Wszystko zaczyna się i przebiega praktycznie tak samo. Galaktyczna Federacja po wydarzeniach oryginału uznaje, że Metroidy ("idealny organizm") należy całkowicie wyeliminować. Wszak w popkulturze wystarczą już same ksenomorfy. Samus (uwaga - była kobietą!) ląduje na posępnej planecie SR388 i rozpoczyna radosną sieczkę. A potem przychodzi finał i scenarzyści na chwilę budzą się z dotychczasowego otępienia. Ale milczę, tak w razie czego, jeżeli z tym rozdziałem naszej pasji jesteście na bakier. To pierwszy moment, w którym protagonistka serii prezentuje jakąkolwiek osobowość, a zarazem milutkie uzupełnienie opowiastki jednej z najlepszych gier wszech czasów, czyli SNES-owskiej "trójki".Remake nie szanuje kanonu tylko raz, gdzieś po czternastu godzinach zabawy. I dodaje tam coś wręcz idealnego dla starych fanów. Reszta modyfikacji, jakimi zaskoczy Was Samus Returns, bierze się tak naprawdę z konieczności. Nie można winić MercurySteam za to, że chciało upichcić dobrą grę. Oryginalna "dwójka" była zbyt jednostajna. A zatem niespodziewane potyczki (och, jak bardzo jeden z nowych szefów mnie wymęczył), oskryptowane segmenty, wizualno-muzyczne mrugnięcia oka oraz najważniejsze: wyraźnie rozleglejsze podziemia domowej planety Metroidów - dzięki temu gra spoważniała, urosła i nabrała charakteru. Podczas ewentualnego porównania już samą długością (zajęła mi ponad dziesięć godzin więcej od ostatniej wizyty na SR388) powala pierwowzór na łopatki.Pod względem rozgrywki jest to również inna bajka. Samus może teraz strzelać we wszystkich kierunkach, przez co należało gruntownie przemodelować chociażby starcia z kolejnymi ewolucjami tytułowych rozrabiaków. Wygodne jest uderzenie "z piąchy" służące głównie za wymagającą szybkiej reakcji kontrę na każdy atak. Przeciwnik, bez względu, czy jest to krwiożerczy ślimak, czy kosmiczny nietoperz, rzuca się na bohaterkę, ta odpiera szarżę fizycznym uderzeniem, po czym dobija wroga strzałem z blastera. I tak w koło Maciu - teoretycznie kosmetyczny dodatek całkowicie odmienia tradycyjne oblicze serii. Teraz Metroid jest zdecydowanie szybszy. Co powinno ułatwić standardowe dla gatunku ponowne odwiedzanie znanych rejonów lub bieganie czwarty raz tą samą ścieżką.Ano właśnie. Samus Returns reprezentuje metroidvanie dość stanowczo. Chociaż z szacunku do wersji gameboyowej zachowuje iluzję liniowości. Oznacza to, iż oczywiście, należy znaleźć kolejny kluczowy gadżet - wyrzutnię rakiet, lepszy skok, działko miotające lodem - by otworzyć "te drzwi po lewej stronie mapy, które wcześniej były zamknięte", ale pomiędzy dużymi, otwartymi arenami przeskakujemy dopiero po zabiciu określonej liczby Metroidów. To pewne ułatwienie dla przeciwników ciągłego łażenia w kółko, ponieważ umożliwia pozbawioną stresu podróż w kierunku głównego bossa. Ale w każdej lokacji pozostawiamy wystarczającą liczbę niezbadanych pomieszczeń, by weteranom gatunku zadzwonił ich pajęczy zmysł. Sprytnie i elegancko.