Tu trzeba zaznaczyć, że choć Let It Die to produkcja dla jednego gracza i wspina się samotnie, obecność innych da się odczuć na różne sposoby. Jednym z nich są wspomniani hejterzy, postacie, które zginęły na danym obszarze. Mają zwykle wyższy poziom i lepszy sprzęt, choć zdarzają się też bokserzy w bieliźnie.Gdy jednak słyszy się ich wrzask i widzi pomarańczową nazwę, warto sięgnąć po dobrą broń i upewnić się, że żadni szeregowi wrogowie nie zakłócą nam walki – hejterzy zresztą też mordują ich bez litości. Można też stworzyć hejtera – wybrać jedną z nieużywanych postaci, które wiszą sobie w lodówce i wysłać na ekspedycję. Kontrolę nad nią przejmie gra, a po jakimś czasie śmiałek wróci z łupami. System trochę przypomina mi pionki z Dragon’s Dogma, które też urządzały sobie wypady do innych światów.W ramach „multi, ale w singlu” można jeszcze wsiąść w tokijskie metro i osobiście wybrać się na stację drugiego gracza, by okraść go z kasy i porwać jego wojowników, jeśli wystawił jakichś do obrony. Obrońcami też steruje gra, a system jest niestety dość niedopracowany - trzeba przygotować dużo potężnych postaci, by poradziły sobie z nawet średnim graczem. Dlatego w społeczności przyjęto strategię wydawania nadmiarowej kasy i nie wyciągania postaci z lodówki, by nie narażać się na konieczność odbijania porwanych. Choć zawsze może to zrobić kolega z naszej drużyny. Mam nadzieję, że doczekamy się jakiejś aktualizacji tego trybu – np. dodania pułapek podobnych do tych, na jakie gracz natyka się w wieży, bo póki co Tokyo Death Metro albo się kocha za łatwą kasę, albo nienawidzi.Nie ma więc w Let It Die pojedynków twarzą w twarz, nie ma też żadnej kooperacji. Ale przez tę rywalizację nie wprost całość przypomina nieco koszmarny reality show - jak Battle Royale czy Igrzyska Śmierci. Mam też teorię, że to rodzaj Matriksa, gdzie prawdziwi ludzie podłączeni są do gry (mają gniazda na ciele), w którą postać gracza gra w salonie. Nijak nie wyjaśnia to, czemu postać Wujaszka Śmierci istnieje zarówno w grze, jak i w salonie, ale takich dziwnych pomysłów znajdziecie w Let It Die więcej.Wspomniałem wcześniej o postaciach w lodówce, bowiem w przeciwieństwie do rozmaitych gier, nie tworzy się tu jednego słusznego alter ego gracza. Nie ma co przyzwyczajać do postaci, bo największy wyróżnik i zarazem sposób na tę grę kryje się w jej tytule: pozwól im zginąć. Wojownicy i wojowniczki będą ginąć i czasem nie opłaca się ich wykupować od śmierci. Stopniowo staną się zbędni – postacie rozwija się tu tylko do pewnego poziomu, a w miarę wspinania się wyżej gra daje możliwość zakupu i rozwijania lepszych. Miejsca w lodówce brakuje, więc co jakiś czas trzeba wyrzucić kogoś starego. Wujek Śmierć załatwia to osobiście, piłą mechaniczną - gra pełna jest zresztą takich niesmacznych, ale zabawnych smaczków i czarnego humoru.