Nie pozwól ludziom sięgnąć niebios - Babel Rising [recenzja]

Strona głównaNie pozwól ludziom sięgnąć niebios - Babel Rising [recenzja]
24.06.2012 09:33
Nie pozwól ludziom sięgnąć niebios - Babel Rising [recenzja]
marcindmjqtx
marcindmjqtx

Wydana w 2009 roku na iOS-a, później na Androida, gra Babel Rising dotarła i do cyfrowej dystrybucji konsolowej. Czy smartfonowy hit ma szansę odnieść sukces na konsolach obecnej generacji?

bEClQnlx

Babel Rising Wydana w 2009 roku na iOS-a, później na Androida, gra Babel Rising dotarła i do cyfrowej dystrybucji konsolowej. Czy smartfonowy hit ma szansę odnieść sukces na konsolach obecnej generacji? Szczerze wątpię. Wieża Babel  (hebr. ?????? , Babel - "pomieszanie, zmieszanie, zamęt") - olbrzymia budowla, która według Księgi Rodzaju miała być wznoszona przez zjednoczoną ludzkość na nizinie Szinear. Według przekazu biblijnego wieża Babel wznoszona była jako znak dzięki któremu ludzie „nie rozproszą się”. Bóg Jahwe sprzeciwił się tym zamiarom z obawy, że jeśli ludzkość będzie tworzyła jeden lud, to „nic nie będzie dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić". Pomieszał więc budowniczym języki, dzieląc ludzi na różne narody, by przez to uniemożliwić budowę wieży. W Babel Rising wcielimy się w boga, który za wszelką cenę chce nie dopuścić do wybudowania wieży, mającej sięgnąć niebios. Po drugiej stronie barykady są natomiast niekończące się zastępy robotników, którzy niczym sympatyczne Lemmingi brną bezmyślnie do celu i przyświeca im tylko jedna idea - „budować, budować, budować!”. Bóg jak to bóg, ma do swojej dyspozycja kilka mniej lub bardziej przydatnych mocy, za pomocą których pokrzyżuje ludziom plany. Na tym zaczyna i kończy się historia, czy raczej misja, z którą przyjdzie nam się zmierzyć. Ziemia! Ogień! Wiatr! Woda! Brakuje tylko serca i można przywołać nieustraszonego Kapitana Planetę. Posiadamy więc możliwość użycia czterech żywiołów, każdy z nich natomiast pozwala skorzystać z dwóch mocy - jedna działa punktowo, druga obszarowo. Zaatakujemy więc robotników deszczem, ogniem, czy kulami miotanymi z niebios. Największą przyjemność  z użycia mocy czerpałem przez pierwsze kilka minut od ich odblokowania. Wiem, że to dobrze o mnie nie świadczy, ale latający tu i tam, przypalani, zamrażani czy rozjeżdżani wielką kulą robotnicy, wyglądają przezabawnie. Trudniejszym wyzwaniem są kapłani, którzy potrafią być odporni na konkretny żywioł. Ale szybko nauczycie się, że wystarczy użyć przeciwstawnego żywiołu, by posłać ich do piachu. Pierwsze misje trybu kampanii (który niestety nie opowiada żadnej historii) to wprowadzenie do rozgrywki. Schody zaczynają się kiedy robotnicy uczą się wchodzić na wieżę z dwóch stron, a w pobliskim porcie cumują statki z kolejnymi zastępami chętnych do budowy. Gra nie należy do najłatwiejszych, a to z kilku powodów. Nie ma czasu na planowanie, trzeba działać szybko i sprawnie, dobrze wybrać moce, nauczyć się ich odpowiednio