- Niektórzy ludzie naprawdę chcą wykorzystania miejsca w pomieszczeniu. To zdecydowanie fajne. Mamy technologię, która umożliwia wdrożenie tego rozwiązania. Nasz sprzęt tego nie wyklucza. Za jakiś czas to zademonstrujemy - powiedział w rozmowie z serwisem Polygon Jason Rubin, współzałożyciel Naughty Dog i od 2014 roku pracownik Oculusa, nadzorujący współpracujących z nim developerów.
Aktualnie jednak, uważa, tego typu technologia wymaga od użytkownika zbyt wiele, by wdrażać ją na masową skalę. Mało kto dysponuje w domu przestrzenią o wymiarach ok. 4,5-4,5 metra, a o takiej mówi się w przypadku Vive’a. Gogle wirtualnej rzeczywistości HTC wspierać będą to rozwiązanie od momentu wejścia do sprzedaży - w zestawie z nimi znajdują się specjalne sensory i kontroler.
HTC traktuje je jako niezbędny element, potrzebny do doświadczenia wirtualnej rzeczywistości w najlepszy możliwy sposób (chociaż w gruncie rzeczy na razie chyba wystarczyć nam będzie doświadczenie jej na jakikolwiek sensowny sposób, nie żeby VR było czymś tak powszechnym, że trzeba je rewolucjonizować już na starcie).
Firma jest o tym przekonana tak bardzo, że nie tylko nie boi się obarczania kupujących wymogiem posiadania sporego, wolnego pomieszczenia - będzie również sprzedawać swoje gogle znacznie drożej, bo za aż 800 dolarów (dla porównania Oculus to 600 dolarów, Playstation VR - 400).
Robin podkreśla, że w przypadku Oculusa będzie możliwe wprowadzenie sterowania działającego tak jak w Vive’ie, chociaż na nieco mniejszą skalę (mówi o pomieszczeniu wielkości ok, 1,5m-3,5m). Ma się to urzeczywistnić wraz ze wprowadzeniem kontrolera Touch w drugiej połowie bieżącego roku.
Oculus nie musi się spieszyć? Sprzedaż jego okularów zacznie się już pod koniec marca, debiut Vive’a zaplanowany jest natomiast na kwiecień.
[Źródło: Polygon]
Dominik Gąska