Wszystko w Nex Machina jest... proste. Nie łatwe - proste. Sterowanie to ruch, unik, strzelanie prawą gałką i odpalanie specjali. Plansze są stosunkowo małe, więc czyści się je błyskawicznie, a po chwili gra rzuca nas już w inne miejsce. Kapitalnie zaprojektowano wrogów, którzy choć ochoczo wpadają na pociski gracza, to często mają asy w rękawie. Zwłaszcza gdy atakują hordą niezostawiającą na planszy zbyt wiele miejsca. Nauczenie się ich zachowań to jedno. Dość szybko okaże się jednak, że nawet w tak ultraszybkiej rozgrywce trzeba myśleć i priorytetyzować cele. I zdziwicie się, jak dobrze będzie Wam to wychodzić. W końcu.Prostota, o której piszę, jest wynikiem lat doświadczenia z gatunkiem. I Jarvis, i Housemarque dobrze wiedzieli, gdzie w dwugałowych strzelaninach leży źródło frajdy. W Nex Machina przez większość czasu jesteś o kilka pikseli od śmierci. Jedno trafienie czy wpadnięcie na wroga przeżyjesz tylko pod warunkiem, że podniosłeś tarczę. I to tyle. A pędzi na Ciebie horda robocich bydlaków. Też zawsze. Zabicie ich to nie wszystko, bo na uratowanie czekają też ludzie, którymi prędzej czy później maszyny się zainteresują. I to też każe porzucić myśl o zapuszczaniu korzeni w jednym miejscu. Ludki to punkty, ba, ludki to mnożnik punktów. A po co gra się w takie gry, jak nie po to, by wpisać się jak najwyżej na liście wyników?JTNDZGl2JTIwc3R5bGUlM0QlMjdwb3NpdGlvbiUzQXJlbGF0aXZlJTNCcGFkZGluZy1ib3R0b20lM0E1NyUyNSUyNyUzRSUzQ2lmcmFtZSUyMHNyYyUzRCUyN2h0dHBzJTNBJTJGJTJGZ2Z5Y2F0LmNvbSUyRmlmciUyRlRhbmdpYmxlRmFyb2ZmR3Vlcm5zZXljb3clMjclMjBmcmFtZWJvcmRlciUzRCUyNzAlMjclMjBzY3JvbGxpbmclM0QlMjdubyUyNyUyMHdpZHRoJTNEJTI3MTAwJTI1JTI3JTIwaGVpZ2h0JTNEJTI3MTAwJTI1JTI3JTIwc3R5bGUlM0QlMjdwb3NpdGlvbiUzQWFic29sdXRlJTNCdG9wJTNBMCUzQmxlZnQlM0EwJTNCJTI3JTIwYWxsb3dmdWxsc2NyZWVuJTNFJTNDJTJGaWZyYW1lJTNFJTNDJTJGZGl2JTNFNie myślcie sobie tylko, że chcę Was straszyć. Przeciwnie. Rozczarowany tym, że nie umiem już sadzić Hwoarangiem combosów, podchodziłem ostrożnie do gry, w której refleks odgrywa tak ważną rolę. Ale... o dziwo okazało się, że idzie mi nieźle. Wiele w tym zasługi fantastycznie oszlifowanego sterowania. Dzięki niemu te kilka pikseli dzielących nas od śmierci w zupełności wystarcza. Ginie się tu głównie przez dekoncentrację. A dobrą grę poznaje się właśnie po tym, że po każdej wpadce możesz strzelić sobie facepalma, bo wiesz, że to ty nawaliłeś.Nie uwierzycie, w jakie sytuacje wepchnie Was ta gra. Gdybym miał opisać rozgrywkę, prosiłbym Was chyba o wyobrażenie sobie Geometry Wars, w którym wrogich figur jest trzy razy więcej, a każda z nich strzela czymś innym. Plansze regularnie zmieniają się we fragmenty jakiegoś bullet hell, które przechodzi się na wdechu, bo strach angażować mózg do czegokolwiek, co nie jest grą. Czas na wydech będzie później.Plansze mają swój rytm, który też pomaga. Po części wynika to z fachu autorów, którzy wiedzieli, jak zaprojektować schematy ataku przeciwników, ale równie ważna jest tu muzyka. Elektroniczna - wiadomo, ale niezbyt agresywna. Jeśli napiszę, że masuje neurony, by sprawniej przeskakiwały pod kopułką, to przesadzę? Nie wiem, spróbujmy. Bo faktycznie tak się czuję, gdy odpalam tę grę i po kilku sekundach jestem już w środku akcji. Niby nie wiem, co się dzieje, widzę, że szanse na przeżycie są liche, ale... jakoś daję radę. Czysta radocha. Której bać się nie warto, bo na niższych poziomach trudności jest więcej luzu.