Z racji moich zainteresowań, które oscylują wokół fabuły i dialogów, grając w Hypnospace Outlaw nie mogłam przestać się zachwycać nad jakością wykonania. Każdy mówi swoim głosem i w efekcie musimy co i raz mitygować się, że przecież to, co obserwujemy, to nie są prawdziwi ludzie, to nie jest zapis czegoś, co autentycznie się wydarzyło, a jedynie sztucznie stworzone zbitki tekstu, które wyszły z czyjejś głowy. Świat wykreowano tak dobrze, z takim kapitalnym wyczuciem, pomysłami, konsekwencją i dopracowaniem – że naprawdę, nie pamiętam, kiedy ostatnio doświadczyłam poczucia takiej bezwiednej ufności w fikcję. I to jest, myślę, jeden z najmocniejszych punktów Hypnospace Outlaw.Z wielką przyjemnością wchodzimy w styczność z MASĄ zawartości do przeczytania, odkrycia i zobaczenia. Nie wiem, ile w liczbach właściwie stworzono stron i podstron, i oczywiście to mikroskopijne ziarno w skali dzisiejszego internetu, ale i tak po kilkunastu godzinach grania miałam poczucie, że nie odkryłam więcej niż połowy. W centrum społeczności Hypnospace Outlaw na Steamie toczy się sporo dyskusji na temat sekretnych witryn, na które można się dostać tylko po wpisaniu w pasek wyszukiwarki właściwego taga, i trochę mnie korci, żeby zajrzeć tam jeszcze raz, poszukać potencjalnych nowych poszlak, bo wiem, że na pewno mnóstwo mnie ominęło. Podsumowując – warto. Oj, warto.