Pamiętacie grę towarzyską Twister, hit wszelkich domówek z czasów, gdy "szampan" oznaczał Piccolo, a imprezy zaczynały się o piątej po południu? W Fingle chodzi w zasadzie o to samo, tylko w mniejszej skali. "Matą do gry" jest w tym wypadku iPad, na którym znajdują się kwadraciki (i pola, na których należy je umieścić) w dwóch kolorach: jedne dla jednego gracza, drugie dla drugiego. Cała zabawa polega na kreatywnym wyginaniu palców i... to już wszystko.
Co mi się podobało: Pomysł: Fingle kupiło mnie w tym samym momencie, w którym się o nim dowiedziałem. Lubię oryginalne gry, które łączą niejako zabawę na tablecie ze światem rzeczywistym. Produkcja studia Game Oven to rzecz zupełnie wyjątkowa, jakiej nie znajdziecie nigdzie indziej i jaka niemożliwa jest na żadnym innym urządzeniu - stworzona z myślą o tabletach, wykorzystująca ich możliwości i także dlatego tak bardzo niezwykła.
Intymność: to nie jest rzecz, w którą chcecie grać z kolegą. Jeśli ktoś nie wierzy, jak bardzo intymną częścią ciała są dłonie, to polecamy zapoznać się z pewną erotyczną sceną w "Blaszanym bębenku" Güntera Grassa. Nie zrozumcie mnie oczywiście źle, Fingle nie przekracza żadnych ostatecznych granic, ale wymaga sporej zażyłości między grającymi - i jeszcze tę zażyłość wzmaga. Choć może też ją zbudować od zera: jestem teraz w stałym związku, ale gdyby ktoś zapytał mnie o oryginalny sposób na podryw, spokojnie poleciłbym właśnie tę grę.
Prostota wykonania: zasady są banalne i zrozumienie ich zajmie przeciętnemu człowiekowi pół sekundy. Interfejs ograniczono do minimum. Żadnych niepotrzebnych "bajerów", tylko czysta zabawa.
Poziom trudności: początkowe etapy są banalne i idealnie wprowadzają w grę, po dziesięciu minutach robi się jednak już całkiem skomplikowanie. Po kolejnych dziesięciu wygibasy paluchów zaczynają być dosyć karkołomne. Nie brak tu wyzwań.
Cena: 79 eurocentów. No dajcie spokój.
Co mi się nie podobało: Poziomów mogłoby być więcej - na upartego grę przejść można przy jednym posiedzeniu w kawiarni. Poza tym jednak niczego mi w zasadzie w Fingle nie brakowało.
Werdykt Fingle to ten tytuł, w który chcecie zagrać ze swoimi dziewczynami/chłopakami, względnie kimś, kogo widzielibyście w najbliższej przyszłości w tej właśnie roli. Bardziej przypomina grę towarzyską niż wideo i dlatego też pewnie jest tak przystępny. Poza tym wykorzystuje banalny pomysł w oryginalny sposób i pokazuje, jak różnorodnymi urządzeniami mogą być tablety. Będziecie się świetnie bawić. Za niecałe cztery złote!
Tomasz Kutera