkiem straszliwych czynów, których dopuszczali się kryjący się w niej rozbitkowie. Jednym z nich była właścicielka tego amuletu, ta, która padła ofiarą jako jedna z pierwszych.Jak więc już przyszło co do czego i miałem tę wyspę jakoś nazwać, to z pełną świadomością swojej żałosnej patetyczności wklepałem z klawiatury: “Wyspa Pamięci”.Cała reszta elementów charakterystyczna dla izometrycznych RPG w klasycznym stylu jest na miejscu oczywiście i w Pillars of Eternity 2. Jest tu mnóstwo zadań do wypełnienia, dialogów do odbycia, potworów do pokonania. Gra wciąż jest na podstawowym poziomie klasycznym przedstawicielem gatunku. Dużą rolę cały czas pełni zdobywanie coraz potężniejszego ekwipunku, dzięki czemu drużyna gracza jest w stanie pokonywać coraz to silniejszych wrogów. Podobnie jak w dodatku do pierwszego Pillars of Eternity pojawiają się bronie, które zwiększają swoją siłę i podnoszą swój poziom w miarę wypełniania jakichś konkretnych warunków (innych dla każdej z nich, tworząc swoiste minizadania). Jest i gadający miecz, czym byłoby klasyczne RPG w stylu Infinity Engine bez gadającego miecza.Są wielkie lochy, do których wchodzimy na parę godzin, by wyjść obładowani nowymi skarbami i wrażeniami. Są całe godziny rozmów z rozmaitymi indywiduami, tym ciekawsze i bardziej angażujące, że każda linia dialogowa została nagrana przez aktorów. Jest wszystko to, czego można by się spodziewać od gry o tytule Pillars of Eternity 2 - to, co było w pierwszej części, tylko więcej i lepiej.Przy tym jednak, co fascynuje i zachwyca, to jak wiele jest jeszcze poza tym. Sama zabawa w eksplorowanie wysp archipelagu potrafi pochłonąć na długie godziny. Zarządzanie własnym okrętem, zbieranie załogi, rozbudowywanie go - to złożony, rozbudowany system, dający możliwość inwestowania w coś sensownego i namacalnego całej zdobywanej w toku gry gotówki. Można ulepszać kadłub, kupować nowe żagle, zmieniać rodzaj statku, rozbudowywać kabinę kapitana, polować na lepsze koło sterowe, kotwicę... Jednocześnie trzeba cały czas myśleć o załodze, jej morale, racjach żywnościowych dla niej. I znów - wszystko to powraca później w innych momentach gry. Nasi przypadkowi marynarze, których zatrudniliśmy z menu w tawernie i przenieśliśmy na odpowiednie pola w schemacie okrętu pojawiają się później w wydarzeniach. Zapamiętujemy ich i zżywamy się z nimi. Stają się naszą załogą.Dwójka z załogantów Buntownika (zmienię nazwę jak wpadnę na lepszą od domyślnej) postanowiła podczas podróży zorganizować sobie pod pokładem zabawę w orlanina (orlanin to taki trochę “pillarsowy” niziołek). Jak gra się w orlanina?Najwyraźniej wycina się w drewnie symboliczną twarz delikwenta i rzuca w niego nożem. Każde trafienie (oczy, nos, uszy) punktowane jest inaczej w zależności od tego, jakiej wielkości jest cel. Więc w zasadzie gra w orlanina to gra w rzutki. Tylko nożem. Mogłem przegonić ich gdzie pieprz rośnie za zabawianie się w trakcie służby, ale do wygrania było trochę miedziaków, więc pewnie, że się przyłączyłem. Od razu wiedziałem, że mój Łowca - Barbarzyńca Domoslaf o wysokiej zręczności doskonale sobie poradzi. Pillars of Eternity 2 to gra, która absolutnie niczego nie robi na skróty. Więc oczywiście, że są i bitwy morskie, bo jak mogłoby nie być. Chociaż toczone w turach i w formie praktycznie całkowicie tekstowej, to potrafią być zadziwiająco emocjonujące. Przyczyną jest - po raz kolejny - to, jak czujemy wpływ wszystkich podejmowanych przez nas podczas gry decyzji na ich przebieg i rezultat.