używać. Warto mieć również oczy z tyłu głowy, bo odpowiednie oglądanie budowanej wieży i wyszukiwanie podchodzących do niej robotników to klucz do sukcesu. Komuś na pewno się znudzi I nie będą to robotnicy, którzy jak zaczarowani pędzą na plac budowy. Gwarantuję Wam, że to kilkunastu, kilkudziesięciu minutach zabawy, odłożycie pada i albo nie włączycie już Babel Rising ponownie, albo będziecie ją sobie dawkować kilkunastominutowymi posiedzeniami - tylko żeby skończyć kampanię składającą się z 15 misji. To niestety jedna z tych gier, która zwyczajnie nudzi i odstrasza swoją monotonią. Jasne, każda z misji ma swoje cele - na przykład zabicie 40 kapłanów, czy 400 robotników, ale ich wykonanie trwa na tyle długo, że niejednokrotnie znudzony, przerywałem w połowie. Nie takiej rozrywki oczekuję po grze na stacjonarną konsolę. Trochę ciekawiej wygląda tryb przetrwania i zabawa wieloosobowa. W pierwszym dostaniemy do wyboru dwa żywioły, a naszym zadaniem będzie po prostu odpieranie kolejnych hord robotników, bez żadnych celów i misji, ot czysta demolka. Wieloosobowo natomiast zmierzymy się na podzielonym ekranie w trybie rywalizacji, kooperacji lub czasowym, gdzie liczyć się będą jedynie punkty, jakie uda nam się zdobyć w określonym przedziale czasu. Warstwa muzyczna jest okropna, zepsuto nawet główny motyw znany ze smartfonów. Graficznie nie ma rewelacji, choć w tak prostej grze raczej trudno do czegoś się przyczepić. Najważniejsze, że robotnicy są dobrze widoczni i nie zlewają się z otoczeniem. Grałem przy użyciu pada, ale dobrodziejstwa swoich sprzętów wykorzystają również posiadacze Kinectów i PlayStation Move. Werdykt Gra w wersji na konsolę Microsoftu kosztuje 800 MSP. To zdecydowanie za dużo jak na taki tytuł i jeśli faktycznie chcecie zmierzyć się z ludzką determinacją, stając się częścią starej, chrześcijańskiej opowieści, to poczekajcie na jakąś naprawdę konkretną obniżkę. Boli to, że gra nie została rozbudowana względem wersji na smartfony i czuć, że to po prostu zwykły port dostosowany oprawą do większych ekranów. Frajdę zabija monotonia, która nie pojawia się podczas kilkunastominutowej zabawy w metrze czy tramwaju. Kiedy włączam konsolę i telewizor oczekuję bowiem, że gra przykuje mnie do nich na dłużej. Niestety w przypadku Babel Rising tak nie jest. Raczej omijajcie, szczególnie że tegoroczne Summer of Arcade zapowiada się naprawdę nieźle. Paweł Winiarski Wieża Babel (Babel - "pomieszanie, zmieszanie, zamęt") - olbrzymia budowla, która według Księgi Rodzaju miała być wznoszona przez zjednoczoną ludzkość na nizinie Szinear. Według przekazu biblijnego wieża Babel wznoszona była jako znak dzięki któremu ludzie „nie rozproszą się”. Bóg Jahwe sprzeciwił się tym zamiarom z obawy, że jeśli ludzkość będzie tworzyła jeden lud, to „nic nie będzie dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić". Pomieszał więc budowniczym języki, dzieląc ludzi na różne narody, by przez to uniemożliwić budowę wieży.

