Dobrze wypadają te klasy, odpowiednio zróżnicowanie. Wszystkie możemy też modyfikować za pomocą gwiezdnych kart - jedne podmienią którąś umiejętność na inną (zawsze ma się trzy), inne dadzą różne bonusy: większą odporność czy możliwość przywrócenia sobie życia po udanym zabójstwie. Gdy natomiast nazbieramy odpowiednio dużo punktów za wykonywanie celów misji i eliminowanie wrogów, będziemy mogli wykupić sobie wcielenie się w jednostkę specjalną albo bohatera.To jedna z największych, po klasach, zmian względem jedynki z 2015. Głupkowate żetony pojawiające się na mapach znikają na rzecz zarządzania punktami zdobytymi w boju. Dwa tysiące (twórcy zaznaczają, że ekonomia punktów nie jest jeszcze ostateczna) da nam możliwość wcielenia się w zwrotnego żołnierza z plecakiem odrzutowym i wyrzutnią rakiet, trzy tysiące to Wookie z detonatorem termicznym. To, co sobie wybierzemy, to już nasza sprawa. I twórców, bo dostępne opcje różnią się w zależności od mapy. W pakiecie znajdą się też różne pojazdy czy, rzecz jasna, bohaterowie. Ci są najdrożsi i najbardziej pożądani.Na szczęście wcale nie trzeba być jakimś masakratorem, żeby dorobić się tych pięciu tysięcy punktów potrzebnych na Dartha Maula, Rey czy Bobę Fetta. Wystarczy grać na całkiem przeciętnym, solidnym poziomie i rozczłonkowywanie droidów mieczem świetlnym jest jak najbardziej w zasięgu ręki. O ile ktoś nam akurat nie zajął danego bohatera. Takie sytuacje zdarzają się często, zazwyczaj wystarczy jednak poczekać od dwóch do pięciu minut, aż zwolni się miejsce. To konieczne ustępstwo, które trzeba było wprowadzić, by system kupowania specjałów zadziałał. Nie możemy mieć przecież pięciu Darthów Vaderów. A biorąc pod uwagę, że to dobry system, myślę, że warto zgodzić się na to ustępstwo i czasem poczekać. Nie jest też tak, że w tym czasie nic nie robimy. Po prostu po każdym zgonie zerkamy, czy bohater już się zwolnił.Zaułki Theed, przytulne wnętrza zamku Maz Kanaty czy otaczające go lasy robią świetne wrażenie graficzne. Dice musi jednak przystopować ze zrywającymi się do lotu gołębiami. Podczas rozgrywki na Naboo chmara ptaków wzbijała się znikąd średnio co 5-10 sekund. Co się nachichrałem to moje, ale jednak imersja oberwała.W ramach bety udostępniono dwa "piesze" tryby - czterdziestoosobowy Galactic Assault na Naboo i szesnastoosobowbowy Strike na Takodamie. W oba gra się przyjemnie, z różnych przyczyn, ale oba potrzebują też jeszcze balansu. Szczególnie bardziej kameralny Strike, gdzie 90% starć wygrywa Rebelia, która próbuje udaremnić Nowemu Porządkowi kradzież artefaktu. Tryb mieszający Capture the Flag z Deathmatchem ma ciekawą dynamikę, ale ewidentnie, bez względu na drużyny, "tym dobrym" broniącym punktu z artefaktem i statku, do którego mają dostarczyć go imperialni, jest łatwiej. Jednocześnie jednak mapa jest ciekawie zbudowana, łatwo na niej o emocjonujące zwroty akcji i ostatecznie większość czasu z betą spędzałem właśnie tam, po prostu dobrze się bawiąc.Galactic Assault, będące wariacją Walker Assaulta z jedynki, ma odpowiedni rozmach i jest zróżnicowany - od początkowych starań klonów, by za pomocą torped jonowych położyć potężny statek Separatystów, do emocjonującego ostatniego bastionu w sali tronowej, gdzie