Najdłuższa podróż była moją pierwszą

Strona głównaNajdłuższa podróż była moją pierwszą
09.08.2019 18:26
Najdłuższa podróż była moją pierwszą
Tatiana Kowalczyk
Tatiana Kowalczyk

O powrotach.

bETFEqOJ

- Mogę popatrzeć? – pytałam często ojca, gdy wieczorami odpalał na komputerze jakąś grę. Jeśli się zgadzał - a zazwyczaj się zgadzał – to brałam sobie krzesło, stawiałam obok niego. On sam często grał bez krzesła. Tak jakoś wychodziło, że klęczał przy biurku, zamiast siedzieć.

Pewnego wieczora, gdy miałam jakieś 7, może 8 lat, ojciec włączył coś nowego.

- Więc pragniecie, żebym wam coś opowiedziała, prawda? – zapytała stara kobieta siedzącej na podłodze dwójki młodych ludzi. W kominku trzeszczał ogień, po przytulnej, naznaczonej historią izbie tańczyło ciepłe światło. Głos staruszki był sympatyczny, ale i przesiąknięty bezdenną melancholią.- Opowieść ta, tak jak wszystkie dobre opowieści, zaczyna się tam, gdzie się kończy. W wieży... w królestwie, którego już nie ma.Rozszerzają mi się oczy. Smukły, nagi mężczyzna o białej skórze dosłownie wisi w powietrzu. Wygląda jak prawdziwy. W muzyce i obrazie kryje się jakaś odwieczna tajemnica i niepokój, których nie mogę zrozumieć i uchwycić.

bETFEqOL

- O co tu chodzi, o co tu chodzi? – dopytuję ojca niecierpliwie.

- Zobaczysz.

Widzimy zgrabną dziewczynę w białej bieliźnie. Budzi się w jakimś dziwnym miejscu, które wyrosło mi przed oczami w akompaniamencie orkiestralnych smyczków. Niebo burzy się od kolorów; mieszaniny brudnego błękitu i żółci.W oddali widzę skaliste, wykręcone w dziwne kształty wzgórza. Częściowo przykrywa je mgła. Piękna dziewczyna chowa twarz w dłoniach w geście zrezygnowania.

– Och, nie… Nie mówcie, że znowu śnię… Wiesz co, miło byłoby raz… jeden, jedyny raz… porządnie przespać całą noc. A nie budzić się z krzykiem o czwartej rano.Być może tak prawdziwie zanurzam się w Najdłuższej podróży, gdy po raz pierwszy – już samodzielnie - wychodzę przed Hotel Graniczny i spotykam Corteza.

bETFEqOR

- Seniorita! – zaczepia mnie, gdy przechodzę obok. – Jak się dziś czujesz, piękna seniorito?

Mówi tym swoim męskim głosem, a ja czuję, że się rumienię; bo przecież w jakimś sensie on mówi do mnie. Czy wolę dzień upalny i słoneczny, tak jak dziś? A może zimny i deszczowy? Co sobie pomyśli o mojej odpowiedzi?

Jakiś czas później spotykamy się znowu w muzeum, a on chce wiedzieć, co widzę w obrazie. A ja przecież nie znam się na sztuce. Mówiąc szczerze, nie rozumiem nawet, gdzie głowa, a gdzie ręka, i czy na obrazie, na którym żłobią się jakieś niezrozumiałe dla mnie linie, jest jedna osoba czy dwie. Zanim wybiorę jakąś opcję dialogową, myślę intensywnie.Moje pierwsze przejście miało miejsce w lipcu 2003 roku, gdy miałam 9 lat. Mogę to swierdzić z taką precyzją dzięki temu, że od przedszkola prowadzę pamiętnik. Gdy koleżanki przychodziły do mnie na nocowanie, sprytnie proponowałam, żebyśmy spędziły wieczór na graniu. A raczej, żebym ja grała, a one patrzyły. Jedna z nich też łyknęła tę magię; moja najlepsza przyjaciółka potrafiła siedzieć ze mną godzinami w wakacje jak byłyśmy jeszcze w podstawówce, patrząc jak gram. W sumie od tego czasu niewiele się zmieniło, bo wtedy też byłyśmy w stanie pochłonąć niebotyczne ilości śmieciowego jedzenia. No, może różnica jest taka, że mając te 9 lat nie widziałyśmy nic złego w siedzeniu do 4 rano i opijaniu się energetykami – w końcu był weekend. Jadłyśmy chipsy cebulowe, żelki Haribo, zamawiałyśmy pizzę pepperoni z jedynej słusznej piastowskiej pizzerii. Co tydzień urządzałyśmy sobie takie małe, dwuosobowe święto.