W Babel Rising wcielimy się w boga, który za wszelką cenę chce nie dopuścić do wybudowania wieży, mającej sięgnąć niebios. Po drugiej stronie barykady są natomiast niekończące się zastępy robotników, którzy niczym sympatyczne Lemmingi brną bezmyślnie do celu i przyświeca im tylko jedna idea - „budować, budować, budować!”. Bóg jak to bóg, ma do swojej dyspozycja kilka mniej lub bardziej przydatnych mocy, za pomocą których pokrzyżuje ludziom plany. Na tym zaczyna i kończy się historia, czy raczej misja, z którą przyjdzie nam się zmierzyć.

Ziemia! Ogień! Wiatr! Woda! Brakuje tylko serca i można przywołać nieustraszonego Kapitana Planetę. Posiadamy więc możliwość użycia czterech żywiołów, każdy z nich natomiast pozwala skorzystać z dwóch mocy - jedna działa punktowo, druga obszarowo. Zaatakujemy więc robotników deszczem, ogniem, czy kulami miotanymi z niebios. Największą przyjemność  z użycia mocy czerpałem przez pierwsze kilka minut od ich odblokowania. Wiem, że to dobrze o mnie nie świadczy, ale latający tu i tam, przypalani, zamrażani czy rozjeżdżani wielką kulą robotnicy, wyglądają przezabawnie. Trudniejszym wyzwaniem są kapłani, którzy potrafią być odporni na konkretny żywioł. Ale szybko nauczycie się, że wystarczy użyć przeciwstawnego żywiołu, by posłać ich do piachu.

bEClQnlz

Pierwsze misje trybu kampanii (który niestety nie opowiada żadnej historii) to wprowadzenie do rozgrywki. Schody zaczynają się kiedy robotnicy uczą się wchodzić na wieżę z dwóch stron, a w pobliskim porcie cumują statki z kolejnymi zastępami chętnych do budowy. Gra nie należy do najłatwiejszych, a to z kilku powodów. Nie ma czasu na planowanie, trzeba działać szybko i sprawnie, dobrze wybrać moce, nauczyć się ich odpowiednio używać. Warto mieć również oczy z tyłu głowy, bo odpowiednie oglądanie budowanej wieży i wyszukiwanie podchodzących do niej robotników to klucz do sukcesu.

Komuś na pewno się znudzi I nie będą to robotnicy, którzy jak zaczarowani pędzą na plac budowy. Gwarantuję Wam, że to kilkunastu, kilkudziesięciu minutach zabawy, odłożycie pada i albo nie włączycie już Babel Rising ponownie, albo będziecie ją sobie dawkować kilkunastominutowymi posiedzeniami - tylko żeby skończyć kampanię składającą się z 15 misji. To niestety jedna z tych gier, która zwyczajnie nudzi i odstrasza swoją monotonią. Jasne, każda z misji ma swoje cele - na przykład zabicie 40 kapłanów, czy 400 robotników, ale ich wykonanie trwa na tyle długo, że niejednokrotnie znudzony, przerywałem w połowie. Nie takiej rozrywki oczekuję po grze na stacjonarną konsolę.

Trochę ciekawiej wygląda tryb przetrwania i zabawa wieloosobowa. W pierwszym dostaniemy do wyboru dwa żywioły, a naszym zadaniem będzie po prostu odpieranie kolejnych hord robotników, bez żadnych celów i misji, ot czysta demolka. Wieloosobowo natomiast zmierzymy się na podzielonym ekranie w trybie rywalizacji, kooperacji lub czasowym, gdzie liczyć się będą jedynie punkty, jakie uda nam się zdobyć w określonym przedziale czasu. Warstwa muzyczna jest okropna, zepsuto nawet główny motyw znany ze smartfonów.

Graficznie nie ma rewelacji, choć w tak prostej grze raczej trudno do czegoś się przyczepić. Najważniejsze, że robotnicy są dobrze widoczni i nie zlewają się z otoczeniem. Grałem przy użyciu pada, ale dobrodziejstwa swoich sprzętów wykorzystają również posiadacze Kinectów i PlayStation Move.

bEClQnlF

Werdykt Gra w wersji na konsolę Microsoftu kosztuje 800 MSP. To zdecydowanie za dużo jak na taki tytuł i jeśli faktycznie chcecie zmierzyć się z ludzką determinacją, stając się częścią starej, chrześcijańskiej opowieści, to poczekajcie na jakąś naprawdę konkretną obniżkę. Boli to, że gra nie została rozbudowana względem wersji na smartfony i czuć, że to po prostu zwykły port dostosowany oprawą do większych ekranów. Frajdę zabija monotonia, która nie pojawia się podczas kilkunastominutowej zabawy w metrze czy tramwaju. Kiedy włączam konsolę i telewizor oczekuję bowiem, że gra przykuje mnie do nich na dłużej. Niestety w przypadku Babel Rising tak nie jest. Raczej omijajcie, szczególnie że tegoroczne Summer of Arcade zapowiada się naprawdę nieźle.

Paweł Winiarski

bEClQnmv