Lost Planet 3 - recenzja

Strona głównaLost Planet 3 - recenzja
02.09.2013 14:00
Lost Planet 3 - recenzja
marcindmjqtx
marcindmjqtx

Śnieżna opowieść pod szyldem Lost Planet nigdy nie rozwinęła skrzydeł. Tym razem Capcom postanowił oddać serię w ręce Amerykanów ze Spark Unlimited licząc na to, że świeże spojrzenie zaowocuje najlepszą jak do tej pory odsłoną Zagubionej Planety. Stało się jednak zupełnie odwrotnie.

Ocena: 2/5 - Oddając śnieżną opowieść w ręce Spark Unlimited, Capcom zrobiło duży błąd i raczej wątpię, żeby po takim zagraniu ktoś jeszcze czekał na kolejną odsłonę - to naprawdę słabe pożegnanie tej generacji konsol. Gra ma problemy z własną tożsamością, próbuje złapać jednocześnie kilka srok za ogon, przez co każdy element jest niedopracowany i potraktowany po łebkach.

Lost Planet i Gears of War były pierwszymi grami jakie widziałem na 360 - w okolicach premiery konsoli, jeszcze na 21-calowym telewizorze CRT. Produkcja Capcom robiła niesamowite wrażenie zarówno oprawą graficzną, jak i niesamowitym klimatem śnieżnej planety. I choć drugie Lost Planet zrezygnowało ze śniegu na rzecz pustyni i kooperacyjnej strzelanki, bawiłem się przy nim naprawdę dobrze. Na to, by gra nazwana Lost Planet 3 była prequelem do dwóch poprzednich odsłon, musiał wpaść jakiś geniusz. Sam pomysł przedstawienia wydarzeń sprzed pierwszego Lost Planet też nie należy do najmądrzejszych - przecież fabularna opowieść nigdy nie była najmocniejszą stroną serii.

Ale stało się, Capcom powierzył grę amerykańskiej ekipie Spark Unlimited, dzięki czemu wskoczymy w skórę Jima Paytona. Brodaty górnik przypominający Nicolasa Cage'a to szczęśliwy mąż i ojciec, który trafił na planetę E.D.N. III w pogoni za pieniędzmi mającymi zapewnić odpowiedni byt jemu i jego rodzinie. NEVEC - korporacja, której częścią stał się Nic... Jim, chce uratować mieszkańców Ziemi, dostarczając im minerały znalezione na lodowej planecie. Wraz z rozwojem opowieści bohater odkrywa coraz mroczniejsze tajemnice firmy.

Broda nie czyni mężczyzną Na pierwszy rzut oka wydawać się może, że Payton to chłopak z sąsiedztwa, z którym już po pierwszej godzinie każdy gracz zacznie się utożsamiać. I tak właśnie by było, gdyby twórcy mieli jakiś pomysł na tę postać. Niestety, Jim to jeden z najbardziej miałkich bohaterów gier ostatnich lat - praktycznie nigdy nie ma nic mądrego do powiedzenia, na jego twarzy zamiast emocji maluje się grymas niezrozumienia, a większość dialogów z mieszkańcami swojej bazy jest w stanie albo przemilczeć, albo skwitować krótkim „OK”. Wielka szkoda, bo to jedno z pierwszych i największych rozczarowań Lost Planet 3. Jima poznajemy już jako starca, który na łożu śmierci opowiada pewnej młodej ślicznotce historię swojego życia. To furtka do niesamowitej opowieści, w której mieliśmy szansę obserwować przemianę bohatera i poczuć jego emocje. Niestety, otwarta na samym początku zostaje przez gracza zapomniana, podczas gdy ten, ziewając, bierze udział w kolejnych nudnych pracach górnika wysłanego na lodową planetę.

Lost Planet 3

Kryzys tożsamości Zwiastuny Lost Planet 3 krzyczały głośno: „Skoro Dead Space 3 to już nie Dead Space, my będziemy nowym Dead Space”. Przez chwilę uwierzyłem nawet tym zapewnieniom, kręcąc jednak nosem z niedowierzaniem. No ale z drugiej strony śnieżna planeta E.D.N. III to dobre miejsce na rozegranie kosmicznego horroru, a znane z poprzednich odsłon gry stwory - Akridy - mogą przy odpowiednio dobrym wyreżyserowaniu scen stanowić całkiem straszne kreatury. I faktycznie, są w Lost Planet 3 dobrze poprowadzone, tajemnicze i dynamiczne momenty. Może i stanowią kalkę stylu Dead Space, ale o dziwo sprawiają sporo frajdy. Sęk w tym, że przez całą grę jest ich raptem kilka i najlepiej smakują na samym początku gry, kiedy niejako poznajemy okoliczności tak zwanej przyrody. Później przepadają jak igła w stogu siana.