Chyba nie byłoby kłamstwem stwierdzenie, że Najdłuższa podróż to dla mnie synonim powrotów. Przez wiele lat korzystałam z tej samej kopii gry, zajmującej cztery płyty. Myślę, że ukończyłam ją spokojnie jakieś sześć razy. A może więcej? Nie mam pojęcia. Może to zabrzmi głupio, ale za każdym wracam do Stark i Arkadii w bardzo podniosłej atmosferze. Do dziś pamiętam, jak już w ostatniej klasie liceum znowu odpaliłam grę po kilkuletniej przerwie, po raz pierwszy jako trochę bardziej świadomy odbiorca. Było już późno, wszyscy w domu spali.Zgasiłam światła, zamknęłam się w pokoju, na głowę założyłam słuchawki. Zachwyciłam się po raz kolejny. Gdy siedziałyśmy z Fioną w salonie, spijałam jej z ust każde słowo, kończąc za nią niektóre zdania na głos. Cieszyło mnie, że jest tak dużo opcji dialogowych, że mogę z nią rozmawiać dobrą godzinę. Opowiadała o różnych rzeczach – coś o seksie, o Emmie, o Zacku (którego nazwała skończonym, aroganckim fiutem) oraz o tym, że Mickey jest przykuta w piwnicy. Teraz rozumiałam, co miała na myśli mówiąc, że to dla niej kusząca wizja. Rozumiałam też już, że Mickey nie jest facetem, a żeńskie końcówki to żadna pomyłka.Jak mam wyrazić słowami uczucia, które towarzyszyły ponownym przemierzaniu uliczek Newport czy odwiedzinom akademii sztuk pięknych, w której uczyła się April? Albo gdy rzeźba ożyła, a ja mimo że wiedziałam doskonale, że to zaraz nastąpi, i tak dałam się przestraszyć? Albo duszną, leniwą atmosferę kawiarni, w której leci jeden z najlepszych kawałków całej gry, „Dragon", i to wcale nie autorstwa głównego kompozytora (a Tora Linløkkena)? Mam wrażenie, że są rzeczy, których nie jestem w stanie opisać tak, żeby oddać w pełni to, co chciałabym oddać.

