Microsoft chciał doprowadzić do odrzucenia pozwu, a głównym argumentem miał być fakt, że Johnson nie kupił swojego Xboxa, a dostał w prezencie od żony (zupełnie jak tap-chan). Na nieszczęście korporacji sędzie okręgowy Daniel Stack całkiem rozsądnie uznał, że nie ma to w tej sprawie znaczenia i nie dał racji adwokatowi firmy. Teraz Microsoft ma 21 dni (od 2 września) na zajęcie stanowiska w sprawie. Sądzę, że firma pójdzie z Johnsonem na ugodę, bo ewentualna przegrana stworzyłaby dla korporacji bardzo niebezpieczny precedens dając podstawy do wytaczania procesów przez niezadowolonych klientów. Swoją drogą to nie pierwszy raz Microsoft musi tłumaczyć się przed amerykańskim sądem z produkcji wadliwych konsol.
Uważacie, że w tym sporze Johnosn ma rację, czy też chce tylko wyłudzić pieniądze? Nie ma wątpliwości, że Xbox 360 potrafi porysować płyty, o czym sam boleśnie i wielokrotnie się niestety przekonałem, ale czy kilka zniszczonych gier wartych jest 50 tys. dolarów? A może firmie należy się nauczka za wypuszczanie na rynek wadliwego sprzętu?
[via Destructoid i GamesPolitics]