No dobrze, growi Strażnicy Galaktyki od Telltale mówią przekonująco, ale czy z sensem? Fabuła pierwszego odcinka sezonu zaczyna się pełną rozmachu konfrontacją z samym Thanosem, naczelnym superzłoczyńcą Marvela. Potem historia zabiera nas w dosyć niespodziewane, zaskakująco życiowe miejsca, co przez jakiś czas jest dużą zaletą gry, dopóki nie wracamy do bardziej standardowych wątków. Na pewno jednak nie można odmówić Strażnikom charyzmy, a atmosferze swojskiej "marvelowatości". Historia próbuje lawirować między obyczajem i stylem awanturniczym, i póki co jej to wychodzi; nawet jeśli finał zwiastuje ten bardziej standardowy kierunek.Telltale próbuje też pokazać, że ich Strażnicy Galaktyki to nowinki w rozgrywce, dlatego za pomocą odrzutowych butów Petera jesteśmy w stanie podlecieć i zyskać dostęp do wyższych pięter. W praktyce to po prostu więcej zakamarków po których łazimy, nie robiąc nic ciekawego, ale dodatkowa mobilność i tak cieszy. Zwyczajnie dlatego, że w grze Telltale jakiekolwiek odstępstwo od normy jest na wagę złota.Pewnie z tego samego powodu studio w pewnym momencie dorzuciło też skaner czasu, którego używamy tylko raz, niezbyt przy tym rozumiejąc sens jego zastosowania. Poza tym twórcy uszanowali materiał źródłowy i oprócz kąśliwych uwag, Strażnicy w dyskusjach niekiedy użyją pięści/mieczy/ogromnych giwer/bloków kamienia. W jednym momencie pojawiają się nawet bardziej skomplikowane sekwencje QTE, które pasują do kontekstu, ale zanim zdążą się rozwinąć, zostają sprowadzone do krótkiej, niewykorzystanej ciekawostki.Strażnicy Galaktyki to nie tylko humor i akcja, ale też muzyka popularna z lat 70./80. Telltale odrobiło to zadanie tylko częściowo, bo o ile owszem, pojawiają się charakterystyczne, świetne brzmienia, o tyle jest ich za mało. Poza tym po początkowym dobrym wrażeniu czujniejsze uszy wychwycą, że niekiedy dynamika utworów nie współgra z tym, co dzieje się na ekranie, co skutkuje dziwnym, niezaplanowanym spowolnieniem akcji.Wszystko w tej grze jest już na tyle znane, że miejscami uwagi nie odciąga nawet w miarę interesujący scenariusz. Formuła Telltale stała się tak oklepana, że czasami gramy już na automacie, wiedząc, że ten dialog do niczego nie prowadzi, a to, że ta postać coś tam zapamięta, wcale nie wiąże się z czymkolwiek ważnym. Domyślamy się też, kiedy pojawi się zwrot akcji, kiedy nastąpi segment "chodzony" i w którym momencie gra będzie kazać nam podjąć tylko teoretycznie ważną decyzję.