Ale w rozmowie z Twinfinite Ghost Games wyjaśniło, że gracze będą sami chcieli się „podłączyć”. Dlaczego? Otóż w grze funkcjonuje hazardowy system Heat, który w innej formie widzieliśmy już za czasów Need for Speed: Rivals. Im dłużej śmigamy z pościgiem na karku, tym większy mnożnik waluty, jaką zdobędziemy po powrocie do kryjówki. Szalej 40 minut i zgarnij kokosy, za które kupisz i stuningujesz Lambo, albo strać wszystko i co najwyżej powyklinaj sobie do telewizora. Ale jest też trzecia opcja! Można znaleźć gracza z wyższym Heatem niż my oraz „podrzucić” mu naszych stróżów prawa. Bardzo fajny motyw w zasadzie.
Dużo tego NfS-a było w ostatnich dniach, więc powyższy wpis traktuję jako domknięcie Heatowej trylogii. Zobaczyliśmy i przeczytaliśmy wystarczająco dużo, by móc wyrobić sobie wstępną opinię. Mnie interesują wyścigi dzienne, więc sprawdzę w dniu premiery, w najgorszym wypadku szybko odradzając tego, komu tylko będę mógł. W najgorszym. Ale jako nieracjonalny fanatyk arcade’owych ścigałek będę trzymał kciuki. Oraz grał. W Project Gotham Racing, które wczoraj odpaliłem na swoim dziadkowatym Xboksie.