Jim Sterling tak zdenerwował studio, że te postanowiło go pozwać

Jim Sterling tak zdenerwował studio, że te postanowiło go pozwać18.03.2016 12:18
Jim Sterling tak zdenerwował studio, że te postanowiło go pozwać
Bartosz Stodolny

Całość jest dość komiczna, żeby nie powiedzieć absurdalna, ale z drugiej strony - stawką jest 10 milionów dolarów, których Digital Homicide żąda od Sterlinga.

Tak to już jest w tej branży, że nie zawsze wychodzi. Mimo usilnych starań twórców i wielu miesięcy ciężkiej pracy sporo gier jest po prostu słabych. Czasem, jak w przypadku pecetowych Batman: Arkham Knight i Gears of War: Ultimate Edition, kiepski stan produkcji wynika z pośpiechu i chorej pogoni za dotrzymaniem wyznaczonego przez wydawcę terminu premiery. Kiedy indziej po prostu komuś zabrakło umiejętności.

Z tą drugą opcją mamy do czynienia w przypadku Digital Homicide. Jeśli wcześniej o tej firmie nie słyszeliście, nie szkodzi, ja też nie. Jim Sterling natomiast jest popularnym krytykiem, który prowadzi popularną serię The Jimquisition, gdzie komentuje wydarzenia dotyczące gier wideo. Poza tym wynajduje też na Steamie różne, często mniej znane tytuły i recenzuje je. Tak też było w przypadku gier od Digital Homicide i jeśli mam być szczery, po obejrzeniu materiałów zupełnie nie mam ochoty grać w jakiekolwiek produkcje tego studia.

WYATT DERP - And 17 Other Games From Digital Homicide

Właśnie te materiały stały się kością niezgody między Sterlingiem (właściwie to Jamesem Stantonem), a Digital Homicide. Studio stwierdziło, że popularny krytyk działa na jego szkodę, mówi nieprawdę, a jego filmiki mają negatywny wpływ na sprzedaż. W sumie nic nowego – ktoś coś skrytykował, ktoś inny się z tego powodu obraził. Podobną sytuację miał swego czasu inny krytyk, TotalBiscuit, który tak zdenerwował swoim wideo twórców Day One: Garry’s Incident, że ci postanowili złożyć do YouTube’a skargę i zdjąć jego materiał, bo ponoć nie miał uprawnień do czerpania zysków z filmu przedstawiającego ich grę.

W tym przypadku jednak problem jest poważniejszy, bo Digital Homicide postanowiło pozwać Sterlinga na kwotę ponad 10 milionów dolarów. Absurdalna jest nie tylko kwota, ale też cała sprawa. Przede wszystkim studio postanowiło na razie nie korzystać z usług prawnika, tylko wszystkim zająć się samemu, co już świadczy o nieprofesjonalnym i niepoważnym podejściu. Ponadto James Romine, jeden z założycieli studia, uruchomił zbiórkę w serwisie gofundme.com, bo ponoć znalazł „kancelarię prawną klasy premium”, która chętnie zajmie się sprawą za jedyne 75 tysięcy dolarów. Cóż, na razie udało się zebrać 190 dolarów i raczej nie zapowiada się, aby kwota ta miała znacząco wzrosnąć.

326811152258979882

Równie głupia jest odpowiedź studia na falę krytyki, która rozlała się w Internecie po ujawnieniu sprawy. W poście na swojej stronie internetowej piszą, że nie chodzi tylko o nich i Sterlinga, ale o nas wszystkich i robią to właśnie po to, by nas chronić. Nie będę tego dokładnie cytował, zostawię tylko obrazek, który posłuży za świetny komentarz.

326811152259110954

Co ciekawe, ten konflikt trwa już kilka lat. Wszystko zaczęło się, kiedy w 2014 roku Jim Sterling opublikował wideorecenzję gry studia o tytule Slaughtering Grounds nazywając ją przy tym „kandydatem na najgorszą produkcję 2014 roku”. W odpowiedzi na to Digital Homicide opublikowało własną  „recenzję recenzji”, w której określiło Sterlinga mianem „piprzonego idioty”, który „czerpie zyski żerując na ciężkiej pracy innych ludzi”.

SLAUGHTERING GROUNDS DEVELOPER MELTDOWN INCEPTION SPECIAL

Oczywiście samo złożenie pozwu nie oznacza jeszcze, że w ogóle dojdzie do rozprawy. Na razie całość musi przejrzeć sędzia i to on zdecyduje, czy batalia sądowa w ogóle ma sens. Sam Sterling podchodzi do tego dość spokojnie. Na swoim Twitterze opublikował taki post, którym uciął wszelkie komentarze na ten temat.

Przypomina mi się sytuacja z twórcą Bear Simulator, który tak bardzo wziął do siebie krytykę PewDiePie’a, że postanowił wycofać się z robienia gier. W tym przypadku obeszło się bez pozwu, ale oba przykłady pokazują, że gamedev nie jest dla każdego. Jeśli decydujemy się opublikować swoją twórczość, a już tym bardziej ją sprzedawać, musimy liczyć się z krytyką. Czasem będzie ona konstruktywna, kiedy indziej chamska i prostacka. Tak to niestety działa, a Internet wcale sprawy nie ułatwia. Jasne, twórcy niezależni często dużo bardziej emocjonalnie podchodzą do swojej pracy i jest to zrozumiałe, natomiast jeśli ktoś nie radzi sobie z negatywnymi komentarzami, niech znajdzie sobie inne zajęcie.

No chyba, że jest to "sprytnie" przeprowadzona akcja mająca na celu narobienie szumu i rozgłoszenie twórczości studia, którego gry raczej nie trafiają na listę hitów sprzedaży na Steamie. Tylko panowie, naprawdę nie tędy droga.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (5)