Bo skoro Quill jest małym gryzoniem, to cały świat oglądamy właśnie z jej perspektywy. Porzucony i nadgryziony rdzą hełm zmienia się w jaskinię, źdźbła trawy to już prawie puszcza, przez którą trzeba się przedzierać z mieczem, a jeleń pijący z leśnego strumyka to przerażający gigant. Jednocześnie widać, że obok tego dużego świata istnieje inny, mniejszy. To mysie królestwo z malutkimi, przytulnymi i przytulonymi do drzew albo głazów domkami, wokół których pełno równie małych skrzynek, beczek czy wózeczków. No i, jak przystało na królestwo, mamy też pałac, który poza rozmiarem niczym nie ustępuje temu dużemu, majaczącemu gdzieś w oddali.Może nie tyle przebijanie, bo jako „Czytający” jesteśmy integralną częścią gry, co jej zmiana z lustra weneckiego w normalne okno. Jak w tym powiedzeniu, że kiedy w coś spoglądasz, to coś spogląda również w ciebie. I faktycznie, kiedy zbliżymy głowę do Quill, zacznie się nam ona z ciekawością przyglądać. A kiedy pokonamy wspólnie bardziej skomplikowaną zagadkę, podejdzie do krawędzi i wystawi łapkę, by przybić piątkę. Albo pokaże, co zrobić ze strzelającym żukiem, albo coś nam „zamiga”, bo zna język migowy. I oczywiście, że możemy ją pogłaskać, a kiedy zbyt długo pozostajemy w bezczynności, zacznie nas poganiać, piszcząc przy tym zniecierpliwionym głosikiem.I nie byłoby w tym wszystkim nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że gramy z goglami VR na głowie. To potęguje wrażenie, że „siedzimy” w tym świecie i przemierzamy go razem z Quill, że jesteśmy częścią historii i że mamy na nią większy wpływ, niż gdybyśmy tylko sterowali gryzoniem, przebijając się przez kolejne zagadki.