Obawiam się jednak, że w trafieniu do młodszych może Ni no Kuni II przeszkodzić fakt, że została wydana u nas w kraju wyłącznie po angielsku (no i japońsku, ale bez choćby angielskich napisów mało kto sobie poradzi). Co prawda nie jest to angielszczyzna na poziomie zaawansowania Original Sin 2 czy LA Noire i większość tekstu będzie zrozumiała dla średnio sprawnego językowo odbiorcy. Mimo wszystko jednak zdarzają się tu nawiązania do języka potocznego czy zniekształcona pisownia, mająca podkreślić nietypową wymowę pewnych słów przez konkretne postaci. Ten specyficzny zapis wynika stąd, że w grze udźwiękowiono wyłącznie najważniejsze dialogi i cutsceny, a większość dialogów zmuszeni jesteśmy czytać.Fanów Wiedźmina zawiedzie też zapewne wynikająca z konwencji liniowość. Jak już wspomniałem, gra to przedstawiciel jRPGów, czego wynikiem jest fakt, że w przygodzie Evana jesteśmy głównie widzem. Przez większość czasu podążamy po prostu za narracją, nie mając wpływu na choćby kolejność dialogów. Dla fanów sandboksów będzie to z pewnością poważna wada, ale tak się po prostu mają rzeczy w tym gatunku. Nagrodą za przywiązanie do smyczy jest jednak niesłabnące tempo opowieści, pozbawionej wypełniacza w postaci nieustannego podróżowania tymi samymi ścieżkami po mapie. Nawet podróż do celu misji ma tutaj tempo, bo świat chociaż otwarty, został zrobiony tak, by w trakcie 30 godzin fabuły poznawało się go krok po kroku, idąc jak przez długi i poskręcany korytarz.Jest to zaś świat ogromny, ale też działający inaczej niż w typowym europejskim RPG. Dzieli się on na miejsca ważne fabularnie oraz łączniki pomiędzy nimi. Podczas podróży pomiędzy ważnymi punktami, bohaterów widzimy jako przesuwające się po mapce figurki o nieco karykaturalnej anatomii. Po świecie krążą też symbolizujące przeciwników pionki, strzegące skarbów, czy choćby przejścia. W momencie, gdy natkniemy się na któregoś z nich, kamera na chwilę wędruje za plecy postaci, przenosząc nas na pole walki. Takowe z grubsza odpowiada stylistyce danej okolicy, choć oczywiście nie odwzorowuje dokładnie jej topografii. Warto wspomnieć też, że wszyscy przeciwnicy są widzialni. Drugi rodzaj lokacji to te, w których dzieją się ważne dla fabuły wydarzenia. Dopiero tam rozgrywka przypomina z grubsza to, co znamy z typowego action erpega.Możecie zapomnieć też o pasjonujących przygodach dodatkowych jak szukanie patelni pewnej babci, bo choć Ni no Kuni 2 kusi 175 misjami dodatkowymi, nikt nawet nie próbuje ukrywać, że chodzi w nich o coś więcej, niż bieganie po mapie i oklepywanie przeciwników. Musimy się jednak zrozumieć, nie czynię grze z tego powodu żadnych wyrzutów i nawet jeżeli nie brzmi to pasjonująco, warto spróbować. Fanów gatunku nie muszę o tym przekonywać, ale jak nie mieliście jeszcze przyjemności z grą tego typu, będziecie zadziwieni jak wiele frajdy to wszystko sprawia. Wszystko dlatego, że taka a nie inna rozgrywka wynika ze świadomego planu twórców.W ramach urozmaicenia dostajemy też dwie (z braku lepszego słowa) minigry. Jedna polega na zarządzaniu królestwem, druga to bitwy. Zarządzanie własnym państwem przypomina krzyżówkę Settlersów i podobnego modułu z Phantom Paina. Budujemy domki o różnym przeznaczeniu, tworzymy armię i zbieramy surowce na kolejne budowle – to taki trochę RTS, ale oczywiście w mocno uproszczonej wersji.