O to zdaje się pytać autor One Chance, małej zmyślnej gry, która bawi się z naszymi przyzwyczajeniami. John Pilgrim jest cenionym naukowcem, który wraz ze swoim zespołem odkrył lek raka. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że wszystko poszło źle. Zamiast leku powstał wirus, który zabija wszystkie żywe komórki. Do wymazania wszelkiego życia na Ziemi został tydzień.
Czy graczowi uda się powstrzymać nadciągającą zagładę? Czy jego małżeństwo przetrwa? Czy on sam przeżyje? Co z jego córką? Pytań jest sporo i w gruncie rzeczy wiele zależy od gracza - gra nie ma jednego zakończenia. To co jest jednak pewne, to to, że nie będzie mógł zmienić wcześniej podjętych decyzji i gdy dotrze do napisów końcowych, nie zobaczy napisu "restart".
One Chance to bardzo ponura opowieść. O upadku, stracie i radzeniu sobie z konsekwencjami. W większości gier fabularnych nasze poczynania nie mają większego znaczenia w ogólnym rozrachunku. To co zrobimy w pierwszej godzinie rozgrywki rzadko kiedy w istotny sposób wpływa na finał. W One Chance decyzji do podjęcia jest zaledwie kilka, ale każda z nich jest nieodwracalna.
Produkcja AwkwardSilenceGames siłą rzeczy kojarzy się z Heavy Rain. Tylko, czy grając w grę Quantic Dream udało się Wam powstrzymać przed wczytywaniem stanu gry? Czy też, wbrew woli autorów, przeszliście ją jeszcze raz?
Mi niestety nie udało się ocalić świata w One Chance. Znajomy uratował głównego bohatera. Ktoś inny machnął na wszystko ręką i spędził ostatnie dni na ziemi razem z rodziną. Co Wy zrobicie? Pamiętajcie, że macie tylko jedną szansę*.
W One Chance zagracie tutaj. Konrad Hildebrand
*tak, wiem, że można wyczyścić pamięć przeglądarki czy odpalić grę na innym komputerze, ale po co? Wczujcie się.