I oto nadeszła pełna wersja złożona z pięciu śledztw, ze wspólnym wątkiem w postaci mordercy Billa.Najlepsze jest to - i kieruję te słowa przede wszystkim do osób stroniących od przerysowanych wątków mistycznych – że nie wiadomo do końca, czy Bill jest tylko wymysłem Milesa, czy niespokojnym duchem, który dręczy detektywa. To, że jego natrętny głos milknie tylko pod wpływem procentów albo narkotyków, o niczym nie świadczy. Bill zresztą nie jest jedyną osobą, która wspiera Fordhama w trakcie śledztwa. Istotną rolę gra jego żona oraz przyjaciółka pracująca w policji, która aby wyrwać detektywa ze stanu katatonii, zleca mu śledztwa na boku, bez wiedzy szefostwa. Ta specyficzna sytuacja powoduje zresztą, że Fordham nie może nikogo zmusić do mówienia, ponieważ działa poniekąd w cywilu. Częstokroć też na drodze stoją mu sami policjanci, np. nie chcąc go dopuścić do miejsca zbrodni.Konstrukcje zadań w Lamplight są zupełnie inne niż w większości RPG albo przygodówek, bowiem postęp w śledztwie nie jest każdorazowo zaznaczany. Nikt nie prowadzi Fordhama za rękę – "kochanieńki, idź do wdowy, a teraz sprawdź jej pokój, pod łóżkiem masz znak zapytania, zajrzyj koniecznie, a potem zdaj relację w komisariacie, o, za tymi drzwiami, zaznaczyłam ci wszystko strzałkami, żebyś się nie pogubił, głupku". Nic z tych rzeczy.Nie mamy też narzucanej kolejności odwiedzania lokacji ani przesłuchiwania ludzi. A chronologia ma znaczenie, ponieważ ludzie kręcą, napuszczają detektywa na siebie, zdradzają szczegóły, które ktoś inny pominął. Trzeba też rozmawiać ostrożnie i z wyczuciem, bo może się zdarzyć, że za mocno naciskana osoba zrazi się do Fordhama i bezpowrotnie stracimy do niej dostęp. Bill, który w odróżnieniu od Milesa ma empatię i wyczucie, przestrzega przed zadawaniem niektórych pytań. No ale on jest przecież martwy. Może sobie gadać co chce, ale w końcu to Fordham podejmuje decyzje.Z tego powodu każdą sprawę należy przejść za jednym zamachem, bez robienia dłuższych przerw, a to dlatego, że nie uświadczymy tutaj rozbudowanego dziennika. Stwierdzam wręcz, że jest tu najskromniejszy możliwy ekwipunek, zebranych przedmiotów nie ma nawet jak obejrzeć. W dzienniku na jednej stronie znajduje się lista osób podejrzanych, z czego każda opisana jest jednym zdanie, na drugiej mamy główne kwestie związane z zadaniem – jakie miejsce sprawdzić i z kim pogadać. Na kolejnej kartce jest treść różnych znalezionych w toku śledztwa dokumentów. Ale wszystkie dialogi usłyszymy tylko raz i nie są one nigdzie zapisywane. Jeśli zatem prześpimy jakąś ważną informację, może nam umknąć poszlaka albo jakaś istotna wskazówka. Na szczęście, Bill dość często podsumowuje rozmowy i wygłasza wnioski z przesłuchania.Lamplight City nie stoi na najwyższym poziomie jeśli chodzi o łamigłówki, ale dzięki temu gra jest autentyczna. W końcu łazimy po mieszkaniach normalnych ludzi, a nie po labiryntach szaleńców. Zadaniem prywatnego detektywa nie jest każdorazowe łączenie kabelków, układanie puzzli albo przesuwanie płytek. Nie każde mieszkanie kryje ukryte drzwi, które otwierają się w momencie gdy w odpowiedni sposób wysuniemy książki w biblioteczce. Cały urok tkwi w odkrywaniu prawdy kryjącej się za morderstwami i porwaniami.Nic w tej grze nie jest zresztą ostateczne. To gracz decyduje, czy już uzyskał wystarczającą liczbę dowodów i może zamknąć sprawę. To jest zresztą powód, dla którego w sieci istnieje tak wiele opinii na temat długości gry. Mi dojście do napisów końcowych zajęło 17 godzin. Ale komuś ukończenie przygody Fordhama może zająć połowę tego czasu.