Zdarzają się też głupotki, pokroju obcych płacących olbrzymie kwoty za nasze międzygwiezdne mapy, podczas, gdy oni swoje oddają niemal za darmo. Komputer nie lubi też oferować umów handlowych i naukowych - inicjatywa zwykle jest tu po stronie gracza. Ale mimo tego, chętnie wraca się do stołu negocjacyjnego.Master of Orion ma tę zaletę, ze każde z możliwych zwycięstw jest faktycznie do osiągnięcia - od dyplomatycznego, poprzez ekonomiczne, militarne, naukowe czy na punkty, gdy skończy się limit tur. To miła odmiana w porównaniu do konkurencji, gdzie cześć kryteriów zwycięstwa bywa tak restrykcyjna, że niemal niemożliwa do osiągnięcia.Nie każda interakcja pomiędzy narodami to tak przyjemne doświadczenie, co dyplomacja. Dorzucając kolejny kamyczek do ogródka z napisem “irytujące mikrozarządzanie”, czas na szpiegów. Po zbudowaniu odpowiedniego budynku, co jakiś czas rekrutujemy nowego agenta. Można ich przydzielić do misji kontrwywiadowczych, gdzie siedzą w naszych koloniach i starają się przechwycić wrogich szpiegów, albo też zdecydować się na zlecenie infiltracji wrogich baz.Gdy planujemy wysłać kogoś na misję, wybieramy cel, typ misji i lecimy. Potem tylko czekamy na raporty, oby pozytywne, bo złapanie agenta może skończyć się dla niego deportacją lub egzekucją. Na początku jest to nawet ciekawa zabawa, ale gdy agentów jest dziesięciu, zarządzanie każdym z nich staje się nużąceIm bliżej końca mojej przygody z Master of Orion, tym silniejsze miałem wrażenie, że takimi upierdliwymi szczegółami autorzy chcieli zwyczajnie zalepić brak pomysłu na ciekawe zaprojektowanie rozgrywki. Zdecydowanie ciekawsze rozwiązania oferuje Stellaris, gdzie mamy całe łańcuchy zadań i losowych wydarzeń, a poszczególne kolonie oddaje się w zarządzanie komputerowi.Po co rządzić państwem, gdy można rządzić galaktyką? - Przeczytaj naszą recenzję Stellaris.Na samym początku naszej podróży przywołany został Darth Vader. Uważny czytelnik na pewno od razu zorientował się, że to jakby nie to uniwersum, nie ta marka, nie ta skala… Podobnie jest z producentem - za Master of Orion zabrało się NGD Studios, czyli studio którego dorobek w przypadku gier strategicznych zamyka się na pustej kartce papieru. Na proces powstawania gry mieli wpływ twórcy pierwowzoru i to z jednej strony czuć, z drugiej zaś: dostajemy za mało dobrego produktu.Za wzór dobrego restartu serii stawiam XCOMa, który wykorzystał te elementy starego tytułu, które gracze kochali, jednocześnie wprowadzając takie modyfikacje mechaniki, że całość stała się bardziej dynamiczna. I król ciągle pozostanie na tronie, Master of Orion nie jest w stanie mu w żaden sposób zagrozić.