Dopakowani Skoro o irytujących rzeczach mowa, to część graczy za takie uzna dopalacze porozrzucane po trasach. To w dużej mierze nic nowego, w końcu znajdźki urozmaicające zabawę w serii „Mario Kart” są na porządku dziennym. Skąd więc irytacja? Chodzi o nowe bonusy, które możemy zebrać w trakcie wyścigu - w szczególności o całkowicie nieprzydatny ogon szopa, którym teoretycznie powinniśmy uderzać przeciwników. Teoria to jedno, a praktyka zupełnie coś innego - to atak, który działa jedynie z bliska, przez co trzeba wykorzystać go w odpowiednim momencie, kiedy akurat skupiamy się na wyprzedzaniu - a to wcale nie jest takie proste. Nie trwa on również zbyt długo, więc jeśli już go uruchomicie, to raczej nikłe są szanse na to, że za moment się nie skończy. Lepiej prezentuje się ognisty kwiat, pozwalający wystrzeliwać w stronę rywali niebezpieczne kule ognia. Nie naprowadzają się one same na cel, dlatego trzeba wykazać się małpią zręcznością, szczególnie na zakrętach. Jest jeszcze coś, co nazywa się Lucky 7 i daje dostęp do większości broni w grze, ale trafia się tak rzadko, że nie ma co na ten bonus liczyć. Nie zabrakło także słynnego banana (lub zestawu bananów) - który rzucony na tor sprawia, że przeciwnik wpada w poślizg - oraz żółwiej skorupy, która nieźle radzi sobie z wrogiem. Oczywiście gorzej, jeśli to my jesteśmy celem - trudno przed nią uciec, a trafieni nie tylko stajemy w miejscu, ale również gubimy monety, które powinniśmy przeznaczać na odkrywanie nowych pojazdów. Wszystkie te dodatki dostajemy losowo zarówno my, jak i nasi przeciwnicy, a to oznacza, że tak naprawdę żaden wyścig nie będzie identyczny.