bETFEqOS

Swoje poruszenie uzewnętrzniałam na przestrzeni lat na różne sposoby. Jako nastolatka napisałam opowiadanie na kilkanaście stron, które pod kątem fabuły do złudzenia przypominało Najdłuższą podróż, choć oszukiwałam samą siebie, że wcale tak nie jest. Zdarzyło mi się też rysować April, ale to już wiele lat poźniej, gdy moje rysunki przestały wyglądać nieproporcjonalnie i koślawie. I pomyślałam, że nawet jednym się podzielę, bo czemu nie.Gdzie się podziała ta magia w kolejnych grach? W którym momencie i dlaczego Ragnar Tørnquist ją stracił? A może tak naprawdę ten brakujący składnik to sentyment; silne odczucia z wczesnych lat, gdy jesteśmy w stanie odbierać rzeczy niezwykle intensywnie, bo to dla nas coś zupełnie nowego, pierwszego? Może gdybym usłyszała te dźwięki i wzięła myszkę w dłoń po raz pierwszy dopiero teraz, mając odbiór czysty i niczym nienaznaczony, stwierdziłabym, że nie ma w tej grze nic niezwykłego?Bo dziś faktycznie jedna rzecz w pewnym sensie straciła swój urok. Kiedyś wydawało mi się, że Edyta Olszówka była idealna jako April. Teraz słyszę wyraźnie, że wielokrotnie musiała pracować na scenariuszu pozbawionym kontekstu, prawdopodobnie nie widząc nawet przed sobą obrazu. Zdarza jej się powiedzieć coś dziwnego, tonem zupełnie nie pasującym do sytuacji.Mam jednak wrażenie, że mimo wszystko to i tak pozostaje naprawdę wybitna gra. I że takie będzie moje zdaje jak niedługo w nią znowu zagram. W April wraz z wiekiem mogłam coraz mocniej odnajdywać samą siebie. To naprawdę jedna z najbardziej ludzkich bohaterek, jakie dały nam gry wideo. Zoe wydaje mi się jej niepotrzebną iteracją – Tørnquist powinien był po prostu kontynuować opowieść z Ryan w roli głównej.Problemy, jakich ona doświadcza w życiu codziennym, są niezwykle prozaiczne i realne. Presja jaką odczuwa w związku ze studiami, złożone relacje z rodzicami, poczucie wyobcowania, nagła wyprowadzka i start dorosłego życia. Osłanianie się przed nieszczęściem za płaszczykiem ironii i humoru. To również chyba jedyna gra, w której autentycznie czytałam od deski do deski pamiętnik bohaterki, bo autentycznie pogłębiał ten świat. Dopowiadał też to, czego jako gracz możemy się tylko domyślać, sygnalizując prawdziwe uczucia April wobec ludzi w jej życiu. Trochę na tym polega też wyjątkowość tej gry. Jakimś cudem udaje jej się być barwną, mroczną opowieścią opartą na wątkach fantastycznych, pozostając przy tym historią o traumie małej dziewczynki.Moje wspomnienia nie zniknęły wraz z Bjørnem Arve Lagimem. Człowiek, który stworzył jedne z najpiękniejszych dźwiękowych kompozycji, zaginął w odmętach internetu. Co jakiś czas próbuję wyszukać jego nazwisko, ale niestety nie mam pojęcia, co się z nim dzieje. Czy żyje gdzieś na skarpie z widokiem na morze, ukryty przed ludźmi, popijąc whiskey? A może ślad po nim zaginął, bo po The Saga of Ryzom udało mu się odnaleźć portal do Arkadii, której niezwykłością oddychał i on, i jego muzyka? Chciałabym się kiedyś dowiedzieć.Na zawsze zapamiętam pierwszy strach towarzyszący ujawniającej się żerlicy, której przestraszyła się nawet moja mama. Nie zapomnę lęku towarzyszącego pierwszemu skokowi, ani momentu, gdy Tobias wyprowadził mnie ze świątyni i pokazał tętniący życiem targ pełen dziwnych zwierząt i nachalnych kupców. Chętnie ponownie przeżyję poczucie spokoju i rozluźnienia, gdy uda mi się jeszcze raz wrócić do Stark po odwiedzeniu szalonego alchemika.Doświadczę znowu przyjemności płynącej z konwersacji z Charliem, który ewidentnie czuje do mnie miętę. Rozbawienia przy rozmowach z Flipperem. Przyjaźni z niezastąpionym, wiernym Krukiem. Ale i niepokoju, gdy zauważę, że w Newport zrobiło się dziwnie cicho i pusto, a kawiarnia jest zamknięta; przecież nie powinna.W grudniu minie 20 lat od premiery. Aż nie mogę w to uwierzyć. Zbieram się właśnie do kolejnego powrotu, bo znowu zatęskniłam. I coś czuję, że to nie ostatni raz. A za każdym razem będę oglądać Najdłuższą podróż w innym kontekście, przez soczewkę nowych doświadczeń, odkrywając w niej co i raz rzeczy zupełnie nowe i nieoczekiwane. I nie obchodzi mnie, że to zakończenie może brzmieć sztampowo – niech sobie brzmi na zdrowie.

Udostępnij:
bETFEqOV
Komentarze (31)
bETFEqPH