Czyli jak jest z tym systemem walki? No nie jest zły tak ogólnie. Bardzo klasyczny, niemniej takie miał przecież założenie. Potrafi znudzić przy normalnych potyczkach, ale wynagradza to nieco bardziej wymagającymi bossami, gdzie myśleć należy szybko i jeszcze szybciej wyciągać konsekwencje. Czy działa tak dobrze, jak działał w Chrono Trigger? Ha, pisałem, że developerzy mogli liczyć się z tak nieuczciwymi porównaniami. Nie, nie działa. Ale głównie dlatego, że Trigger jest lepszą grą (delikatnie rzecz ujmując).Największym atutem Setsuny jest w moich oczach jej oprawa. Prosty pomysł zakopania dość standardowego świata pod tonami śniegu to przecież strzał w dziesiątkę. Pielgrzymka bohaterów staje się dzięki temu namacalna, spójna. Gdy dziesiąty Fajnal przypominał film drogi, z kalejdoskopem barw i odcieni, tutaj każdy lasek, każda lodowa jaskinia lub mijana wioska – wszystko wygląda podobnie i ma tę samą atmosferę. Co rozumiem jako zaletę. Różnorodnych pozycji jest w gatunku aż nadto.I jeszcze raz to samo należałoby napisać o muzyce. Wiecie, że ścieżka dźwiękowa Tomokiego Miyoshiego w ponad 90% składa się z solowych partii fortepianu? Oznacza to spokojne, dość oczywiste melodie przy zwiedzaniu zaśnieżonej mapki świata (tak, jest mapka!), ale i niespotykaną szarpaninę klawiszy podczas walki czy kluczowych momentów fabularnych. Jak gdyby po koncercie orkiestry, którym zazwyczaj raczą nas wysokobudżetowe produkcje, skoczyć na chwilkę jeszcze do zatęchłego, jazzowego pubu i posłuchać zapalonego muzyka grającego już wyłącznie dla własnej satysfakcji. Po prostu bomba.Szeroko promowany motyw „eksplorowania smutku” sprawdza się zatem od nieco innej strony. To, czego spotykane postaci nie są w stanie obudzić w odbiorcy, skutecznie wychodzi mijanym wizytówkom wspieranym przez podlanego pianistę. Lokacje można było poszerzyć, zachęcić do wylizania każdej ściany. Podobna atmosfera nawet zasługiwała na nieco większy świat. Ale i korytarzowa struktura, z którą zostaliśmy, nie odbiera tego uroku.I Am Setsuna to dla mnie, koniec końców, delikatny zawód, kolejny w tym roku. Myślałem, że z wakacyjnego bloku japońskich role playów to właśnie ten tytuł wskażę jako lidera. A mogę jedynie po raz kolejny doradzić sporą ostrożność podczas rozważania zakupu. „Widziały gały, co brały”, czyż nie? Znasz już problemy, z jakimi się boryka ta produkcja – nałóż ich siatkę na klimatyczne zwiastuny, by zrozumieć, w co możesz się wpakować.Dodatkowo ma pewien problem, którym zajmuję się raczej rzadko w recenzjach – jest pieruńsko droga. Gdy to piszę, na Steamie stoi za czterdzieści eurasów. Zdecydowanie za dużo. Japończycy nie umieją chyba jeszcze w cyfrówki. Dlatego na sam początek upewnij się, że już zaliczyła jakąś letnią promocję.