Filmowa przeszłość twórców zobowiązuje, zatem w 1998 pokuszono się o egranizację Abe’s Exoddus. Muddokoni pod przymusem wykopują kości swoich zmarłych, by glukkoni mogli uwarzyć z nich piwo. Przy okazji bezczeszczą jednak święte miejsce i zapominają, że ze zmarłymi też da się zadrzeć –duchy przodków przyzywają Abe’a. Animacja została nawet zgłoszona do Oscara, ale nie przebrnęła przez eliminację. Otrzymała też nominację do muzycznej nagrody Grammy.Po pozytywnych recenzjach, twórcy rzucili się do pracy i niespełna 9 miesięcy później wydali dodatek zatytułowany Abe’s Exoddus. Znów wściekle trudny, a przy okazji niezbyt rewolucyjny. Tym razem naszym celem jest powstrzymanie produkcji SoulStorma. Szybki rzut oka na etykietę zwiastuje przy tym, że jednym ze składników są sproszkowane kości mudokonów z pobliskiego cmentarza. Na podstawie dodatku powstała nawet krótkometrażowa animacja z Oscarowymi ambicjami (patrz: ramka). Gra była co prawda dłuższa od poprzednika, ale nie zawierała też zbyt wielu gameplayowych nowinek.Przede wszystkim wprowadziła opcję zapisu w dowolnym momencie – jednym z głównych zarzutów względem pierwowzoru były oszczędne checkpointy. Do znanych z oryginału odmian ślepych czy chorych mudokonów dołączyły nowe. Jakby mało było problemów z poprzednimi, od teraz nasi podopieczni mogli się na nas dodatkowo obrażać i kręcić nosem nawet o krok od śmierci. Bez przeprosin ani rusz. Technologicznie była to jednak bardzo podobna gra i dalej można było oszukiwać, uciekając przed przeciwnikiem na inny ekran (***). Przewijanie wprowadzi do niej dopiero zapowiedziany na przyszły rok SoulStorm, stanowiący rozszerzenie Exoddus.Lanning od początku mówił jednak, że Abe’s Exoddus nie wlicza się ona do obiecanych pięciu odcinków. Na premierę rzeczywistej kontynuacji pod tytułem Munch’s Oddysee trzeba było poczekać do kolejnej generacji konsol. Sprawy obrały niespodziewany obrót, gdy w 2001 roku do walki o konsolowy rynek włączył się Xbox. Oddworld Industries podpisało wtedy z Microsoftem umowę na wyłączność, a wyposażeni już w PS2 fani zapowiedzieli bojkot konsoli. Pomimo niezadowolenia graczy Munch zadebiutował ostatecznie dopiero na kolejnej generacji sprzętu Sony.Poza trójwymiarem poznaliśmy w nim historię nowej rasy – gabbitów. A zwłaszcza wywodzącego się z nich Muncha, który, podobnie jak kiedyś Abe, zastanawia się, czemu jego plemię zaczęło znikać. Płuca gabbitów okazują się bowiem idealnym materiałem do transplantacji, co pozwala pokonać raka płuc. Bo pomimo braku rąk, glukkoni uwielbiają kurzyć wyjątkowo niezdrowe Lungbustery.Formuła zabawy została nieco rozwinięta – spadł też poziom trudności. Na kolejnych planszach musimy zbierać minionki, dbać o ich bezpieczeństwo i wydawać im proste rozkazy (walka, otwieranie drzwi etc.). Sporo etapów wymaga współpracy między bohaterami (przełączamy się między nimi w trakcie gry). Jak na gatunek trójwymiarowych platformówek wciąż jest to rzecz szalenie unikatowa, ale nie zapada już tak bardzo w pamięci jak poprzedniczki, które sprawiły, że zwykle odruchowo wciskam do słowa Odyssey drugą literkę d.Produkcja ostatecznie przypada graczom do gustu, jednak Lanning nie wspomina współpracy z Microsoftem zbyt dobrze. Decyzja o wyłączności okazała się błędem, bo wydawca próbował obniżyć twórcom budżet o 7 milionów dolarów. Lanning wykazał się wtedy jednak iście glukkońską przedsiębiorczością. Zwrócił się do Davida Perry’ego (znajomy z branży filmowej), który pomógł mu spreparować fałszywe demo na PS2, wykorzystane potem do szantażowania wydawcy.