Rozgrywka zamyka się w sześciu utworach. PaRappa uczy się techniki podrywu, powtarzając nawijkę następnych Mistrzów Rapu, wers po wersie. Gdybym recenzował oryginalną wersję z Szaraka, musiałbym Wam dłużej tłumaczyć, iż rytm naśladuje się tutaj poprzez idealne wciskanie poszczególnych przycisków, a całość wymaga niebywałej zręczności. Dziś wystarczyłoby napisać "dokładnie tak, jak w każdej grze muzycznej w historii". Bo ktoś musiał przecież najpierw wpaść na taki pomysł, prawda? Z tym że w porównaniu do wszelkich późniejszych produkcji - lub wymykającej się zdrowemu rozsądkowi liczbie rytmicznych minigierek w większych tytułach - w PaRappie trzeba naprawdę dobrze sobie radzić, by posuwać trywialną historyjkę do przodu. Sześć kawałków, jasne, ale ich drugą połowę wykujecie na blachę. Totalnie zapomniałem, jak trudny był poziom z panią Cheap Cheap. Brrr!A skąd tak kultowy status? Przerywniki filmowe są fatalne (pomyślcie o najgorszych początkach trójwymiarowych animacji, coś o poziom niżej od "Beast Wars"), fatalny mają też dubbing. Zawartości w sumie tyle, co kot napłakał. Chodzi raczej o niezaprzeczalny urok, o nierealność lat dziewięćdziesiątych zawartą w odpornej na czas pigułce. Płaskie postaci, które powstały zapewne wyłącznie dlatego, iż nikt nie poradziłby sobie z ich modelami. Pies-raper w czapeczce, któremu do bycia słownikową definicją przymiotnika "cool" brakowało wyłącznie deskorolki. I rap, wszędzie rap. Taki kiczowaty, wyjątkowo "biały". W ramach którego napisano garść nieśmiertelnych melodii. No dajcie spokój, kto nie pamięta Mistrza Cebuli? Albo Instruktora Łosia? Wiecie, dlaczego zatrzymaliśmy samochód? Na pewno wiecie. A jak nie, to po zagraniu w PaRappę będziecie wiedzieli już do końca Waszych dni.Moje wątpliwości w stosunku do remastera nie zmieniły się od czasów zeszłorocznego dema. Grywalne poziomy pięknie podciągnięto do współczesnych standardów (na Prosiaku nawet 4K), ale przerywniki filmowe i menusy to istny wehikuł czasu. Pierwsze obejrzycie wyłącznie w maleńkiej ramce, a drugie, gdy przyjdzie Wam pogrzebać w opcjach, swą niejasnością przyprawiając o zawrót głowy. Niemniej warto się z ustawieniami zmierzyć, by włączyć współczesne ułatwienia, czyli widoczny na ekranie puls rytmu oraz intuicyjne wibracje. Biorąc pod uwagę, jak bardzo wymagające jest utrzymanie wysokiej oceny, to żaden wstyd wykorzystać maleńką pomoc. Tylko nie zmieniajcie poziomu trudności. Git gud, kurczę.