Skoro Lost Planet 3 nie jest horrorem, to może jest strzelanką? W takim razie to sadzenie do wrogów z kilkunastu dostępnych w grze broni powinno dostarczać pokładów frajdy. Ale nie dostarcza. Po pierwsze, nieważne czy wybierzecie zestaw pistolet+strzelba, czy pistolet+karabin, i tak przy każdej większej walce dopadnie Was ten sam schemat. Amunicja w lepszej broni się skończy i będziecie biegać z pistoletem. Akridy niższego stopnia wybuchają jak baloniki na dziecięcej imprezie nawet po kilku strzałach z najsłabszej broni, biegającym z rozdziawioną paszczą „pieskom” wystarczy zaserwować kilka kulek w podświetloną na pomarańczowo szczękę, a przyczepionym najczęściej do ścian organizmom wypluwającym z siebie kolejnych Akdridów zaaplikować jeden granat. Tak w skrócie wygląda walka.

Ale przecież seria Lost Planet znana jest z wymagających starć z bossami. A raczej była znana. Amerykanie ze Spark Unlimited postanowili kompletnie olać typowo japońskie podejście do takich walk i zwyczajnie z nich zrezygnowali. Tych kilka dostępnych w grze pojedynków z większymi przeciwnikami to zawsze banalnie prosty schemat, którego można wyuczyć się w moment, przez co pokonanie kreatury nie niesie ze sobą ani grama satysfakcji. I nie ma znaczenia, czy walczycie z Akdridami biegając wesoło na własnych, zanurzonych w śniegu nogach, czy dosiadacie RIG-a (wielki robot górniczy). Nuda osiąga ten sam poziom, z tą różnicą, że mech nie korzysta z żadnej broni, a ogranicza się do bezmyślnego naciśnięcia kontry, a następnie złapania i wykończenia wroga za pomocą metalowych ramion. Zawsze w ten sam sposób, z jedną z dwóch powtarzających się animacji.

To może chociaż eksploracja otwartego świata? Faktycznie, można wracać i zwiedzać znane już miejscówki, trudno jednak wskazać cel takich wypraw. Poboczne zadania, funkcjonujące niejako niezależnie od głównego wątku fabularnego, dzielą się na dwa rodzaje - likwidowanie akridowego tałatajstwa i zbieranie pozostawionej przez stwory energii lub naprawianie uszkodzonych, tudzież zamarzniętych elementów ludzkich instalacji. Pierwsza grupa to niespecjalnie pasjonująca demolka ograniczająca się do bezmyślnego pociągania za spust, druga natomiast to uczestnictwo w prostych sekwencjach QTE, do tego wtórnych i powtarzających się co 2-3 misje. Nic ciekawego. Najgorszy w misjach pobocznych jest fakt, że co jakiś czas nie można posunąć się dalej w temacie fabularnym i zwyczajnie trzeba brać udział w oderwanych od niego zadaniach pobocznych.

Grajcie na siedząco, inaczej uśniecie Wszystkie trzy wymienione wyżej gatunki, którymi Lost Planet 3 chce, a nie potrafi być, spina jedna klamra - nuda. Przebrnięcie przez trwającą około 10-11 godzin kampanię (13 godzin jeśli zdecydujecie się wykonać misje poboczne) to nie tylko walka z monotonią wynikającą z powtarzania tych samych, mocno schematycznych zadań, ale również walka ze snem. Dawno już nie wynudziłem się tak przy jakiejś grze, a wina leży tylko i wyłącznie po stronie Spark Unlimited. Kilku fajnych pomysłów nie można powtarzać w nieskończoność, a opowieść fabularna - jakkolwiek wciągająca by nie była - podana bez odpowiedniej ilości zwrotów akcji, nieprzyprawiona dynamiką, zwyczajnie odpycha. Ani razu nie podskoczyłem, ani razu nie podniosło mi się ciśnienie i ani razu Lost Planet 3 nie przykuło mnie do telewizora wymuszając na mnie przejście jeszcze jednej misji celem poznania fragmentu opowieści. Co gorsza, co jakiś czas gra wytracała na i tak już mizernej dynamice za sprawą mojego ciągłego gubienia się w kolonii stanowiącej bazę wypadową bohatera. Niby rozumiałem co mam zrobić, niby wiedziałem gdzie iść, a jednak zanim dobrnąłem do momentu, w którym system wreszcie zrozumiał, że naprawdę chcę wyruszyć w misję, ja miałem już jedynie ochotę odłożyć pada i wyłączyć konsolę.