trup nie może chyba już ścielić się gęściej. Tutaj problemem może być to, że pierwsza faza rozgrywająca się na ulicach Theed, ma nierówną dynamikę z powodu zbyt dużych przestrzeni i zbyt małej liczby graczy. Czasami mija kilka chwil biegania po opustoszałych ulicach, zanim znajdziemy miejsce, gdzie rozgrywa się akcja. Ale znowu - owszem, są jakieś niedociągnięcia, jednocześnie jednak sama rozgrywka jest na tyle wciągająca, zróżnicowana i dynamiczna, że to nie przeszkadza w dobrej zabawie. Miejmy nadzieję, że beta spełni swoje zadanie i Dice poprawi wszystkie te braki i niedociągnięcia zgodnie z sugestiami graczy.Ale teraz pora skończyć pochwały, bo oczywiście nie może być tak pięknie. W świecie bezpłatnych DLC, bogatszej zawartości podstawowej i poprawionych mechanizmów musi pojawić się jakieś "ale". To "ale" nazywa się hajs. I ten hajs musiał szeptać EA i Dice, niby Grima Gadzi Język z konkurencyjnego uniwersum, musiał szeptać im, że jakoś trzeba będzie zarabiać na tej całej imprezie, a wysoka cena gry nie starczy. W Battlefroncie 2 wprowadzono zatem skrzynki z lootem. Te natomiast nie byłyby niczym złym, są przecież choćby w Overwatchu i nikt nie płacze, gdyby nie fakt, że z ich kupowaniem wiąże się praktycznie każdy element rozwoju naszych postaci.Grasz klasą Heavy i chcesz wbić na niej wyższy poziom, by odblokować kolejne sloty na gwiezdne karty? Cóż, na pewno nie osiągniesz tego, po prostu grając tą klasą. To zbyt logiczne. Punkty doświadczenia dla poszczególnych jednostek wpadają bowiem za zdobywanie poświęconych im gwiezdnych kart. Gwiezdne karty ulepszają też zresztą naszych żołnierzy, dając im więcej życia, dłuższy ostrzał czy nowe triki.A wiecie, skąd zdobywamy gwiezdne karty? Ze skrzynek z lootem. I to losowo - my możemy tylko wybrać, czy chcemy mieć szanse na nagrody związane z piechotą, myśliwcami czy specjalnymi bohaterami, reszta to już ślepy los. Możemy więc grać jako Officer i mieć nim ciągle pierwszy poziom, w czasie gdy nigdy nieruszony Assault jest już na ósmym i ma do wyboru pięć różnych kart, bo tak akurat trafiało się w skrzynkach.A skrzynki wcale nie są takie tanie - za wygrany mecz dostajemy zazwyczaj 180 kredytów. Loot kosztuje 1100 kredytów. Siedem wygranych meczy, by zdobyć jedną skrzynkę, z której wypadają trzy losowe nagrody - i to nie tylko nowe umiejętności czy bronie, ale i czysta kosmetyka. Wszystko w jednym worku. A skoro tak wolno zdobywa się kasę na te skrzynki i ciągle nie mogę wbić kolejnych poziomów Officerem, no to może kupię kilka za parędziesiąt złotych... I zaczyna się.Tak, dobrze rozumiecie: cały rozwój w grze oparty jest na kupowaniu losowych skrzynek, które da się także zdobyć za prawdziwą forsę. Ktoś z grubym portfelem może zatem wydać grubą kasę, by szybko wbić poziomy, rozwinąć nowe umiejętności w bohaterach i generalnie odstawić resztę pod względem siły. Wiecie, jak nazywa się taki model? Pay to win. I jeśli twórcy nie zmienią jakoś tych struktur, to Battlefront 2 może mieć bardzo ciężki żywot. Różnice nie są bowiem byle jakie. Wydając kasę, możemy na przykład zapewnić sobie ogłuszenie trwające cztery sekundy dłużej czy chwilową stuprocentową odporność na obrażenia podczas korzystania z umiejętności Boby Fetta.