DG: Ej, ale Peebee jest super! To oczywiście kolejna wariacja na temat dziewczyny z sąsiedztwa (TIFA NA ZAWSZE), na którą lecą tacy ludzie, co to nie mają życia i spędzają cały dzień z grą RPG, ale ona im wyszła. Lubię ją. Coś z tego będzie!BS: Mi ona lata. Wkurzają mnie takie postacie, co próbują być inne na siłę. I ten nieszczęsny "porz-tech". Poza tym, kto jej ten pasek na oczach namalował?DG: ODCZEP SIĘ OD MOJEJ DZIEWCZYNY. To jest emo-gotka-obcy w kosmosie, ja to kupuję.Patryk Fijałkowski: No ja też z Peebee romansowałem, ale tylko dlatego, że Suvi nie chciała. Więc tak o, z braku laku. To jest bardzo nudna postać, bo przewidywalna, jednowymiarowa, ograna. Sporo takich w Andromedzie, zdarzają się niemal na każdym kroku, choć sama galaktyka jest dziwnie cicha.BS: No właśnie, Andromeda to strasznie puste miejsce. W Drodze Mlecznej mamy trzy główne rasy (cztery z ludźmi) i masę dodatkowych. Jest cywilizacja, kwitnie handel, Cytadela i tak dalej. A tutaj nic. Dwie inteligentne rasy, z których jedna zła, bo tak. Ani jednego dużego miasta, jak nie dżungla, to pustynia albo Hoth.DG: Bartek, to jest w ogóle coś, co prowadzi do innego spostrzeżenia - BioWare myśli o galaktykach jak ludzkość o krajach albo, no może, kontynentach. Jak o o miejscach, którym można przypisać konkretne cechy. "O, widać, że nie jesteśmy już w Drodze Mlecznej", mówi Ryder po zobaczeniu jakichś tam latających płaszczek. To mi też nie gra. Znaczy ze mnie żaden astronom, ale wydaje mi się, że galaktyka to nie jest to, co BioWare myśli, że jest. ;)PF: Obiecująca wizja zupełnie nowej galaktyki wyszła studiu w kratkę. I znowu wynika to z kiepskiej jakości pisania. Kiedy wspominam teraz towarzyszy Rydera - przepraszam, PIONIERA - dochodzę do wniosku, że naprawdę ciekawie napisanymi ziomkami był tylko Drack z Jaalem. Oferowali więcej niż wydawało się na pierwszy - a nawet drugi - rzut oka.BS: Drack bardzo super, bo to taki prawdziwy kroganin. Nie patyczkuje się, mówi, co myśli, jest bardzo bezpośredni. I kurde, te jego opowieści wojenne i zwracanie się do każdego "młoda/młody". Za to Jaal urzekł mnie tym, że jako jedyny zachowuje się tam jak ktoś, kto właśnie ma styczność z zupełnie obcą cywilizacją. Bo mam wrażenie, że wszyscy przybysze z Drogi Mlecznej traktują Andromedę jak miejsce, do którego leci się na wakacje. Nic nie dziwi, obce rasy nie zaskakują, a jedynym komentarzem jest: "No, u nas w sumie nie ma takich drzew".DG: Ja Jaala nie lubię i z nim nie gadam, bo nie mogę skumać, w jaki właściwie sposób z nim gadam. No bo z jednej strony gra mocno sugeruje, że się jakieś automatyczne tłumaczenie z obcego na angielski gdzieś dzieje (no bo tak na serio przecież musi, inaczej trzeba by zaakceptować, że obcy z jakiegoś powodu mówią płynnym angielskim). A z drugiej jest kwestia dialogowa, w której Jaal pyta o jakiś idiom angielski, którego nie zrozumiał. No to halo. Kolejna rzecz, która nie ma żadnego sensu. No bo jak tam coś automatycznie tłumaczy, to przecież idiomy nie powinny być problemem innym od reszty języka.PF: Otóż to. Czasami zdaje się, że BioWare nie może się zdecydować czy Andromeda to zupełnie obce, niezrozumiałe miejsce, czy jednak po prostu kolejna garstka standardowych planet, kosmiczne last minute. Raz komunikacja z kettami jest niemożliwa i to jest świetne, ten problem w porozumieniu się z wrogiem, dyskomfort, żelazna bariera językowa, a zaraz potem płynna, bezproblemowa nawijka z angara.Tutaj przeczytacie naszą recenzję Mass Effect: Andromeda.