Polskie studio Tap it Games postanowiło przedstawić nam świat w przeddzień zagłady. Jack Cutter, mieszkaniec miasteczka Grey Ville, wita nas niewesołymi słowami: "Mam na imię Jack. Nie martw się, nie musisz go pamiętać i tak niedługo umrę".Już na samym początku tego klimatycznego visual novel drażniło mnie szybkie wprowadzenie do codzienności Jacka. Biorąc pod uwagę, jak istotny jest wątek rodzinny, naprawdę nie zaszkodziłoby, gdyby scenarzyści byli bardziej wścibscy i nieco dłużej zatrzymali się przy każdej z postaci. Za to w końcu lubimy tego typu produkcje – karmią naszą wiecznie niezaspokojoną ciekawość brudów, które trzyma na zapleczu sąsiad. Przecież podświadomie wiemy, że pod koniec będzie masakra, że życie miasteczka zostanie przewrócone do góry nogami. Aby jednak mocniej to odczuć, musimy mieć szansę zżycia się z bohaterami, polubienia ich. A tutaj tego zabrakło.Poznajemy raptem kilka postaci i odbywa się coś w rodzaju szybkiego rajdu ku uciesze rodzinnego terapeuty. Jack, jego żona Natalie i ich córka Hope popełniają podstawowy błąd atrybucji – upatrują przyczyn zachowania w wewnętrznych cechach członków rodziny, a nie w przyczynach zewnętrznych, środowiskowych. Po szybkiej, bolesnej kłótni małżonków następuje konfrontacja Jacka z córką, która kończy się łzami. Jack, zrezygnowany, przegrany, ale wciąż żywiący nadzieję, że kiedyś uda mu się uszczęśliwić dwie najważniejsze kobiety w jego życiu, wyjeżdża do chatki w lesie na odpoczynek. Swoją drogą, rodzina ledwo wiąże koniec z końcem, Natalie haruje jak wół w szpitalu na posadzie pielęgniarki, a Jack tak po prostu znika na cały weekend. Już czuję, jak to się skończy.Na szczęście, scenariusz w pewnym momencie porzuca cliche i zaczyna ciekawić, chociaż w ogólnym kształcie Perseverance pozostaje mocno stereotypowe. Z drugiej strony, Stranger Things też grało na konwencji i podejrzewam, że twórcom z Tap it Games przyświecała taka sama idea. Trzymać się schematu i dowolnie żonglować znanymi powszechnie wzorcami. Czy to źle? Nie dla mnie, ponieważ lubię takie klimaty. Zapyziałe miasteczko, w którym mieszkańcy mają sobie nawzajem coś do zarzucenia, ale łączy ich dziwna więź? Proszę bardzo. Ludzie z pozoru zwykli i nudni, ale tak naprawdę każdy z nich ma jakiś dziwny sekret, zupełnie jak w Twin Peaks? Ten motyw też tam znajdziecie, chociaż zapomnijcie o psychodelii pokroju Lyncha, to nie ten poziom. Tajemnicza baza wojskowa, która na równi drażni mieszkańców, co oferuje im niezbędny dopływ gotówki, więc jest złem koniecznym – czujecie, w którą stronę to zmierza? Nie dziwi zatem kobieta napotkana przez głównego bohatera na skraju drogi, która brała udział w dziwnym eksperymencie, ale nie pamięta, co się z nią działo. Ani agentka o karminowych ustach, która musi „zająć się problemem”.Znamy to i lubimy.