Kirby Mass Attack - recenzja

Strona głównaKirby Mass Attack - recenzja
23.11.2011 18:00
Kirby Mass Attack - recenzja
marcindmjqtx
marcindmjqtx

Kirby to jedna z najbardziej znanych i jednocześnie najsympatyczniejszych postaci, jaka pojawiła się na konsolach Nintendo. I choć od dobrych kilku miesięcy japoński gigant skupia się raczej na promocji 3DS-a, to nie zapomina o posiadaczach dual screenów. To właśnie dla nich na rynku pojawił się Kirby Mass Attack, czyli kolejna porcja przygód różowej kulki.

Historia jest typowa dla tego typu gier, zabawna i niezbyt poważna. Niejaki Necrodeus, lider Gangu Czaszek, za pomocą swojej magicznej laski rozbija Kirby'ego na dziesięć części - a właściwie 10 klonów. Bez najmniejszych problemów pokonuje jednego z nich, a następnie znika, by realizować swoje niecne zamiary. Zrozpaczony Kirby spotyka świecącą gwiazdę, która zachęca go do walki. Tak oto bohater, napełniony nadzieją, wyrusza w niebezpieczną podróż, której głównym celem jest pokonanie oprawcy.

Stuk-puk „Kirby Mass Attack” to platformówka, która różni się od klasycznych tytułów tego typu sposobem sterowania. Krzyżak idzie w odstawkę, sterowanie odbywa się przy użyciu dotykowego ekranu. Stukając stylusem w jakieś miejsce, przywołujemy Kirbych. Wykonując szybkie przesunięcie patyczka po ekranie, uruchamiamy atak (wygląda to tak, jakbyśmy stylusem wystrzeliwali kulki w konkretnym kierunku). Gest ten działa tylko na jednego bohatera, dlatego trzeba powtórzyć go w stosunku do każdego klona. Dwukrotne stuknięcie w ekran zachęca nasze postacie do podbiegnięcia, a złapanie ich wszystkich stylusem powoduje, że przez chwilę wskakują do niebieskiej bańki i możemy unieść je w powietrzu. Każdy z Kirbych ma 3 poziomy życia - różowy to maksimum, a po celnym ciosie od wroga lub nadzianiu się na jakąś przeszkodę kulka robi się niebieska. Trzeci kolor to w zasadzie zgon - wtedy bohater przybiera postać aniołka. Wystarczy go jednak złapać i ściągnąć na ziemię, by powrócił do koloru niebieskiego. Co jakiś czas traficie na złote kręgi, przez które warto przeprowadzić ranne kulki - wrócą one wtedy do wyjściowego, różowego stanu.

Jeden z dziesięciu Na początku każdego ze światów (a jest ich 5), będziemy rozpoczynać zabawę jako jeden z dziesięciu klonów Kirby'ego. Zbierając porozrzucane tu i ówdzie owoce, napełnimy specjalny pasek. Gdy ten sięgnie setki, otrzymamy kolejnego klona. W taki sposób kompletujemy drużynę Kirbych, których może być maksymalnie dziesięciu. Im większa liczba małych herosów, tym mocniejsze ataki i większe szanse na pokonanie przeciwności losu, szczególnie stojących na końcu każdego świata bossów. W grze spotkamy ponadto dźwignie i haki, które będą wymagać konkretnej liczby Kirbych. Zebraliście ich zbyt mało? Nic straconego, wystarczy wrócić do któregoś z wcześniejszych etapów i zwyczajnie przejść go ponownie, zwracając szczególną uwagę na wszelkie miejsca, w których możemy pozyskać owoce.

Bez sztampy Poziomy są urozmaicone. Przez większość czasu będziemy się poruszać w zasadzie tylko w prawą stronę, kierując się do drzwi stanowiących koniec etapu. Trudno jednak wskazać dwie identyczne plansze, na każdej z nich znajdujemy zupełnie nowe przeszkody, a także różne konfiguracje wrogów (którzy na pierwszy rzut oka nie wyglądają groźnie, ale potrafią nieźle namieszać w naszych różowych szykach). Co jakiś czas trafimy na etapy, które odstają od standardu - doskonałym tego przykładem jest wycieczka balonem, gdzie musimy tak przechylać kosz, by nie tylko unikać powietrznych przeszkód, ale również łapać porozrzucane na niebie znajdźki.

Kirby Mass Attack gameplay video

Poziom trudności jest nierówny. Pierwsze dwa światy to bułka z masłem, schody zaczynają się natomiast już na trzecim, także przygotujcie sporą dawkę cierpliwości i nie liczcie na to, że przechodzenie etapu za jednym podejściem nigdy się nie skończy. Będziecie musieli wykazać się nie tylko pomysłowością, ale również małpią wręcz zręcznością. Gra przeznaczona jest dla osób powyżej trzeciego roku życia, można więc wysnuć wniosek, że to świetny tytuł dla dzieci. I tak właśnie jest, ale tylko na początku. Kilkulatek w pewnym momencie przestaje dawać sobie radę. To oczywiście dobrze z punktu widzenia wymiataczy, którzy zjedli zęby na grach, ale spora część młodszych odbiorców z tego powodu odstawi grę na półkę.

Poza fabularnym trybem platformówki będziecie mogli zagrać w minigry, odblokowywane wraz z postępem przygody. Nie są to żadne „popierdółki”, ale naprawdę fajne pomysły. Szczególnie przypadł mi do gustu pinball, pasujący stylistycznie do całej gry. To miły odpoczynek od właściwej rozgrywki, szczególnie jeśli na granie macie tylko kilka minut.

Słodko i kolorowo Nintendo Dual Screen to już dość leciwy sprzęt, ale nie jest to absolutnie argument do słabej oprawy. „Kirby Mass Attack” wygląda bardzo ładnie, niezwykle kolorowo. Niestety po jakimś czasie można się przesłodzić - dla jednych będzie to wada, inni nie będą w stanie oderwać wzroku od słodkiej, cukierkowej oprawy. Warto docenić kunszt grafików, bo nie poszli na łatwiznę. Na każdej z plansz coś się dzieje, jeśli nie na pierwszym planie, to gdzieś obok. To takie dziwne uczucie - mijacie pewien fragment planszy, widzicie coś ładnego przez raptem sekundę, dwie. A przecież nad narysowaniem tego ktoś musiał spędzić sporo czasu. O ile wszelkiej maści odgłosy wyszły świetnie i doskonale pasują do wizualizacji, o tyle muzyka jest dość monotonna. Melodie brzmią fajnie, ale szybko się nudzą, mogłoby być ich zdecydowanie więcej albo chociaż mogłyby występować w jakichś innych miksach.

Werdykt Skoro na okładce widnieje sympatyczna, różowa kulka, to możemy mieć pewność, że otrzymamy słodką i wciągającą przygodę. HAL Laboratory wywiązało się z zadania, tworząc platformówkę wysokich lotów. Przeznaczony na Dual Screena „Kirby Mass Attack” przykuł mnie do 3DS-a na dłużej, niż niejeden trójwymiarowy tytuł stworzony specjalnie dla nowej konsoli Nintendo. „Mass Attack” przypomina, o co chodzi w pomysłowych platformówkach, pokazując ponadto, jak duża siła drzemie w popularnym ekranie dotykowym przenośnych konsol Nintendo. Humorystyczna przygoda wciąga, urzekając słodkim klimatem i wykonaniem. Warto dać się porwać różowemu szaleństwu.

Ocena: 4/5 - Warto (Ocenę 4 otrzymują gry, które sprawiają sporą frajdę, ale brakuje im ostatecznych szlifów).

Data premiery: 28.10.2011 Deweloper: HAL Laboratory, Inc. Wydawca: Nintendo Dystrybutor: Stadlbauer PEGI: 3

Egzemplarz do recenzji udostępnił dystrybutor, firma Stadlbauer.

Paweł Winiarski

Udostępnij:
Komentarze (0)