Do tego uczucia niewiedzy w Obduction trzeba się przyzwyczaić, bo nie opuszcza ono nawet na chwilę przez całą rozgrywkę. Przez pierwsze godziny chodzimy wzdłuż i wszerz zamkniętego pod kopułą ziemskiego obszaru, odwiedzamy wielokrotnie szyby kopalni, domy, garaże, bocznice kolejowe i inne zakamarki. W jednym z tych zakamarków poznajemy ukrytego w schronie ocalałego, rozmawiamy z nim przez lufcik w drzwiach. Nieznajomy wydaje nam proste rozkazy, ale nie wdaje się w szczegóły swoich intencji, nie zdradza też wiele o wydarzeniach w miasteczku. Aby je poznać musimy być spostrzegawczy, znajdować porzucone notatki i dzienniki, analizować zapisane w nich wskazówki do rozwiązania kolejnych łamigłówek – otwarcia zamków szyfrowych, lokalizacji kryjówek, które musimy odnaleźć, czy podstaw matematycznego języka obcych z sąsiedniej kopuły…Nie będzie żadnym spoilerem, jeśli napiszę, że ludzie żyjący pod kopułą mieli sąsiadów – przedstawicieli obcych cywilizacji, zamkniętych w podobnych klatkach z wyciętych kawałków ich światów. Sąsiadom udało się nawiązać kontakt, mniej lub bardziej przełamać bariery językowe, razem planować ucieczkę, podróżować pomiędzy swoimi światami. Kiedy i my znajdujemy sposób na teleportację między kopułami zaczynają się przysłowiowe schody – eksploracja kolejnych światów i rozwiązywanie zagadek, do których nikt już nie zostawił jasnych wskazówek. Po serii dobrze zaprojektowanych łamigłówek o stopniowo rosnącym poziomie, złożoność oraz trudność wyzwań szybuje – dosłownie – w kosmos.Wielu graczy pewnie odstawi w tym momencie Obduction, ale fani oryginalnego Mysta będą wniebowzięci. Z każdym kolejnym sukcesem odkryją bowiem świat nie tylko pięknie przedstawiony, ale po prostu znakomicie opisany, w większości bez użycia słów. Poprzez całe scenografie, jak i drobne detale, których może nie zauważą od razu, ale przy setnym minięciu nagle przykują ich uwagę, zachwycą, opowiedzą jakąś historię lub fakt.