A wracając do Move - I Expect You To Die jest znakomitą okazją, by wyciągnąć te kontrolery z piwnicy. Da się grać padem i nie jest to szczególnie upierdliwe, bo agenci - niezależnie od kontrolera gracza - mają tu moc telekinezy, która pozwala łapać niedostępne przedmioty, przybliżać je, oddalać lub kazać im wisieć w powietrzu, ale po odpaleniu gry na "pałkach" nie będziecie chcieli wracać do Duala. Choć czasem kamera zdawała się głupieć i odziane w czarne rękawiczki dłonie na ekranie zaczynały drgać jak u deliryka. Ale mogę winić tu mały dystans pomiędzy mną i nią. A ponowna kalibracja rozwiązywała problemy i mogłem cieszyć się najbardziej... - hmm, jakiego słowa szukam - najbardziej rzeczywistą obecnością w wirtualnym świecie jakiej doświadczyłem.Gra się na siedząco. Gracz (prawie) zawsze siedzi w samym środku wypełnionej wieloma ruchomymi dynksami i wichajstrami planszy. Operowanie dźwigniami, szufladami, pistoletem, gaśnicą, rozmaitymi przełącznikami czy wreszcie odpalenie sobie wirtualnego cygara równie wirtualną zapalniczką jest tu tak naturalne, że - Paweł, wiem, że to redakcyjny sprzęt i przepraszam - gdy po kilkunastu minutach nachodziła mnie ochota na przerwę, prawdziwe Move'y odkładałem na wirtualny stół, a odgłos ich zderzenia z moją podłogą zawsze był dla mnie zaskoczeniem.Świat gry reaguje na poczynania gracza tak naturalnie, że bardzo szybko staje się dla niego po prostu rzeczywistością. Zakochałem się w niej w momencie, gdy okazało się, że mój pomysł na poradzenie sobie z granatem, z którego Zor usunął zawleczkę, zadziałał. I takich małych momentów zachwytu faktem, że elementy tego wirtualnego świata faktycznie reagują tak jak się spodziewałem było w tej grze sporo. To wokół nich skonstruowano kilka celów pobocznych dla każdej misji, które sprawiają, że warto do nich wrócić i pobawić się jeszcze trochę.Namachacie się tu sporo, będzie też okazja ruszyć szare komórki, aczkolwiek raczej bez ich przepalania. I Expect You To Die to głównie nauka na własnych błędach, bo zginąć można tu na różne sposoby. Ze zrozumiałych względów nie będę ich tu wyliczał, ale jeśli weźmiecie ze mnie przykład, pewnie rozmaite systemy bezpieczeństwa będą dla Was równie śmiertelne, co własna ciekawość "czy da się tu..." albo "ciekawe co robi ta wajcha".Nie ma tu punktów kontrolnych. Każda śmierć oznacza zaczynanie misji od początku. Czasem na to marudziłem, ale ostatecznie uznaję ten kierunek za właściwy. By ukończyć zadanie trzeba zrealizować kilka stałych punktów, jednak ich kolejność bywa dowolna. Mogę sobie wyobrazić kogoś zapędzonego swoim myśleniem oraz punktami kontrolnymi w kozi róg, gdy lepiej zrobiłoby mu świeże spojrzenie na całość. Zresztą, gdy wiesz co masz robić, robisz to sprawnie. Gdy masz Move'y możesz robić nawet dwie rzeczy naraz.