O grafikach koncepcyjnych z ekranizacji Metal Gear Solid
Wcale nie musicie bać się, że film rozpocznie muczenie Gekko. Ale możecie.
Adam Piechota
Udostępnij
Skracamy wątek najszybciej, jak się da. IGN opublikował niedawno ekskluzywną grafikę koncepcyjną z filmowego Metal Geara w reżyserii Jordana Vogt-Robertsa. I nawet jak gdyby sam odpowiedzialny za publikację dziennikarz IGN-u nie do końca wybadał temat. Ale też wiadomo, że w tym wszystkim chodzi o kliki. Nie może Wam zatem od razu napisać „żadna z serii 31 grafik, które powstały dzięki współpracy reżysera „Konga” i różnych artystów, nie musi w bezpośredni sposób zapowiadać wydarzeń jego nadchodzącego filmu. Nie musi, bo scenariusz nadal nie istnieje. A cały hasztag #METALGEAR31st powstał po to, by uczcić 31. urodziny marki Hideo Kojimy. Zatem oglądajcie, tylko nie twórzcie jeszcze wielkich teorii spiskowych”.
Może za to, nieco niżej, wkleić treść tweeta Robertsa:
Zatem trzeba te piękne obrazki oglądać niczym nasze Ścinki. Dla radości samego doświadczenia. Bowiem gdybyśmy mieli na ich podstawie zgadywać scenariusz, okazałoby się, że w jednym filmie brodaty reżyser próbuje upchnąć pełną „jedynkę” z PSX-a (z podkreślonymi wątkami Grey Foxa czy Sniper Wolf) oraz „czwórkę” (z muczącymi robotami na Bliskim Wschodzie), a gdzieś pomiędzy Metal Gear Rex stanąłby na środku pola ryżowego. Ale do tego iście „fanowskiego” projektu zaangażował, jeśli ucho mnie nie myli, oryginalny głos Campbella.
W ogóle ekranizacja MGS-a ma szansę okazać się czymś niesamowitym. Roberts w „Kongu” udowodnił wizualny sznyt, kocha twórczość Kojimy, a dzięki temu, że prawa do filmu należą do Sony, może namawiać się z Japończykiem tyle, ile ma ochotę. Jak podejrzewam, gdy ruszy produkcja, ta więź się tylko wzmocni. Cholerny Hideo znalazł sposób, by dalej czuwać nad uniwersum, nawet po dramatycznym rozstaniu z Konami. Dodatkowo we własnym, strasznie ślamazarnym tempie kreuje kolejne IP. A gdyby to właśnie w kinach, wiecie, „ostatecznie” domknął Metal Geary? Niesie mnie bujna wyobraźnia, wiem, ale cóż by to była za opowieść dla potomnych.
A to moja ulubiona z opublikowanych dotychczas grafik: