Dla mnie, który nie siedzi kilka(naście) godzin dziennie przed konsolą łupiąc w jeden tytuł, Division jest teraz świetną zabawą, niezależnie od ilości wolnego czasu jaki akurat posiadam. Poluję na cele specjalne (HVT), robię zadania dzienne, biegam solo albo w grupie w Podziemiach, nie używam teleportu tylko biegam z miejsca na miejsce, bo po drodze coś ciekawego może się trafić – a na pewno wpadnie jakieś doświadczenie.Jedyne miejsce do którego nie zaglądam i na razie nie mam zamiaru to Strefa Mroku (Dark Zone). Próbowałem i nadal nie bawi mnie bycie celem dla innych graczy, którzy – zgodnie z konwencją – polują na innych i znajdują w tym niezłą zabawę. Rozumiem, szanuję, ale jednak równowaga między nagrodą a karą jest w moim przypadku zdecydowanie zachwiana.Mógłbym tu w zasadzie skończyć, podsumować krótko, że Division po pierwszych zgrzytach jednak zaskoczyło i da się całkiem przyjemnie biegać po zimowym Nowym Jorku. Mógłbym, ale nie wypada, bo drugie płatne DLC to rzecz o której zdecydowanie warto wspomnieć. Rzecz, która stawia całą grę na głowie i w definiuje ją od nowa. Przetrwanie to w zasadzie gra w grze – niezależna od wszystkiego co się dzieje poza nią, ale rozgrywająca się na tym samym terenie, opierająca się na tej samej, lekko zmodyfikowanej, mechanice i dająca konkretne korzyści w regularnej zabawie.Zadanie w samych założeniach jest bardzo proste. Należy dostać się do Strefy Mroku, zdobyć lekarstwa i ewakuować. Pogoda jest paskudna, więc od początku zapowiada się ciężko – słaba widoczność, problemy z komunikacją i takie tam. Żeby było bardziej survivalowo, od razu coś idzie źle i śmigłowiec, którym lecimy razem z innymi agentami rozbija się. I tu zaczyna się zabawa. Nasz bohater i reszta agentów trafiają w różne miejsca i każdy zaczyna przygodę na własną rękę. W bezpiecznym miejscu – jednym z wielu rozsianych na mapie. Znajdziemy w nim lekarstwa, materiały potrzebne do wytworzenia ubrania (bo porwany hazmat na siarczystym mrozie nie jest najlepszą opcją) i stół do craftingu, który na początku pokaże nam tylko, jak wiele brakuje do szczęścia.