Zmien skórke
Logo Polygamii

ZapowiedziPierwsze wrażenia: Lord of The Rings: Conquest

Głupi jestem, że nie sprawdzam dem. Potem Toread pyta się kto chce Lord of The Rings: Conquest , a ja, …

Facebook Twitter Google Wykop

Głupi jestem, że nie sprawdzam dem. Potem Toread pyta się kto chce Lord of The Rings: Conquest , a ja, fan Tolkiena, wielbiciel filmu i wreszcie człowiek, który lubi wirtualnym mieczem wyprawić kilkuset orków do krainy wiecznych łowów, zgłaszam się. Zgłaszam się pełen nadziei, ba, z ufnością nawet. Bo przecież Pandemic Studios robiło zawsze porządne gry, Electronic Arts wpompowało w tytuł trochę kasy, a gra na trailerach i z opisów rozgrywki zapowiadała się fajnie. Głupi jestem, że nie sprawdzam dem.

Bo gdybym tak jak Emiel, demo sprawdził, uciekłbym do kąta, skulił ogon (zaraz, tego chyba nie mógłbym zrobić) i udawał, że mnie nie ma. Albo chociaż zasymulowałbym awarię komputera. Niestety nie zrobiłem tego. No dobrze, trochę przesadzam i koloryzuję tym wstępem, ale srogo się zawiodłem częstując swoją 360-tkę płytą z Conquest.

Pierwsze wrażenie nie było jednak złe. Przygotowało mnie filmowe intro, menu przygotowano zgodnie z filmową stylistyką, co sprawia, że fani LOTR mogą czuć się swojsko. Z drugiej jednak strony, wypuszczanie gry na licencji dzieła Petera Jacksona trąci już nieco myszką, choć mi to akurat nie przeszkadza, bo do filmu zawsze chętnie wracam. Ochoczo zatem przeszedłem do trybu dla jednego gracza, który oferuje dwie kampanie oraz pojedyncze bitwy z tychże do wyboru. Drugą kampanię trzeba dopiero odblokować, podobnie jak pojedyncze bitwy. Zanim jednak wszedłem na głęboką wodę, spróbowałem treningu.

Ten element akurat bardzo fajnie i zgrabnie wpleciono w całość gry. Spodziewałem się, że będę biegał nie wiadomo gdzie i nie wiadomo po co, a autorzy zafundowali mi walkę, która otwierała też film. Bierzemy zatem udział w słynnej potyczce, w której to Isildur pokonał Saurona. Niestety czar szybko prysł bo zderzył się z prostą, by nie powiedzieć prostacką grafiką. Wszystko tu jest ciosane niby krasnoludzkim toporem, od lokacji po postacie. Obiekty nie dość, że są zbyt proste, to jeszcze animacja zupełnie nie zachwyca. I na to mógłbym przymknąć oko, gdyby choć na polu walki roiło się od wojujących. Niestety często wieje pustką, a o tym, że mamy do czynienia z walką na ogromną skalę informuje nas jedynie tło. Wydaje mi się, że to wszystko dlatego iż ta gra ma być po prostu sieciową siekanką stąd uproszczenia graficzne. Niestety wyszło po prostu nieładnie. Nie najlepiej sprawuje się też kamera, którą co prawda możemy swobodnie operować lewą gałką, ale mam wrażenie, że gdyby trzymała się pleców postaci byłby mniejszy chaos.

Wracając jednak do treningu, mamy tu cztery klasy postaci: wojownika, zwiadowcę, łucznika i maga. Każda z nich walczy oczywiście inaczej, ale w praktyce najsilniejsi okazują się magowie, którzy mają w swym zanadrzu najwięcej sztuczek, a do tego potrafią leczyć siebie i towarzyszy.  Sprawia to niestety, że w rozgrywce sieciowej (o czym za chwilę) nie ma sensu biegać zwykłym wojownikiem, bo albo usieką nas magowie zanim zbliżymy się do nich na odległość miecza, albo jakiś łucznik zasadzi nam headshota i będzie po zawodach. Naszym głównym zadaniem jest bronienie lub zdobywanie określonych terytoriów. Wystarczy, że my i nasi kompani postoimy odpowiednio długo w zaznaczonym obszarze i szafa gra. Prawdę mówiąc jest to strasznie monotonne i po jednym zadaniu w kampanii miałem już dość. Podobnie jak systemu rozgrywki, bo choć mamy tu tylko trzy ciosy (silny, średni mocny) to dochodzą też blok, techniki specjalne, uderzenia specjalne, dodatkowa broń. Szybko zaczęło brakować klawiszy na padzie a ja zacząłem się gubić. Tym bardziej, że każdą klasą gra się inaczej (co jest akurat zaletą). 

Nieco zniesmaczony trybem dla jednego gracza postanowiłem sprawdzić jak gra się w sieci, bo to właśnie na to postawiono nacisk w tej grze, co widać choćby po wyglądzie menusów i mechanizmach w trybie dla samotników. Na razie mam wrażenie, że tryb dla jednego gracza jest tu tylko na doczepkę. W sieci udało mi się sprawdzić tryb Capture The Ring, który jest wariacją znanego z innych gier sieciowych radosnego biegania z flagą po mapie. Ponieważ może się tu jednocześnie mierzyć do 16 graczy dzieje się sporo. Gracze biegają różnymi klasami postaci, a te mogą się nieźle uzupełniać, można też wsiąść na Trola, Warga czy Enta co sprawia, że nie jest nudno. Niestety złe wyważenie postaci, o czym już wspominałem, sprawia, że ogromną przewagę mają magowie i łucznicy, a bieganie zwykłym wojownikiem prawie nie ma sensu. Przez to rozgrywka sieciowa też pozbawiona jest rumieńców bo ja wolałbym powalczyć mieczem, a tak mamy coś w stylu pseudostrzelanki tpp w klimacie fantasy. 

Jak na razie gra mnie mocno rozczarowała, ale być może im dalej w las tym będzie lepiej. Liczę, że może udzieli mi się z powrotem trochę filmowego klimatu. Albo chociaż odkryję tryb sieciowy, który pokaże rumieńce. Bo na razie jest nudno i szaro, a samotny gracz zupełnie nie ma tu czego szukać.

Marcin Lewandowski

Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
  Subskrybuj  
Powiadom o