Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze walka. Chociaż na materiałach promocyjnych i zrzutach ekranowych wygląda na kopię Total Wara, tak naprawdę nie mamy bezpośredniej kontroli nad jednostkami. Armie ścierają się według wcześniej wydanych rozkazów - niczym w stareńkim Centurionie jeszcze z czasów Amigi. Nasze jednostki możemy ustawiać w kilku liniach, każdemu z oddziałów przyporządkować odpowiednie polecenia i tylko obserwować, jak wszystko się rozgrywa podczas starcia. Bo tura podzielona jest tu na fazę planowania i wykonywania rozkazów, dla każdego z graczy w tym samym momencie.Dotyczy to niemal wszystkiego, ale oczywiście największy wpływ ma właśnie na poruszanie armiami - wymusza bowiem przewidywanie ruchów przeciwnika i przeciwdziałanie im. Szczególnie ważne jest to w starciach zbrojnych - ponieważ w bitwie zaangażowane mogą być nie tylko dwie sąsiadujące jednostki, ale także kilka kolejnych, które znajdują się w okolicy. Jeśli więc odetniemy wroga odpowiednio szybko, to jesteśmy w stanie rozgromić siły posiadające przewagę liczebną.Niestety tutaj wychodzi największa wada braku dobrego samouczka albo z pomysłem zaprojektowanego interfejsu. Trzeba mieć dużo dobrej woli i wyobraźni, żeby potrafić ocenić, w jaki sposób jednostki zachowają się na polu walki. Oprócz tekstowego opisu, nie ma niczego więcej - żadnej symulacji, rozrysowania. Niczego. A jest to o tyle ważne, że na zachowanie żołnierzy ma wpływ nie tylko ukształtowanie terenu, ale na przykład także okoliczne fortyfikacje. Poza tym niektóre taktyki, jak na przykład oskrzydlenie, powodują wyłączenie naszego oddziału niemal na połowę walki - zanim zdąży dobrze uderzyć na tyły, zwykle wynik jest już dawno rozstrzygnięty.Nie odchodźmy jednak zbyt daleko od walki, bo sam sposób rekrutowania jednostek w Oriental Empires jest też rozwiązany w sposób niespotykany. Na pojawienie się nowych oddziałów nie musimy czekać, a za większość z nich nie musimy prawie nic płacić. Każde z miast ma pewną pulę rekrutacji, która co kilka tur się odnawia. Jednostki podzielone są na uzbrojonych chłopów, szlachtę i żołnierzy zawodowych - jedynie ci ostatni wymagają wyłożenia określonej sumy pieniędzy przy organizowaniu oddziału. Dzięki takiemu rozwiązaniu, gdy bardzo szybko można zorganizować obronę granicy nawet podczas skoncentrowania głównych sił na drugim końcu mapy, sama gra także staje się bardziej dynamiczna i pozwala na większą elastyczność w podejmowanych decyzjach.Zresztą, nieraz polegałem na jednostkach bez żadnego doświadczenia, chroniących mnie przed naporem wrogich sił, bo autorzy z Shining Pixel Studios pokazali, że sztuczną inteligencję da się zrobić w interesujący sposób. Komputer nie tylko atakuje wtedy, gdy nie jesteśmy przygotowani, potrafi też zwasalizować innych graczy czy prowadzić rozmowy dyplomatyczne w taki sposób, żeby zyskać dla siebie jak najwięcej. I chociaż sama interakcja pomiędzy frakcjami jest zamknięta raczej w podpisywaniu standardowych, znanych każdemu umów, to sztuczna inteligencja nie traktuje gracza jak półgłówka i nie wysyła co chwilę idiotycznych propozycji handlowych. Jest to naprawdę miła odmiana od tego, co zwykle dostajemy w strategiach turowych (tak, na ciebie patrzę, Cywilizacjo!) - tym razem negocjacje wyglądają jak negocjacje, a nie próba znalezienia frajera.