Zawsze mieliśmy do czynienia z super bohaterami, ale żeby mianem tym określać przestępców takich jak Joker, Harley, Harvey, Pingwin i masa innych gwiazd z uniwersum Batmana? Każda, nawet najgorsza szuja choć raz staje jednak w swoim życiu w sytuacji, gdy spotyka jeszcze gorszego złoczyńcę. Rzecz taka przytrafia się bohaterom nowego Lego DC. Czarne charaktery jak zawsze dzień i noc knują co by tu zrobić, żeby przejąć kontrolę nad miastem, aż pewnego dnia klockowe Metropolis nawiedza walczący o sprawiedliwość Syndykat. Organizacja gotowa, by ostatecznie stawić czoła kolejnym diabolicznym planom Jokerów tego świata i przywrócić sprawiedliwość. Tylko, że...Wszystko pięknie, superbohaterowie teoretycznie powinni cieszyć się z przybyłego wsparcia... Problem polega jednak na tym, że stare służby porządkowe nagle znikają. Na dokładkę członkowie Syndykatu zaczynają w pewnym momencie zachowywać się dość podejrzanie. Niby biją po psykach tych, których bić trzeba i wprowadzają sprawiedliwość, niby wyglądają, jak trzeba... tylko coś ten nowy Batman taki nazbyt medialny, a Superman... cóż. Zdaje się, że intencje Syndykatu nie są do końca jasne i tak Joker ze spółką po raz pierwszy zamiast niszczyć i grabić, mają okazję wreszcie zrobić coś dobrego dla świata. Ale oczywiście tylko do momentu, gdy nie powróci w końcu dawny konflikt interesów. Walczą tylko o przywrócenie status quo, ale paradoksalnie mają szansę uratować miasto przed większym nieszczęściem, niż oni sami. Świta Wolanda jako żywa.TT wielokrotnie pokazało nam już, że świetnie umie reinterpretować istniejące dzieła kultury i przerabiać je na lekkostrawne, okraszone niewymuszonym humorem historyjki. Dopiero jednak wykazując się własną inwencją, scenarzyści studia pokazali, że ich równa forma to nie tylko wynik kupowania przez mocodawcę właściwych licencji (ech, a miałem nie wbijać szpilek Telltale). Opowieść z Super Villains to po prostu kawał świetnego scenariusza, godnego nawet „poważnej” gry o super bohaterach w stylu Batmanów Rockstedy.Jasne, pomysł na zamianę ról to w sumie prosta sztuczka, ale i taki oczywisty pomysł trzeba umieć zrealizować. TT nieskrępowane natomiast ryzami cudzego scenariusza i przymusem wyciągnięcia z materiału źródłowego tylko kilku najciekawszych scen – byle tylko zmieścić parę filmów w jednej grze – pokazało, że umie tworzyć bardzo uporządkowane, wcale nie jednowątkowe fabuły. Z fajnie napisanymi, okraszonymi świetnym dubbingiem (również polskim) dialogami. Nigdy nie przypuszczałbym, że będę bał się zaspoilować wam fabułę w grach Lego.