Na nowym ekranie kontraktowania zawodników od razu ustawiamy na określonych suwaczkach wszystkie te pierdoły typu długość kontraktu, opłata, premie za występ, kwota z ewentualnej odsprzedaży itp. Żeby nie trzeba było wysyłać kilku ofert i modlić się do ostatniego dnia okienka transferowego o zgodę, gra pokazuje nam procentowe szanse na przyjęcie naszej oferty – osobno szansę na zgodę danego klubu i podpisanie kontraktu przez piłkarza. Fajny bajer, choć nieco niedopracowany, bo czasami skromne sto tysięcy funtów mniej i nagle zainteresowanie naszą propozycją u drugiej drużyny spada o 50%.Patrząc na nieudolność strzelecką mojej drużyny, postanowiłem wprowadzić do obranego systemu 4-2-3-1 jakiegoś obrońcę z ofensywnymi zapędami i ostatecznie padło za Daniego Carvahala, którego pozyskanie za kilka milionów uważam nawet za większą bezczelność, niż ofertę Interu za Modricia z tego lata. Był to jednak wybór podyktowany tym, że Dani lubi na co dzień grać dość wysoko, bardziej w roli skrzydłowego i byłem ciekaw, jak bardzo zadziałają tu nowe cechy, przypisywane piłkarzom i wpływające na ich zachowanie. I wiecie co? Nagle zaczęły mi się kleić ataki skrzydłem, bo zawodnik grał właśnie tak, jak zapamiętałem z ekranu telewizora. Dokupiony do środka pola Deulofeu miał natomiast dobry współczynnik ogólny, a przy tym nie zrujnował mi portfela.Mogłem też w każdej chwili zdecydować się na tańszy wariant, mianowicie dogrzebanie się do odpowiedniego menu, pozwalającego na dogłębną modyfikację taktyki i przypisując zawodnikowi inną rolę na boisku. Tylko... no właśnie, w temacie wszelkich menusów PES dalej jest lata świetlne za konkurentem. Masa zbędnych, źle rozplanowanych opcji, brak uporządkowania... poza boiskiem, PES wciąż zdecydowanie z Fifą przegrywa. Praktycznie o każdym trybie gry można powiedzieć, że jest słabszą wersją tego, co oferuje EA...Cóż, może i w Fifie rzeczywiście średnio realistyczne jest wykupowanie każdego możliwego piłkarza, a następnie wrzucanie wielkich gwiazd na mecze ze słabeuszami, byle tylko wybiegali określoną liczbę minut. Problem w tym, że w grze Konami jakakolwiek głębsza relacja z piłkarzami nie istnieje. Niby mamy tu dodatki typu cutscenki z przyznania nagrody najlepszego zawodnika, ale piłkarski świat w PES-ie i tak nie zbliża się pod względem wiarygodności do tego, co wyrabiają od lat goście z EA. I to tworząc, podkreślmy to, produkcję, w której sama rozgrywka jest słabsza i dużo bardziej schematyczna.W PES-ie ponownie nie warto zapominać o multiplayerze, które w tej recenzji zepchnąłem na nieco dalszy plan, bo też niewiele się tu od ostatniego roku zmieniło. Dalej jest bardzo fajny. Poważniejszą nowinką jest w zasadzie tylko maskowanie intencji gracza przy rzutach wolnych. Przeciwnik nie zobaczy teraz od razu, jak ustawiamy się do stałego fragmentu. Podobne zmiany wprowadzi tegoroczna Fifa. Z rzeczy na minus wspomniałbym tu natomiast o dość niestabilnym, póki co kodzie sieciowym (a tak chciałem sobie rano zagrać meczyk przed poprawkami tekstu...), ale dwa dni temu zaaplikowano grze pierwszą gigabajtową łatkę, więc z każdym dniem będzie coraz lepiej.Pod względem oprawy graficznej nowy PES wygląda naprawdę fantastycznie, acz zdaje się grą już nieco za piękną, jak na możliwości tych starszych wersji konsol. Na Xboksie One praktycznie każde wyjście piłki za linię wiązało się z króciutką przerwą na doczytanie danych. Nawet nieraz tuż przed wyrzutem z autu. Niby nic wielkiego, ale odrobinę to irytuje. Fantastycznie wygląda natomiast sama murawa i twarze najpopularniejszych zawodników. Te ostatnie bywają nawet lepsze jak w Fifie, acz dotyczy to tylko wąskiej grupy najpopularniejszych drużyn.PES 2019 to gra rewelacyjna na boisku, ale też zaledwie ponadprzeciętna poza nim. I nie chodzi tu wcale o licencje, bo i tu można od biedy docenić pewną niedostępną w Fifie egzotykę. Problem sprawiały mi możliwe do poprawienia bez przeznaczania na ten cel fortuny rzeczy typu pogłębienie trybu Master League, więcej własnej tożsamości karciankowego myClub czy nawet lepszą organizację wszelkich menusów. Te często tworzą złudne wrażenie, że w grze jest dużo więcej zawartości, niż w rzeczywistości. Dlaczego rozgrywki pucharowe i ligowe to dwa osobne przyciski? Czemu w Master League tak dużo okienek prowadzi tylko do mało istotnych statystyk, które dałoby się zebrać w jednym miejscu?Mimo tego PES 2019 skutecznie skłonił mnie do tego, by sezon z Fifą 18 skończyć miesiąc wcześniej i przynajmniej do premiery „dziewiętnastki” grać tylko w niego. Pewnie jak zwykle w październiku wyjdzie ze mnie zakochany w futbolowym blichtrze dzieciak i przeniosę się na boiska konkurencji. Jednak już dziś mam poważne wątpliwości czy (startując z poziomu „osiemnastki”) trawa będzie tam bardziej zielona. I piszę to bardziej jako fan Fify, niż PES-a: naprawdę warto.(*) Dla słabszych z piłki nożnej czytelników – nie nawiązuję tu do polskiej polityki, lecz Cristiano Ronaldo. Swoją drogą, gdy przyszło mi mierzyć się z „Realem”, trzy gole strzelił mi... Benzema. Przypadek?