Lost Planet 3

Zmarnowany potencjał Planeta E.D.N. III to przygnębiające miejsce, które kilka razy wywołało ciarki na moich plecach. Moment, kiedy podczas wycieczki RIG-iem okolicę zaatakowała burza śnieżna zrobił na mnie spore wrażenie. Mechanizmy mojego mecha zotały zamrożone i odpierając ataki Akdridów musiałem poradzić sobie z grubą warstwą lodu otaczającą kroczące żelastwo. Ta przygoda rozbudziła we mnie nadzieje - niestety płonne, bo już do końca gry nic równie fajnego mi się nie przytrafiło. Wspomniana sytuacja to doskonały pokaz tego, w którą stronę powinno było pójść Lost Planet 3 jako całość, serwując tego typu momenty częściej, każdy kolejny doprawiając jeszcze większą dramaturgią. Podobnie sprawa wygląda w temacie klimatu - w grze są może 2-3 fragmenty, w których ktoś zrozumiał, że odpowiednimi sztuczkami graficznymi można zrobić na graczu wrażenie (krajobrazy). Niestety, te same osoby postanowiły przyozdobić Lost Planet 3 słabej jakości teksturami, które już po pierwszym kontakcie powstrzymają Was od przyglądania się lodowym ścianom. Karny jeżyk należy się też osobom odpowiedzialnym za ścieżkę dźwiękową gry, a szczególnie za listę odtwarzania utworów podczas podróży RIG-iem. Monotonne, podobne do siebie utwory country to nie był dobry pomysł. Rozczarowuje również techniczne ogarnięcie tematu - gra potrafi nieźle chrupnąć przy większych akcjach, momentami o pomstę do nieba wołają aktorzy podkładający głos pod postacie. Dawno nie słyszałem tak znudzonych swoją pracą ludzi (grałem w angielską wersję gry, bez polskich napisów). Ale szlag trafiał mnie dopiero kiedy zmieniałem lokację lub jeździłem po kolonii windą - ekrany ładowania nie dość, że trwają po kilkanaście sekund to jest ich zwyczajnie za dużo. Czasem zamiast nich widać krótkie, vlogowe nagrania Jima lub jego żony, szkoda jednak, że jest ich tak mało.

Werdykt Lost Planet 3 to najgorsza część serii. Oddając śnieżną opowieść w ręce Spark Unlimited, Capcom zrobiło duży błąd i raczej wątpię, żeby po takim zagraniu ktoś jeszcze czekał na kolejną odsłonę - to naprawdę słabe pożegnanie tej generacji konsol. Gra ma problemy z własną tożsamością, próbuje złapać jednocześnie kilka srok za ogon, przez co każdy element jest niedopracowany i potraktowany po łebkach. Ni to horror, ni strzelanka, ni gra z otwartym światem. Ot, takie nie wiadomo co. Technicznie to również jedynie przeciętniak, który absolutnie niczym nie zachwyca. Fani serii, którzy bardzo chcą poznać wydarzenia poprzedzające opowieść z dwóch pierwszych części niech poczekają na cenowe promocje, bo kupowanie Lost Planet 3 na premierę nie ma najmniejszego sensu. Szczególnie że na jesień przewidziano kilka naprawdę solidnych pozycji, które wyczyszczą Wasze portfele.

Ocena: 2/5 - Ostatecznie (Ocenę 2 otrzymują gry słabe, ale niepozbawione dobrych momentów. Zdecydowanie tylko dla fanów gatunku, tylko, jeśli nie ma niczego innego do grania).

Paweł Winiarski

  • Platformy: PS3, X360, PC
  • Producent: Spark Unlimited
  • Wydawca: Capcom
  • Dystrybutor: Cenega
  • PEGI: 16

Egzemplarz gry w wersji na PS3 został udostępniony przez dystrybutora.

Lost Planet 3 (PS3)

  • Gatunek: akcja
  • Kategoria wiekowa: od 16 lat
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)