Pierwsze wrażenia: Quantum Theory

PS3 nie ma swojego Gears of War? Pewnie, że ma. Prawie, gdyż Quantum Theory ukaże się na wiosnę przyszłego roku i jest jawna zrzynką dzieła Bleszinskiego. Tak jawną, że nikt nawet nie krępuje się o tym mówić. Co również istotne - jest tworzona przez Japończyków! Czy azjatycka wersja Marcuxa Fenixa godnie umili oczekiwanie na 3 część Gearsów?

Obrazek

Fragmenty rozgrywki i historii mogliście poznać już z wcześniejszego trailera. Trzeba przyznać, że ta druga jest wyjątkowo głupia nawet, jak na prostą strzelaninę. Do miasta przybywa "ten gość" i co najpierw robi? Pyta "co to za wieża". To zła, żyjąca wieża, więc trzeba się do niej udać i wszystkich wystrzelać. Nie pastwmy się jednak, nie po to gramy w strzelaniny, aby delektować się godną Oskara historią, tylko aby postrzelać.

I jeśli o ten aspekt chodzi, to fani Gears of War odnajdą się w grze już po minucie. Sterowanie zostało zaprojektowane niemal identycznie, X to osłona, lewy trigger przycelowanie, a prawym oddajemy strzał. Ot, strzelankowy elementarz. Motywem, który stanowi o oryginalności akcji musi być zatem co innego - Syd, protagonista, ma ze sobą towarzyszkę Filenę. Ta zajmuje się sobą i przeciwnikami aż do momentu, gdy wciśniemy L1 - wtedy Syd przywołuje blondynkę, zakłada ją sobie na ramię i rzuca. Na początku, nieco zdezorientowany tym motywem, kilka razy bidulką trafiłem w ścianę, ale potem już poszło gładko. W pewnym momencie natrafiłem na gościa, który osłaniał fragment terenu z broni maszynowej i nijak nie można było go odejść. W tym momencie z pomocą przyszła właśnie Filena, która rzucona do niego błyskawicznie zajęła się sprawą. Szkoda, że takich patentów w demie nie było zbyt wiele, bo to jest szansa na odróżnienie Quantum Theory od bliźniaczo podobnych produkcji.

Co strasznie kulało we wczesnej wersji, to oprawa. Jeśli chodzi o (moim zdaniem, tandetny) styl graficzny to zobaczcie go na podlinkowanym wyżej trailerze. Postacie jakby ociosane z drewna i kiczowate, niewielkie lokacje z oponentami będącymi przerobionymi Locustami nie nastrajają pozytywnie. Najgorzej prezentowała się jednak animacja, która przy zupełnie pustym pomieszczeniu potrafiła nagle zwolnić ni z tego, ni z owego do kilku klatek na sekundę. Autorzy zapewniali, że oprawa ulegnie jeszcze poprawie, ale czy zdążą przez te kilka miesięcy wyciągnąć choć trochę wyższą rozdzielczość tekstur, a jednocześnie dojść do ładu z animacją? Wątpię. Pamiętajmy jednak, że pierwsze koty za płoty i gdzieś Japończycy muszą się takie gry nauczyć robić. Jak na debiut - mogło być znacznie gorzej. Szkoda tylko, że mało kto to kupi. Na zachodzie mamy lepsze gry, a obecni na targach Azjaci niespecjalnie wykazywali entuzjazm. Zupełnie jak my. Zaczekajmy na jakąś późniejszą wersję, może jeszcze się Koei uda nas przekonać.

Obrazek
Wybrane dla Ciebie
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI!