Koszmar wojny Najemnik to zupełnie inne podejście do konfliktu na linii ISA-Helghaści. Bohater gry, Arran Danner, to emerytowany żołnierz UCA, dziś cyngiel do wynajęcia. Kompletnie nie interesuje go podłoże niesnasek, ani to, kto aktualnie święci triumfy. Chce zarobić, a jak powszechnie wiadomo, wojna to ogromne pieniądze. Tytułowy najemnik to specjalista od misji niemożliwych, przez co w grze weźmiemy udział w akcjach ratunkowych, typowej dywersji czy likwidacji urządzeń uniemożliwiających jednostkom powietrznym atak na bazę wroga. I nigdy nie będzie spokojnie, zawsze na naszej drodze staną hordy uzbrojonych po zęby przeciwników. Gra prowadzi jednak za rękę. Nie ma mowy o otwartym świecie i przyjmowaniu zleceń wedle uznania. Ale nie traktujcie tego jako minus, bo choć w przenośnym Killzonie liczą się przede wszystkim pieniądze, Guerrilla Cambridge opowiada ciekawą historię, świetnie uzupełniającą opowieść znaną z trylogii. Wraz z jej rozwojem, w związku z fabularnymi twistami okazuje się ponadto, że popracujemy dla obu stron, co jest znaczącą nowością dla serii. Dzięki takiemu zabiegowi twórcom udało się nie tylko pokazać koszmar wojny, ale przede wszystkim rzucić zupełnie nowe światło na konflikt. Dotychczas zawsze uważałem siły ISA za te dobre, a Helghaści jawili mi się jako podli oprawcy - niby walczyli o swoją niepodległość, ale przedstawiano ich w takim świetle, że moim pierwszym skojarzeniem byli zawsze naziści. Po spędzeniu z trybem kampanii ponad pięciu godzin (normalnym poziom trudności) zmieniłem podejście, widząc okrucieństwa, jakich dopuszczają się obie strony. W tym konflikcie nie ma dobrych i złych. Są tylko strony, które po trupach dążą do dominacji, łapiąc każdy środek do osiągnięcia swojego celu. Przyznaję, tego po Killzone: Najemnik się nie spodziewałem i jestem bardzo pozytywnie zaskoczony.