Lubię to nieco pompatyczne podejście, do czegoś zdawałoby się tak trywialnego jak wyścigi. Po seansie zwiastunów Project Cars (ale w zasadzie większości ścigałek) można odnieść wrażenie, że - parafrazując klasyka - galop mechanicznych koni to nie sprawa życia lub śmierci, a coś znacznie poważniejszego.
Ale powiem Wam, że trochę boję się momentu premiery Project Cars. Nie chciałbym zostać wtedy zalany wiadomościami jak gorzej od prezentowanych filmików gra wygląda na dostępnych śmiertelnikom maszynach. Przekonamy się 8 maja.
Maciej Kowalik