Gra Tomasza Schreibera przetrwała do naszych czasów (sam jej autor, profesor matematyki, zmarł w 2010 roku). Ile podobnych produkcji rozmagnesowuje się na schowanych gdzieś na strychach lub w piwnicach kasetach i dyskietkach – nie wiadomo. Ponieważ amstradowców było mało, nie wydawano tych programów komercyjnie (jak miało to miejsce w przypadku Atari czy C64), bardzo ograniczona była również wymiana na giełdach (jak w przypadku Spectrum). Programów na Amstrada nie emitowano także w audycji „Radiokomputer”. W efekcie interesujące polskie gry zachowały się co najwyżej w formie listingów wydrukowanych w IKS-ie lub Bajtku.Przemysław Siwiński (lat 13) przysłał do Bajtka grę edukacyjną, w instrukcji której czytamy: „Wyobraźcie sobie, że nad naszym miastem zawisło niebezpieczeństwo. Przybysze z kosmosu postanowili je zniszczyć, zrzucając burzące bomby. Spadającą bombę można rozbroić, wykonując napisane na niej zadanie. Jeśli uczynimy to bezbłędnie, bomba zawiśnie w powietrzu i będziemy mogli ją zestrzelić. Jeśli jednak pomylimy się lub nie starczy nam czasu, bomba spadnie na miasto, a kilka domów legnie w gruzach”. Gra miała pomóc w nauce matematyki 10-letniej siostrze autora, Bianeczce.– Nie przypominam sobie, żebym miała problemy z matematyką – wspomina dziś dr Bianka Siwińska, inicjatorka akcji „Dziewczyny na politechniki!”, dodając po chwili, że od gier brata wolała Fruity Franka i Roland on the Ropes.– Moim największym dziełem programistycznym na Amstrada była gra platformowa zatytułowana Miauczur, przygody kota w zaczarowanym świecie pełnym pułapek, myszy i złych psów – opowiada po latach Przemysław Siwiński. – Kilkanaście bardzo zróżnicowanych, ciekawie zaprojektowanych poziomów, dużo humoru i bardzo wysoki poziom trudności. Byłem bardzo dumny z Miauczura. To było moje opus magnum. Niestety, program okazał się zbyt długi, by trafić na łamy Bajtka, i tak Miauczur zaginął bezpowrotnie.Ojcem Przemysława i Bianki, odpowiedzialnym za zakup ich Amstrada, jest Waldemar Siwiński, założyciel i redaktor naczelny Bajtka, nie może zatem dziwić promocja tego komputera na łamach magazynu. Podobnie jak w przypadku Atari, C64 czy Spectrum w każdym numerze miesięcznika pojawiał się „klan Amstrada” – recenzje sprzętowych nowości, opisy programów, listingi i porady (publikował je tam między innymi Tomasz Pyć).A jednak nie na wiele się to zdało – Amstrad nie podbił serc polskich użytkowników komputerów domowych. Tylko 3% uczestników ankiety przeprowadzonej w 1988 roku wśród czytelników Bajtka przyznało się do posiadania Amstrada (atarowców było ponad 60%, właścicieli ZX Spectrum – 20%, a C64 – ponad 10%, więcej zwolenników niż Amstrad miał nawet IBM PC).Oprócz ceny samego komputera na takie, a nie inne preferencje polskich posiadaczy mikrokomputerów wpływ miały również inne finansowe niedogodności związane z użytkowaniem Amstrada: nietypowa 3-calowa dyskietka, czterokrotnie droższa od standardowej, czy tylko jeden port joysticka, uniemożliwiający wspólną zabawę dwóm graczom równocześnie (można było kupić specjalny, oczywiście droższy joystick, w obudowie którego zainstalowano gniazdo do szeregowego podpięcia drugiego drążka).Piotr Deręgowski, założyciel klubu komputerowego AM-studio, zrzeszającego miłośników Amstrada, szacował, że w 1987 roku mogło być tych maszyn w Polsce nawet 14 tysięcy.We wspomnieniach polskich użytkowników Amstrada jedna gra powraca najczęściej – Fruity Frank (1984). To bardzo bliski krewny nieobecnych na Amstradzie Dig Duga i Mr. Do!, w którym tytułowy bohater kopie tunele, zbiera owoce i unika potworów. Te ostatnie można wyeliminować strzałem z pestki jabłka lub po prostu precyzyjnie zepchniętym na głowę jabłkiem przygnieść (jednak jabłko bywa zabójcze także dla Franka). Zmagania te odbywają się przy akompaniamencie tradycyjnych brytyjskich melodii. Mimo popularności FF twórca gry, Steve Wallis, porzucił branżę elektronicznej rozrywki, by resztę życia poświęcić promowaniu utopijnego socjalizmu – tym razem bez większych sukcesów. Zmarł w 2014 roku.– Dysponujemy 25 pozycjami z zakresu literatury, w tym kilkoma przekładami na język polski. Udało nam się także zgromadzić około 500 programów – reklamował ofertę AM-studio.Klub prenumerował również zachodnie czasopisma poświęcone Amstradowi, ułatwiał nawiązanie kontaktu z zagranicznymi użytkownikami tego sprzętu, a także tworzył własne aplikacje edukacyjne.